Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj21 - 2
- 2026, Kwiecień30 - 13
- 2026, Marzec31 - 21
- 2026, Luty28 - 17
- 2026, Styczeń31 - 44
- 2025, Grudzień31 - 28
- 2025, Listopad30 - 10
- 2025, Październik31 - 13
- 2025, Wrzesień30 - 20
- 2025, Sierpień31 - 17
- 2025, Lipiec31 - 12
- 2025, Czerwiec30 - 5
- 2025, Maj31 - 0
- 2025, Kwiecień30 - 6
- 2025, Marzec31 - 12
- 2025, Luty28 - 1
- 2025, Styczeń31 - 22
- 2024, Grudzień31 - 17
- 2024, Listopad30 - 10
- 2024, Październik31 - 19
- 2024, Wrzesień30 - 14
- 2024, Sierpień31 - 20
- 2024, Lipiec31 - 10
- 2024, Czerwiec30 - 7
- 2024, Maj31 - 9
- 2024, Kwiecień30 - 14
- 2024, Marzec31 - 16
- 2024, Luty29 - 7
- 2024, Styczeń31 - 7
- 2023, Grudzień31 - 9
- 2023, Listopad30 - 6
- 2023, Październik31 - 7
- 2023, Wrzesień30 - 5
- 2023, Sierpień31 - 12
- 2023, Lipiec31 - 10
- 2023, Czerwiec30 - 1
- 2023, Maj31 - 5
- 2023, Kwiecień30 - 2
- 2023, Marzec31 - 8
- 2023, Luty28 - 21
- 2023, Styczeń31 - 7
- 2022, Grudzień31 - 5
- 2022, Listopad30 - 1
- 2022, Październik31 - 0
- 2022, Wrzesień30 - 6
- 2022, Sierpień31 - 14
- 2022, Lipiec31 - 13
- 2022, Czerwiec30 - 6
- 2022, Maj31 - 4
- 2022, Kwiecień30 - 5
- 2022, Marzec31 - 3
- 2022, Luty28 - 11
- 2022, Styczeń31 - 6
- 2021, Grudzień31 - 5
- 2021, Listopad30 - 7
- 2021, Październik31 - 8
- 2021, Wrzesień30 - 20
- 2021, Sierpień31 - 33
- 2021, Lipiec31 - 6
- 2021, Czerwiec30 - 9
- 2021, Maj31 - 18
- 2021, Kwiecień30 - 17
- 2021, Marzec31 - 21
- 2021, Luty28 - 8
- 2021, Styczeń31 - 26
- 2020, Grudzień31 - 25
- 2020, Listopad30 - 10
- 2020, Październik31 - 15
- 2020, Wrzesień30 - 28
- 2020, Sierpień31 - 62
- 2020, Lipiec31 - 28
- 2020, Czerwiec30 - 16
- 2020, Maj31 - 20
- 2020, Kwiecień30 - 55
- 2020, Marzec31 - 26
- 2020, Luty29 - 14
- 2020, Styczeń31 - 15
- 2019, Grudzień31 - 1
- 2019, Listopad31 - 79
- 2019, Październik31 - 84
- 2019, Wrzesień30 - 90
- 2019, Sierpień31 - 186
- 2019, Lipiec31 - 76
- 2019, Czerwiec30 - 35
- 2019, Maj31 - 86
- 2019, Kwiecień30 - 52
- 2019, Marzec31 - 32
- 2019, Luty28 - 48
- 2019, Styczeń31 - 71
- 2018, Grudzień31 - 178
- 2018, Listopad30 - 183
- 2018, Październik31 - 163
- 2018, Wrzesień30 - 129
- 2018, Sierpień31 - 118
- 2018, Lipiec31 - 107
- 2018, Czerwiec30 - 135
- 2018, Maj31 - 183
- 2018, Kwiecień30 - 184
- 2018, Marzec31 - 184
- 2018, Luty28 - 191
- 2018, Styczeń31 - 73
- 2017, Grudzień31 - 26
- 2017, Listopad30 - 39
- 2017, Październik31 - 29
- 2017, Wrzesień30 - 21
- 2017, Sierpień31 - 19
- 2017, Lipiec31 - 33
- 2017, Czerwiec30 - 75
- 2017, Maj32 - 33
- 2017, Kwiecień28 - 13
- 2017, Marzec31 - 50
- 2017, Luty28 - 30
- 2017, Styczeń31 - 75
- 2016, Grudzień31 - 29
- 2016, Listopad30 - 18
- 2016, Październik31 - 11
- 2016, Wrzesień30 - 9
- 2016, Sierpień31 - 3
- 2016, Lipiec31 - 5
- 2016, Czerwiec30 - 52
- 2016, Maj31 - 27
- 2016, Kwiecień30 - 34
- 2016, Marzec31 - 26
- 2016, Luty29 - 76
- 2016, Styczeń31 - 195
- 2015, Grudzień31 - 83
- 2015, Listopad30 - 91
- 2015, Październik31 - 72
- 2015, Wrzesień30 - 55
- 2015, Sierpień31 - 41
- 2015, Lipiec31 - 69
- 2015, Czerwiec30 - 22
- 2015, Maj31 - 40
- 2015, Kwiecień30 - 65
- 2015, Marzec31 - 39
- 2015, Luty28 - 54
- 2015, Styczeń31 - 62
- 2014, Grudzień31 - 160
- 2014, Listopad30 - 1
- 2014, Październik31 - 0
- 2014, Wrzesień30 - 0
- 2014, Sierpień31 - 0
- 2014, Lipiec31 - 0
- 2014, Czerwiec30 - 0
- 2014, Maj31 - 52
- 2014, Kwiecień30 - 26
- 2014, Marzec31 - 55
- 2014, Luty28 - 95
- 2014, Styczeń31 - 89
- 2013, Grudzień31 - 20
- 2013, Listopad30 - 0
- 2013, Październik31 - 0
- 2013, Wrzesień30 - 0
- 2013, Sierpień31 - 0
- 2013, Lipiec31 - 0
- 2013, Czerwiec30 - 0
- 2013, Maj31 - 0
- 2013, Kwiecień30 - 0
- 2013, Marzec31 - 0
- 2013, Luty28 - 0
- 2013, Styczeń31 - 0
- 2012, Grudzień31 - 1
- 2012, Listopad30 - 0
- 2012, Październik31 - 0
- 2012, Wrzesień30 - 0
- 2012, Sierpień31 - 11
- 2012, Lipiec31 - 37
- 2012, Czerwiec30 - 56
- 2012, Maj31 - 24
- 2012, Kwiecień30 - 51
- 2012, Marzec31 - 120
- 2012, Luty29 - 15
- 2012, Styczeń31 - 34
- 2011, Grudzień31 - 11
- 2011, Listopad30 - 14
- 2011, Październik31 - 2
- 2011, Wrzesień30 - 5
- 2011, Sierpień31 - 31
- 2011, Lipiec31 - 19
- 2011, Czerwiec30 - 36
- 2011, Maj31 - 34
- 2011, Kwiecień30 - 51
- 2011, Marzec31 - 31
- 2011, Luty28 - 34
- 2011, Styczeń31 - 0
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozewie
Wtorek, 27 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
Przejechałem cały Maraton Rowerowy Dookoła Polski.Relacja później i kilka zdjęć także.
- DST 418.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Goleniów- Wolin-Międzyzdroje- Trzebiatów- Kołobrzeg- Mielno-Darłowo- Ustka- Smołdzino- Wicko- Gniewino-Krokowa- Karwia- Rozewie
Poniedziałek, 26 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
X dzień MRDP.czterdzieste pierwsze TRZYSTA / w tym roku /.

Na mecie© Robert1973

Zaraz po zejściu z roweru© Robert1973

Mój rower© Robert1973

Daniel Śmieja© Robert1973

Michał- Zwycięzca MRDP© Robert1973
Wyjechaliśmy z Goleniowa o 8.30. Trasa płaska. Od Międzyzdrojów wiatr totalnie w twarz. Było ciężko, ale że to był ostatni odcinek
chciało się jechać. Czasami stawaliśmy co kilka km, choć na chwilę, czasami nie patrząc na prędkość byłem szczęśliwy, że w ogóle wiatr
nie zrzucił mnie z roweru. Obiad w Kołobrzegu. I niby było ciepło, ale wiatr silny wywoływał jednak chłód, więc w ten sposób jechałem
mocno spocony choć grubo ubrany nie byłem.
W Darłowie zjedliśmy ostatni posiłek- kolację. I tu zaczęły się emocje- co prawda czasami nadzorowałem pozycje moich kolegów.
jak na razie było 6 osób przed nami- reszta poza nami, która nie miała szans dojechania do nas. Po raz pierwszy jednak poczytałem komentarze kibiców, które także dotyczyły mojej osoby. Słowa siostry, innych kolegów, sms- y od nich wywołały we mnie łzy wzruszenia.
Ostatnie 150 km jechałem ze łzami w oczach. Jechaliśmy szybko, doścignęliśmy nawet Piotra Waksmudzkiego zostawiając Go po chwili w tyle.
Te ostatnie km nie sprawiały mi trudności prze te właśnie emocje. Od teraz przejechać całą tą trasę nie chciałem tylko dla siebie, wiedziałem, że muszę to zrobić także dla tych osób, które wierzyły we mnie podczas każdego z tych dni.
W okolicach miejscowości Żelazna, jakoś ok. 4 nad ranem Lucjan łapał kapcia za kapciem. Naprawiał prawie trzy godziny. jak się udało naprawić to jadąc przez kolejne dziury wszystko wracało do normy. Nie miał świateł, zostałem razem z Nim. Problem mieliśmy także ze znalezieniem drogi dom. Mierzyno, gdy było już widno - Lucjanowi padła bateria w nawigacji.
Gdy słońce wyszło, a My znowu mogliśmy jechać- nie chciałem już nic. Lucjan zakupił jeszcze co nieco w sklepie, ja już nie chciałem dosłownie nic. Nie chciało mi się pić, jeść, nie chciało mi się z nikim rozmawiać, nie chciało mi się zatrzymywać.
Ważne było dla mnie wtedy tylko to, by w końcu dojechać do mety. Od Krokowej jechałem przed Lucjanem, płakałem non stop- to oczywiste, że wcześniej rowerowo nie byłem nigdy tak bardzo szczęśliwy jak właśnie teraz. Kilometry uszczuplały się, a ja wciąż płakałem. Patrzyłem na ludzi idących obok chodnikami, nie wiedzieli tego, że mija ich właśnie niesamowicie szczęśliwy człowiek. Przez myśl przenikały mi wszystkie dni treningu, poświęcenia, wyrzeczenia, miłość do roweru. Rower, ciężko mi już było na nim usiedzieć, ale nie miałem do niego negatywnych emocji.
Wręcz przeciwnie, pokochałem go jeszcze bardziej.
Życie jest trudne, zawsze szukałem czegoś co by je odmieniło i nadało mu jakieś znaczenie. I rower mi to dał. Odmienił moje życie.
W Rozewiu chodnikiem pod latarnię wjechałem już wspólnie, obok Lucjana- razem wjechaliśmy na metę. Sekundę po zejściu z roweru objęliśmy się mając oczywiście łzy w oczach.
To niesamowite uczucie. Bardziej cieszyłem się tylko wtedy, gdy urodził mi się syn Filip.
Pełny cykl przygotowań trwał dla mnie 4 lata- w tym okresie przejechałem łącznie 104.000 km. Każdego dnia przez ten okres myślałem wyłącznie o MRDP, poświęciłem mu dosłownie każdy wolny czas- wszystko uczyniłem...dla tej jednej chwili- bycia na mecie.
Tak bardzo chcę, by koledzy ze środowiska rowerowego docenili to, co uczyniłem, by mnie szanowali za to, bo mimo wszystko był to dla mnie
mega wysiłek. Nie jestem doskonały, muszę więcej trenować, niż inni, by dojść do normalnego przyzwoitego poziomu.
Ponadto jestem kontuzjogenny- często mnie coś boli, choć już nie tak bardzo jak kiedyś. Jestem także zmarzluch i mimo to, że jeżdżę w różnych pogodach- nie zahartowałem się jeszcze. Do dziś nie wiem, jak udało mi się w roku ubiegłym przez dwa miesiące stycznia i lutego przejechać łącznie 5 tys. km. Potrafię jechać w deszczu, z gorączką, z kontuzją, czasem udaję i wręcz zatajam to przed innymi podczas jazdy, że jest coś nie tak, by tylko nie kazali mi zejść z roweru. I nie odbieram tego w ten sposób, że katuje swój organizm.
Maraton ten traktowałem od samego początku w ten sposób, by go przejechać, zaliczyć- nie walczyłem o czas, walczyłem by przetrwać każdy będący na nim km. Bo MRDP traktuję jako przepustkę do...dalszych kolejnych rowerowych dni.
Kocham rower, daje mi tak wiele radości.
...jestem zmęczony, ale oczy moje są szczęśliwe !!

Lucjan© Robert1973

Piotr Waksmundzki© Robert1973

Daniel Śmieja© Robert1973

Na promie w Świbnie© Robert1973
- DST 418.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Zgorzelec-Gozdnica- Trzeciel- Połęcko- Cybinka- Słubice- Kostrzyn n. Odrą- Cedynia- Gryfino-Szczecin- Goleniów
Niedziela, 25 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
IX dzień MRDP.czterdzieste TRZYSTA / w tym roku /.

Na promie w Połęcku© Robert1973

Drogi tragedia© Robert1973
Wyjazd o 5 nad ranem. Pogoda i atmosfera ok. Góry za nami. Nie było jednak tak wesoło.
Oczywiście mam na myśli drogi- to głupie, ale zatęskniłem nawet za dziurami na drogach na wschodzie kraju.
Dziś jechaliśmy po dziurach, po małym bruku, po wielkich kostkach bruku, po pofałdowanym asfalcie. Wielokrotnie prędkość wynosiła kilka km/h.
Tragedia, nie wiem po co czasami jechaliśmy ze stałą prędkością ponad 30 km/h, skoro i tak zaraz to wszystko traciliśmy.
Wszystko było ok po wjechaniu na DK nr 29 przed Cybinką- odtąd nawet nie jechaliśmy pod wiatr, był już boczny, więc i prędkość można było rozwinąć. Obiad zjedliśmy przed Słubicami na bardzo bogato rozwiniętej stacji paliw z restauracjami, hotelami, sklepami itp.
I po raz kolejny potwierdziło się to, że jak nastaje noc to wjeżdżamy w jakieś zadupia. Jadąc nocą od Cedyni do Gryfina krzyczałem nawet
na Lucjana, że chyba pomylił drogę bo było już po północy, a my do Gryfina jakoś nie mogliśmy dojechać.
Było mi ciężko, ale utrzymywało mnie to, że to przedostatnia noc jazdy.
Do Gryfina oczywiście dojechaliśmy, ważne dla mnie także wtedy było to, żeby Szczecin jeszcze przejechać nocą z uwagi na poranny ruch samochodowy. Udało się.
O 3 w nocy dojechaliśmy do Goleniowa. Musiałem się położyć spać, choć pół dnia wcześniej miałem plany był właśnie trasę od Zgorzelca do Rozewia / 800 km / wziąć na raz. Postanowiłem znowu przespać się ze trzy godziny z uwagi na czekający nas wiatr w twarz dnia jutrzejszego.
W Goleniowie hotelu nie znalazłem. Z Lucjanem więc udaliśmy się do miejscowej Komendy Powiatowej Policji.
Nocleg darmowy w ...areszcie, z poranną kawą i prysznicem oczywiście w warunkach komfortowych.
- DST 210.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Kudowa Zdrój-Głuszyca-Kowary-Świeradów Zdrój-Leśna-Zgorzelec
Sobota, 24 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
VIII dzień MRDP.Celem było dojechać dziś do Zgorzelca, by na dobre zapomnieć o górach. Od m. Leśna góry znikały z każdym kilometrem i było to raczej miłe uczucie. Ale to pod koniec dnia, od rana nadal góry.
Po wyjeździe o 8.30 z Kudowy Zdrój od razu wzniesienia i to kilkunasto kilometrowe. Drogi pozostawiały także wiele do życzenia.
Pierwszy postój w m. Tłumaczów. Lucjan wchodzi do sklepu, ja jestem przed. Nagle słyszę TRACH !! pękła opona albo dętka, nie wiem tylko w którym rowerze. Okazało się, że u Lucjana- stało się to wtedy, gdy rowery stały już sobie samotnie kilka dobrych minut.
No cóż góry trzeba było przejechać. Obiad zjedliśmy w Kowarach.Duże wzniesienia były w okolicach Świeradowa i Szklarskiej Poręby- już coś mi od dnia dzisiejszego stukało także w supporcie.
W Zgorzelcu byliśmy przed 22- gą- zjedliśmy kolację, Lucjan nie był w stanie dalej jechać, ja też. W pobliżu nie było znowu cywilizacyjnej miejscowości, więc nie chcieliśmy się pchać dalej. Nocleg w hotelu, z zamiarem wstania wcześnie nad ranem.
- DST 260.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Racibórz-Głubczyce-Nysa-Złoty Stok-Międzylesie-Kudowa Zdrój
Piątek, 23 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
VII dzień MRDP.
Góry Kotlina Kłodzka© Robert1973

Moje góry© Robert1973
Od rana teren płaski- dziś też zaliczyłem 2000 km MRDP będąc w Nysie. Ciężko mi się jechało mając świadomość, że zbliżam się do Kotliny Kłodzkiej. Po nieco ponad przejechanych dziś 100 km w okolicy miejscowości Otmuchów zobaczyłem to, z czym musiałem znowu się zmierzyć- kolejne GÓRY. Z daleka straszyły Nas i to konkretnie. Wszystko fajnie, mogły być jednak trochę drogi lepsze. W Międzylesiu o 21- szej zjadłem z Lucjanem kolację- dalsze góry więc jechaliśmy w ciemności. Jechałem po kamieniach, po szutrze i ciągle pod górę- tragedia.
W drodze na Zieleniec w pewnej chwili zsiadłem z roweru i zwyczjnie położyłem się na asfalcie krzycząc, że nie mam sił. Może podczas dnia
inaczej by to wyglądało, a tak nie wiedziałem, czy ja jadę pod górę, czy w dół. Nie miałem kompletnie sił, nie miałem motywacji do dalszej w dniu dzisiejszym jazdy. Musiałem mieć 5 minut na regenerację. Pomogło.
Nocleg zaplanowaliśmy w Kudowie Zdrój- zbliżaliśmy się do niej konsekwentnie- teraz miło to wspominam, ale jak przed Kudową Zdrój, na kilka km przed Lucjan zamiast skręcić w lewo skręcił w prawo na Wrocław i zjechał w mig w dół kilka km- odechciało mi się wszystkiego.
Wiedziałem, że się pomylił- telefonu nie odbierał. No to cóż, musiałem zjechać na dół i mu to spokojnie powiedzieć.
Chyba bał się mnie bo z powrotem podjechał pod górę w mig uciekając przede mną. A ja byłem zły i wykończony. Bo to były dodatkowe
bezsensowne kolejne kilometry.
Nocleg spędziliśmy w pensjonacie.
- DST 302.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Sromowce Wyżne-Zakopane-Stryszawa-Żywiec-Wisła-Cieszyn-Jastrzębie Zdrój-Wodzisław Śląski-Racibórz
Czwartek, 22 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
VI dzień MRDP.trzydzieste dziewiąte TRZYSTA / w tym roku /.

W połowie trasy© Robert1973
Wyjazd jakoś o 8 rano. I od razu podjazdy- przed Bukowiną Tatrzańską i Zakopanem. Potem trochę płaskiego terenu, a potem znowu góry.
Ciekawy był też późniejszy podjazd w m. Stryszawa.
Wieczorem byliśmy w Żywcu. Tu byliśmy razem z Marcinem Koseskim. W Żywcu zauważył nas także mieszkający w jego okolicach Przemek.
Razem z nim podjechaliśmy pod Istebną, aż do Wisły. Ale mocny gość, byliśmy tak bardzo zmęczeni, a On na góralu przeczochrał nas niesamowicie po tych terenach.
Żadnych przerw. Jechał ponadto w stroju kolarskim na krótki rękaw i nogawki i nie było mu zimno. A przecież przed Wisłą zjazd był niesamowity, więc szybka jazda w połączeniu z zimnym powietrzem dawała tylko jedno- dyskomfort.
Wielkie dzięki Przemku za wspólną jazdę.
Wypiliśmy co nieco gorącego na stacji Orlen. Cel, mimo późnej pory 23- ciej, mieliśmy dojechać jeszcze jakieś 80 km. Teren od Wisły znowu był płaski. I dobrze o tym wiedziałem. Nocowaliśmy w Raciborzu w hotelu.
Pogoda ok, choć późnym wieczorem było nam bardzo zimno. Dzień jak co dzień.
- DST 314.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Ustrzyki Górne-Cisna-Tylawa-Dukla-Gorlice-Muszyna-Stary Sącz-Krościenko n. Dunajcem-Sromowce Wyżne
Środa, 21 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
V dzień MRDP.trzydzieste ósme TRZYSTA / w tym roku /.
Wyjazd o 6 nad ranem. Trasę tę także już kiedyś przejechałem. Góry ładne, wymagające, ale przynajmniej wiedziałem co mnie czeka.
Lucjan czasem chyba się na mnie denerwował bo znowu na podjazdach zwalniałem, ale przynajmniej pokonywałem je systematycznie
do przodu starając się nie myśleć o kontuzjowanej nodze. Po prostu prawą ciągnąłem do góry, lewą pchałem w dół. Niby z początku dnia nie padało, ale mgła powodowała to, że po zjechaniu w dół byliśmy jednak trochę mokrzy, na obuwie musieliśmy założyć już ochraniacze.
W Cisnej dogoniliśmy Kogoś/ przepraszam, że nie pamiętam /- był kontuzjowany, bolały go okolice szyi, jak się okazało później wycofał się z trasy.
W Tylawie przywitał na deszcz. Co tam deszcz- ulewa. Myślałem, że znowu w Tylawie zjem obiad w znanej restauracji przy drodze krajowej- jak się okazało splajtowała, więc w deszczu byliśmy zmuszeni dojechać blisko 10 km do pobliskiej Dukli. Najfajniej było jak wyprzedzały nas TIRY zmierzające do przejścia granicznego- do tego koleiny na drodze, tragedia. Ale cóż, nie można było się zatrzymać.
Nie raz jechałem w deszczu, znowu sprawiało to jednak dla mnie dyskomfort.
Do restauracji weszliśmy cali mokrzy. Z sakwy wyjąłem suche...w połowie, ubrania. W takich warunkach udało mi się zjeść obiad. Pół godziny posiedzieliśmy więcej niż zwykle / 1,5 h /.
Wyszliśmy gdy nadal padało, ale się nie chciało- no cóż trzeba było jechać dalej. Jakoś za Gorlicami po godzinnej jeździe padać przestało, co z tego, jak buty, całe stopy i ubranie były mokre aż do końca dnia. Najbardziej obawiałem sie tego, że przewieje mi stopy i zaczną się kolejne problemy.
Pamiętam w dniu dzisiejszym podjazd pod Tylicz.Przed nim trochę odpocząłem. Ból w nodze był znaczny. Podjechałem jednak
słuchając muzyki- to wywołało we mnie dodatkowe siły. Podjazd wykonałem na raz. Lucjan widząc to powiedział, że z tą nogą to chyba go oszukuje w takim razie. Nie, noga mnie bolała, jestem bardzo kontuzjogenny, ale siły walki nikt mi nigdy nie zabierze.
Lucjan proponował mi wejście pieszo na te podjazdy, by nie zakończyć MRDP tak wcześnie.
...wiedziałem, że całą trasę przejadę na rowerze, byłem pewien, że nie wszystkie podjazdy wezmę na raz, ale wiedziałem, że na każdą górę wjadę.
Najpierw chcieliśmy nocować w Krościenku nad Dunajcem, gdzie byliśmy o północy. okazało się jednak, że kompletnie nie ma tu miejsc.
Denerwowaliśmy się. Nie widziało mi się spać na stacji paliw.
Tak bardzo chciało nam się spać, a nie było gdzie. Postanowiliśmy więc, że jedziemy dalej. A dalej zaraz po płaskim terenie zaczęły się znaczne wzniesienia.
I nie było ani ludzi, ani domów.
Po kilkunastu km ok. g. 2.00 udało się dojechać do cywilizacyjnej miejscowości Sromowce Wyżne. Tu spędziliśmy noc w prywatnej kwaterze.
Wszystkie ciuchy mokre, po prostu syf. No cóż, śmierdzieliśmy z Lucjanem i to bardzo.
- DST 337.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Dorohusk-Hrubieszów-Tomaszów Lubelski-Lubaczów-Przemyśl-Ustrzyki Dolne-Ustrzyki Górne
Wtorek, 20 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
IV dzień MRDP.trzydzieste siódme TRZYSTA / w tym roku/.
Wyjazd już o 5 nad ranem. I co? Znowu dziury. Takie, że zastanawiałem się czy czasem nie zejść z roweru i po prostu nie iść pieszo.
Droga poprawiła się dopiero od przejścia granicznego w Zosinie- nerwy miałem już zszarpane. W Hrubieszowie na kultowej dla mnie i Lucjana stacji Orlen- śniadanie.
No i zaczął się kryzys. W Tomaszowie Lubelskim zaczęły się znaczne wzniesienia- znałem je- noga nadal bolała. Jechałem wolniej bo
kręciłem tylko lewą nogą- ta była ok, ale bałem się znowu jej przeciążenia. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę nie zaliczyć MRDP,
nie myślałem też o odmawianiu jakichś modłów, smarowałem tylko kolano maścią i jechałem trochę wolniej niż zwykle.
Szkoda mi tylko było Lucjana, że musiał na mnie czekać. Ale poczekał. Do tego ten skwar- na prawdę było gorąco, nawet jak dla mnie.
Przed Przemyślem droga trochę się wyprostowała, więc ból lekko zaniknął, gdy nogi już nie obciążałem.
W Przemyślu zjedliśmy kolację- wiedziałem, że jeszcze tego dnia zobaczę moje góry...moje kochane góry.
Podjazd do Arłamowa- niesamowity, jechałem normalnie, ale konsekwentnie do góry- noga o dziwo nie bolała,
może dlatego, że cały byłem pełen emocji, te tereny są dla mnie najbardziej kultowe rowerowo. To tu kończyłem pierwszą dla mnie edycję
ultramaratonu BB Tour 2010...i to z powodzeniem. Być znowu w Lutowiskach, Ustrzykach- coś niesamowitego dla mnie.
Wspominam te tereny z olbrzymią radością. Odcinek z Ustrzyk Dolnych do Górnych pokonaliśmy nocą meldując się na spoczynek o północy.
Tak więc pierwsza część planu wykonana- góry są.
jestem w górach- niesamowite. jestem zadowolony.
- DST 314.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Michałowo-Hajnówka-Siemiatycze-Włodawa-Dorohusk
Poniedziałek, 19 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
III dzień MRDPtrzydzieste szóste TRZYSTA / w tym roku /

...na trasie© Robert1973
ten dzień to także nic szczególnego. Cel- oczywiście 300 KM. Noga trochę bolała, teren był jednak płaski, czasami jednak bolało- zwłaszcza wtedy gdy musiałem za Lucjanem jechać znaczne odległości z prędkością powyżej 30 KM/h. Zaczęły się też dziury- w tych okolicach rowerem byłem po raz pierwszy.
Pamiętam tylko ładny odcinek zaledwie kilku km przed Włodawą. Non stop jechałem jednak wkurzony i zdenerwowany na te dziury.
Normalnie tragedia. Na myśl przychodziło mi jedno- wstyd mi, że mieszkam w tym kraju.
Już rozwineliśmy swoją prędkość, złapaliśmy swój rytm, a tu nagle- DZIURY !!.
Szkoda pisać. Nocleg spędziłem w Dorohusku w hotelu przy granicy. Była dopiero g.22- ga, ale nie chcieliśmy jechać dalej bo dalej po prostu dalej nie było cywilizacji. Norma wykonana przy przyzwoitej godzinie. Ze względu na ruch przygraniczny Tirów myślałem, że nie
spędzimy w ciszy nocy- przy hotelu nieustannie warczały silniki samochodów ciężarowych. Jak się okazało noc przespaliśmy spokojnie,
co dziwne było wyjątkowo gorąco w hotelu / oczywiście chodzi mi o temperaturę powietrza /.
Podczas jazdy za dnia jakoś mało samochodów wyprzedzaliśmy, jakiś ten teren był wyludniony. Pogoda się pogorszyła, chmury trochę straszyły,
trochę nawet kropiło, ale mokro nie było.
- DST 313.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Węgorzewo-Gołdap-Wiżajny-Sejny-Lipsk-Sokółka-Supraśl-Michałowo
Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 0
II dzień MRDP.trzydzieste piąte TRZYSTA / w tym roku /.
Wyjazd o 8 nad ranem. Śniadanie po dwóch godzinach w Gołdapi w kultowej dla mnie restauracji Jędruś. A potem?
Zaczęły się znaczne przewyższenia, podobno na niektórych sprawiały wrażenie, że jest już się górach. Drogi złe, wiele robót.
Ten dzień dla mnie nie był szczególny. po prostu należało go zaliczyć. Trochę było jazdy po lesie po zjechaniu z Augustowianki.
W okolicy Dąbrowy Białostockiej zacząłem odczuwać lekki ból w okolicy kolana nogi prawej.
Stało się to po tym jak z Lucjanem znaczny odcinek przejechałem z prędkością bliską 40 KM/h.
Znam swój organizm, natychmiast reagowałem. Drogę znałem doskonale, krajobrazy których tym razem nie podziwiałem- także.
Nocowaliśmy w m. Michałowo, gdzie dojechaliśmy o północy. Pani recepcjonistka była dla nas bardzo miła- dała zniżkę na pokój, do pokoju pozwoliła zabrać rowery, dała nam też na noc kilka półlitrowych napoi.
pogoda ok. Dzień jak co dzień. We mnie nadal mnóstwo emocji, choć już co raz mniej, niż pierwszego dnia. Wiem, że przede mną
jeszcze wiele trudności- nie są one jednak przeszkodą, wystarczy to wszystko przetrwać i tyle.
Jazda z Lucjanem układa się doskonale. czasami Ktoś z nami jechał dłuższy odcinek. Dzisiaj też wiatr nie sprzyja, wręcz przeciwnie- wieje w twarz.
najważniejsze, że nie pada deszcz. Gorąco jest, ale jak dla mnie czym cieplej, tym lepiej. Rower też bezbłędnie pracuje, nic nie stuka, nic
nie puka. To miłe, że nikt nie dzwoni z pracy, że jutro ma II zmianę, a nie I. Jeszcze lepiej, że tak przez kolejne osiem dni nikt z pracy
nie będzie do mnie wydzwaniał, więc mogę spokojnie sobie jechać, kilometr po kilometrze...aż do celu.








