<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:trip="http://xc.bikestats.pl/tripModuleRSS/">
    <channel>
        <title>bikestats.pl robert1973 | Wycieczki | </title>
        <description><![CDATA[robert1973.bikestats.pl  | Nowe wycieczki rowerowe]]></description>
        <link>http://robert1973.bikestats.pl</link>
        <lastBuildDate>Sat, 19 Sep 2026 16:50:58 GMT</lastBuildDate>
        <generator>bikestats.pl</generator>
        <image>
            <url>https://www.bikestats.pl/images/logo/bikestats-logo-ns_2x.png</url>
            <title>bikestats.pl logo</title>
            <link>https://www.bikestats.pl/</link>
            <description>Feed wygenerowany przez bikestats.pl</description>
        </image>
        <pubDate>Sat, 19 Sep 2026 16:50:58 GMT</pubDate>
        <item>
            <title>IMPERIUM KOSMICZNE</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2616005,IMPERIUM-KOSMICZNE.html</link>
            <description><![CDATA[122 advanced<br>16 wigry 3<br>4 propel<br><br>W Kosmosie przejechałem już 695 tysięcy 994 kilometry<br>wszystkie moje rowery mają przejechane 736 tysięcy 225 kilometrów<br><br>rowery:<br>1) szosowy GIANT tcr ma 200 tysięcy !! - 27,2%<br>2) szosowy WHEELER route ma 200 tysięcy !! - 27,2%<br>3) górski GIANT terrago ma 170 tysięcy 370 km - 23,1%<br>4) szosowy GIANT advanced ma 86 tysięcy 205 km - 11,7%<br>5) szosowy GIANT propel ma 40 tysięcy 056 km - 5,4%<br>6) górski GIANT anthem ma 16 tysięcy 641 km - 2,3%<br>7) kultowe WIGRY 3 ma 14 tysięcy 552 km - 2,0%<br>8) pierwszy GIANT Chicago 6 tysięcy 530 km - 0,9%<br>9) miejski NEXTBIKE ma 1 tysiąc 871 km - 0,2%<br><br>dni tygodnia:<br>1) SOBOTA: 120.738 km- 17,3%<br>2) NIEDZIELA: 114.103 km- 16,4%<br>3) poniedziałek: 95.899 km- 13,8%<br>4) środa: 92.399 km- 13,3%<br>5) wtorek: 92.127 km - 13,2%<br>6) czwartek: 90.437 km- 13,0%<br>7) piątek: 90.291 km- 13,0%<br><br>miesiące:<br>1) SIERPIEŃ: 68.977 km - 9,9%<br>2) MAJ: 66.382 km - 9,6%<br>3) czerwiec: 65.599 - 9,4%<br>4) lipiec: 64.277 km - 9,2%<br>5) marzec: 63.920 km - 9,2%<br>6) kwiecień: 60.670 km - 8,7%<br>7) październik: 59.947 km - 8,6%<br>8) wrzesień: 53.517 km - 7,7%<br>9) listopad: 51.829 km - 7,5%<br>10) luty: 48.904 km - 7,0%<br>11) styczeń: 48.876 km - 7,0%<br>12) grudzień: 43.096 km - 6,2%<br><br>pory roku:<br>1) LATO: 198.856 km - 28,6 %<br>2) WIOSNA: 190.969 km - 27,4%<br>3) jesień: 165.293 km- 23,8%<br>4) zima: 140.876 km- 20,2%<br><br>droga mleczna 2461<br>konstelacja gwiazd 3500- 3772- 5462- 5608<br>asteryzm 6635<br>obszar nieba 18204<br>orbita 30447<br><br>1 miejsce) 2016 czerwiec - 10000 km<br>2 miejsce) 2018 listopad - 6224 km<br>3 miejsce) 2015 maj - 6032 km<br>4 miejsce) 2024 lipiec - 5700 km<br>5 miejsce) 2024 maj - 5634 km<br>6 miejsce) 2025 sierpień - 5608 km<br>7 miejsce) 2023 lipiec - 5536 km<br>8 miejsce) 2017 sierpień - 5533 km<br>9 miejsce) 2018 kwiecień - 5528 km<br>10 miejsce) 2018 październik - 5448 km<br>11) 2024 grudzień - 5410 km<br>12) 2018 maj - 5409 km<br>13) 2020 październik - 5332 km<br>14) 2021 sierpień - 5329 km<br>15) 2026 lipiec - 5300 km<br>16) 2025 lipiec - 5264 km<br>17) 2023 grudzień - 5216 km<br>18) 2020 kwiecień - 5215 km<br>19) 2019 czerwiec - 5205 km<br>20) 2024 marzec - 5200 km<br>21) 2023 październik - 5116 km<br>22) 2019 maj - 5115 km<br>23) 2014 maj - 5114 km<br>24) 2018 marzec - 5040 km<br>25) 2025 styczeń - 5036 km<br>26) 2020 maj - 5031 km<br>27) 2024 sierpień - 5001 km<br>28) 2014 czerwiec - 5000 km<br>29) 2019 kwiecień - 4962 km<br>30) 2017 lipiec - 4936 km<br>31) 2020 marzec - 4905 km<br>32) 2017 październik - 4875 km<br>33) 2014 listopad - 4835 km<br>34) 2018 wrzesień - 4831 km<br>35) 2021 czerwiec - 4709 km<br>36) 2018 sierpień - 4707 km<br>37) 2019 marzec - 4695 km<br>38) 2017 marzec - 4666 km<br>39) 2022 lipiec - 4623 km<br>40) 2015 październik - 4584 km<br>41) 2024 kwiecień - 4577 km<br>42) 2014 marzec - 4566 km<br>43) 2026 maj - 4555 km<br>44) 2015 czerwiec - 4520 km<br>45) 2026 kwiecień - 4519 km<br>46) 2017 styczeń - 4515 km<br>47) 2023 sierpień - 4505 km<br>48) 2024 luty - 4501 km<br>49) 2016 marzec - 4500 km<br>50) 2026 czerwiec - 4458 km<br>51) 2023 kwiecień - 4431 km<br>52) 2026 marzec - 4426 km<br>53) 2015 sierpień - 4402 km<br>54) 2014 październik - 4400 km<br>55) 2020 czerwiec - 4389 km<br>56) 2014 wrzesień - 4368 km<br>57) 2019 sierpień - 4329 km<br>58) 2025 maj - 4300 km<br>59) 2018 czerwiec - 4295 km<br>60) 2014 kwiecień - 4280 km<br>61) 2025 grudzień - 4261 km<br>62) 2017 luty - 4247 km<br>63) 2024 styczeń - 4238 km<br>64) 2014 sierpień - 4217 km<br>65) 2015 lipiec - 4213 km<br>66) 2025 październik - 4200 km<br>67) 2020 sierpień - 4186 km<br>68) 2012 maj - 4175 km<br>69) 2025 kwiecień - 4143 km<br>70) 2013 sierpień - 4142 km<br>71) 2014 lipiec - 4101 km<br>72) 2024 wrzesień - 4100 km<br>73) 2020 listopad - 4097 km<br>74) 2015 marzec - 4095 km<br>75) 2020 lipiec - 4088 km<br>76) 2016 luty - 4074 km<br>77) 2017 listopad - 4069 km<br>78) 2020 grudzień - 4047 km<br>79) 2025 czerwiec - 4043 km<br>80) 2018 luty - 4029 km<br>81) 2012 lipiec - 4026 km<br>82) 2012 czerwiec - 4018 km<br>83) 2018 styczeń - 4015 km<br>84) 2011 wrzesień - 4005 km<br>85) 2025 listopad - 4003 km<br>86) 2023 kwiecień - 4002 km<br>87) 2023 listopad - 4001 km<br>88) 2021 maj - 4000 km<br>89) 2016 kwiecień - 3965 km<br>90) 2016 maj - 3894 km<br>91) 2020 wrzesień - 3891 km<br>92) 2012 październik - 3845 km<br>93) 2016 grudzień - 3833 km<br>94) 2015 wrzesień - 3805 km<br>95) 2021 lipiec - 3745 km<br>96) 2012 kwiecień - 3739 km<br>97) 2013 maj - 3731 km<br>98) 2017 grudzień - 3727 km<br>99) 2019 lipiec - 3714 km<br>100) 2023 wrzesień - 3665 km<br>101) 2011 czerwiec - 3660 km<br>102) 2016 styczeń - 3642 km<br>103) 2021 kwiecień - 3640 km<br>104) 2025 marzec - 3636 km<br>105) 2026 sierpień - 3628 km<br>106) 2025 wrzesień - 3606 km<br>107) 2017 wrzesień - 3593 km<br>108) 2014 luty - 3554 km<br>109) 2024 październik - 3547 km<br>110) 2022 marzec - 3530 km<br>111) 2016 sierpień - 3520 km<br>112) 2015 listopad - 3501 km<br>113) 2012 sierpień - 3500 km<br>114) 2013 październik - 3467 km<br>115) 2012 wrzesień - 3453 km<br>116) 2019 wrzesień - 3422 km<br>117) 2026 luty - 3416 km<br>118) 2015 grudzień - 3319 km<br>119) 2019 luty - 3301 km<br>120) 2014 styczeń - 3300 km<br>121) 2011 lipiec - 3241 km<br>122) 2011 sierpień - 3239 km<br>123) 2011 maj - 3230 km<br>124) 2011 kwiecień - 3216 km<br>125) 2011 październik - 3205 km<br>126) 2024 listopad - 3200 km<br>127) 2022 wrzesień - 3195 km<br>128) 2021 marzec - 3193 km<br>129) 2019 październik - 3166 km<br>130) 2015 styczeń - 3163 km<br>131) 2022 sierpień - 3131 km<br>132) 2025 luty - 3100 km<br>133) 2012 marzec - 3084 km<br>134) 2015 luty - 3067 km<br>135) 2021 listopad - 3049 km<br>136) 2020 luty - 3048 km<br>137) 2023 marzec - 3030 km<br>138) 2016 listopad - 3029 km<br>139) 2021 październik - 3017 km<br>140) 2015 kwiecień - 3010 km<br>141) 2022 luty - 3009 km<br>142) 2024 czerwiec - 3004 km<br>143) 2023 styczeń - 3002 km<br>144) 2016 październik - 3000 km<br>145) 2013 kwiecień - 3000 km<br>146) 2012 listopad - 2900 km<br>147) 2022 styczeń - 2864 km<br>148) 2017 czerwiec - 2839 km<br>149) 2013 czerwiec - 2830 km<br>150) 2020 styczeń - 2800 km<br>151) 2011 marzec - 2764 km<br>152) 2022 październik - 2745 km<br>153) 2021 wrzesień - 2739 km<br>154) 2026 styczeń - 2670 km<br>155) 2021 grudzień - 2602 km<br>156) 2013 marzec - 2590 km<br>157) 2012 styczeń - 2577 km<br>158) 2016 wrzesień - 2576 km<br>159) 2022 listopad - 2500 km<br>160) 2011 listopad - 2470 km<br>161) 2012 luty - 2457 km<br>162) 2022 kwiecień - 2445 km<br>163) 2013 lipiec - 2427 km<br>164) 2019 styczeń - 2318 km<br>165) 2012 grudzień - 2302 km<br>166) 2013 wrzesień - 2268 km<br>167) 2021 styczeń - 2266 km<br>168) 2014 grudzień - 2265 km<br>169) 2021 luty - 2230 km<br>170) 2022 maj - 2160 km<br>171) 2023 luty - 2100 km<br>172) 2013 listopad - 2045 km<br>173) 2019 grudzień - 2022 km<br>174) 2019 listopad - 1906 km<br>175) 2022 czerwiec - 1712 km<br>176) 2018 lipiec - 1685 km<br>177) 2016 lipiec - 1678 km<br>178) 2011 styczeń - 1458 km<br>179) 2011 luty - 1438 km<br>180) 2022 grudzień - 1396 km<br>181) 2013 luty - 1333 km<br>182) 2013 grudzień - 1231 km<br>183) 2011 grudzień - 1074 km<br>184) 2013 styczeń - 1012 km<br>185) 2023 czerwiec - 917 km<br>186) 2018 grudzień - 391 km<br>187) 2017 kwiecień - 0 km<br>188) 2017 maj - 0 km<br><br><br>1 miejsce - 24 sierpnia - 3661 km<br>2 miejsce - 25 sierpnia - 3603 km<br>3 miejsce - 22 sierpnia - 3580 km<br>4 miejsce - 23 sierpnia - 3469 km<br>5 miejsce - 26 sierpnia - 3273 km<br>6 miejsce - 24 lipca - 2930 km<br>7 miejsce - 03 maja - 2910 km<br>8 miejsce - 25 lipca - 2860 km<br>9 miejsce - 01 maja - 2820 km<br>10 miejsce - 21 sierpnia - 2767 km<br>11) 27 sierpnia - 2760 km<br>12) 04 czerwca - 2700 km<br>13) 08 maja - 2700 km<br>14) 28 czerwca - 2634 km<br>15) 05 lipca - 2628 km<br>16) 25 kwietnia - 2620 km<br>17) 20 sierpnia - 2610 km<br>18) 07 czerwca - 2600 km<br>19) 29 czerwca - 2587 km<br>20) 26 marca - 2580 km<br>21) 11 czerwca - 2550 km<br>22) 18 kwietnia - 2540 km<br>23) 28 sierpnia - 2520 km<br>24) 13 kwietnia - 2510 km<br>25) 31 maja - 2500 km<br>26) 13 maja - 2490 km<br>27) 05 czerwca - 2480 km<br>28) 28 marca - 2430 km<br>29) 07 lipca - 2418 km<br>30) 03 czerwca - 2410 km<br>31) 16 lipca - 2400 km<br>32) 08 czerwca - 2400 km<br>33) 09 maja - 2400 km<br>34) 02 sierpnia - 2400 km<br>35) 29 marca - 2370 km<br>36) 11 listopada - 2370 km<br>37) 21 września - 2370 km<br>38) 09 marca - 2360 km<br>39) 11 października - 2350 km<br>40) 06 kwietnia - 2340 km<br>41) 20 marca - 2340 km<br>42) 19 maja - 2330 km<br>43) 13 lipca - 2320 km<br>44) 11 maja - 2320 km<br>45) 26 maja - 2320 km<br>46) 23 kwietnia - 2320 km<br>47) 15 kwietnia - 2320 km<br>48) 25 marca - 2320 km<br>49) 02 lipca - 2316 km<br>50) 15 sierpnia - 2310 km<br>51) 13 czerwca - 2310 km<br>52) 30 kwietnia - 2310 km<br>53) 27 marca - 2310 km<br>54) 01 czerwca - 2300 km<br>55) 30 maja - 2300 km<br>56) 01 lipca - 2280 km<br>57) 18 marca - 2280 km<br>58) 15 maja - 2271 km<br>59) 14 kwietnia - 2270 km<br>60) 23 czerwca - 2260 km<br>61) 21 maja - 2260 km<br>62) 27 lutego - 2260 km<br>63) 27 czerwca - 2247 km<br>64) 04 lipca - 2241 km<br>65) 05 kwietnia - 2240 km<br>66) 28 lipca - 2230 km<br>67) 26 czerwca - 2230 km<br>68) 22 września - 2230 km<br>69) 06 lipca - 2224 km<br>70) 07 maja - 2220 km<br>71) 22 marca - 2220 km<br>72) 10 czerwca - 2210 km<br>73) 14 czerwca - 2210 km<br>74) 12 października - 2200 km<br>75) 17 października - 2200 km<br>76) 09 września - 2200 km<br>77) 18 maja - 2180 km<br>78) 28 kwietnia - 2180 km<br>79) 08 października - 2170 km<br>80) 24 marca - 2160 km<br>81) 24 września - 2160 km<br>82) 24 czerwca - 2150 km<br>83) 04 marca - 2150 km<br>84) 24 października - 2150 km<br>85) 08 lipca - 2143 km<br>86) 27 lipca - 2140 km<br>87) 19 marca - 2140 km<br>88) 30 czerwca - 2133 km<br>89) 06 czerwca - 2130 km<br>90) 22 kwietnia - 2130 km<br>91) 08 marca - 2130 km<br>92) 18 października - 2130 km<br>93) 01 sierpnia - 2130 km<br>94) 30 sierpnia - 2110 km<br>95) 10 kwietnia - 2110 km<br>96) 06 marca - 2110 km<br>97) 09 sierpnia - 2100 km<br>98) 29 sierpnia - 2100 km<br>99) 23 lipca - 2100 km<br>100) 15 czerwca - 2100 km<br>101) 12 czerwca - 2100 km<br>102) 04 maja - 2100 km<br>103) 23 września - 2100 km<br>104) 17 lipca - 2090 km<br>105) 03 kwietnia - 2090 km<br>106) 11 sierpnia - 2080 km<br>107) 25 czerwca - 2080 km<br>108) 02 maja - 2070 km<br>109) 15 marca - 2070 km<br>110) 27 października - 2070 km<br>111) 25 lutego - 2060 km<br>112) 06 sierpnia - 2060 km<br>113) 10 września - 2057 km<br>114) 26 lipca - 2050 km<br>115) 17 marca - 2050 km<br>116) 05 marca - 2050 km<br>117) 23 października - 2050 km<br>118) 05 maja - 2040 km<br>119) 04 października - 2040 km<br>120) 05 listopada - 2021 km<br>121) 17 maja - 2020 km<br>122) 29 maja - 2020 km<br>123) 02 kwietnia - 2020 km<br>124) 03 października - 2015 km<br>125) 30 lipca - 2010 km<br>126) 24 kwietnia - 2010 km<br>127) 09 października - 2010 km<br>128) 14 maja - 2000 km<br>129) 10 maja - 2000 km<br>130) 10 marca - 2000 km<br>131) 15 października - 2000 km<br>132) 14 października - 2000 km<br>133) 19 października - 2000 km<br>134) 10 października - 2000 km<br>135) 03 lipca - 1992 km<br>136) 06 maja - 1990 km<br>137) 22 czerwca - 1980 km<br>138) 12 marca - 1980 km<br>139) 09 czerwca - 1960 km<br>140) 30 września - 1960 km<br>141) 31 października - 1952 km<br>142) 17 sierpnia - 1950 km<br>143) 11 lipca - 1950 km<br>144) 16 maja - 1950 km<br>145) 07 kwietnia - 1950 km<br>146) 18 lutego - 1950 km<br>147) 29 września - 1950 km<br>148) 16 marca - 1940 km<br>149) 01 października - 1940 km<br>150) 26 września - 1935 km<br>151) 19 kwietnia - 1930 km<br>152) 02 marca - 1930 km<br>153) 03 sierpnia - 1922 km<br>154) 28 maja - 1920 km<br>155) 16 kwietnia - 1920 km<br>156) 07 września - 1916 km<br>157) 19 czerwca - 1915 km<br>158) 12 lipca - 1910 km<br>159) 16 czerwca - 1910 km<br>160) 31 lipca - 1905 km<br>161) 20 lipca - 1900 km<br>162) 02 czerwca - 1900 km<br>163) 23 lutego - 1900 km<br>164) 25 listopada - 1900 km<br>165) 06 października - 1900 km<br>166) 29 października - 1900 km<br>167) 20 kwietnia - 1890 km<br>168) 21 kwietnia - 1890 km<br>169) 21 czerwca - 1883 km<br>170) 27 maja - 1880 km<br>171) 01 marca - 1880 km<br>172) 11 marca - 1880 km<br>173) 14 marca - 1880 km<br>174) 15 listopada - 1880 km<br>175) 25 października - 1880 km<br>176) 16 września - 1870 km<br>177) 27 września - 1870 km<br>178) 29 lipca - 1860 km<br>179) 29 kwietnia - 1860 km<br>180) 17 kwietnia - 1860 km<br>181) 26 lutego - 1860 km<br>182) 20 września - 1860 km<br>183) 10 lipca - 1850 km<br>184) 26 kwietnia - 1850 km<br>185) 28 stycznia - 1850 km<br>186) 30 stycznia - 1850 km<br>187) 22 października - 1850 km<br>188) 19 lipca - 1840 km<br>189) 09 listopada - 1840 km<br>190) 13 października - 1840 km<br>191) 17 czerwca - 1830 km<br>192) 21 marca - 1830 km<br>193) 05 października - 1830 km<br>194) 22 maja - 1821 km<br>195) 14 lipca - 1810 km<br>196) 23 marca - 1810 km<br>197) 07 marca - 1810 km<br>198) 22 lutego - 1810 km<br>199) 18 czerwca - 1800 km<br>200) 12 maja - 1800 km<br>201) 13 marca - 1800 km<br>202) 25 stycznia - 1800 km<br>203) 14 listopada - 1800 km<br>204) 26 listopada - 1800 km<br>205) 18 listopada - 1800 km<br>206) 07 listopada - 1800 km<br>207) 28 listopada - 1800 km<br>208) 25 września - 1800 km<br>209) 28 września - 1800 km<br>210) 20 maja - 1790 km<br>211) 22 listopada - 1790 km<br>212) 08 listopada - 1780 km<br>213) 21 listopada - 1780 km<br>214) 26 października - 1780 km<br>215) 19 września - 1780 km<br>216) 14 sierpnia - 1771 km<br>217) 29 stycznia - 1770 km<br>218) 12 kwietnia - 1760 km<br>219) 09 lutego - 1760 km<br>220) 21 stycznia - 1760 km<br>221) 20 października - 1760 km<br>222) 15 września - 1760 km<br>223) 03 marca - 1750 km<br>224) 04 lutego - 1750 km<br>225) 30 października - 1750 km<br>226) 01 listopada - 1740 km<br>227) 21 października - 1740 km<br>228) 17 września - 1740 km<br>229) 13 września - 1740 km<br>230) 31 sierpnia - 1730 km<br>231) 13 lutego - 1730 km<br>232) 19 lutego - 1730 km<br>233) 29 listopada - 1730 km<br>234) 02 listopada - 1730 km<br>235) 04 listopada - 1722 km<br>236) 30 marca - 1720 km<br>237) 14 stycznia - 1720 km<br>238) 15 lipca - 1710 km<br>239) 25 maja - 1700 km<br>240) 11 kwietnia - 1700 km<br>241) 01 kwietnia - 1700 km<br>242) 07 lutego - 1700 km<br>243) 14 lutego - 1700 km<br>244) 08 lutego - 1700 km<br>245) 27 stycznia - 1700 km<br>246) 11 września - 1700 km<br>247) 07 października - 1690 km<br>248) 11 lutego - 1680 km<br>249) 19 stycznia - 1680 km<br>250) 04 sierpnia - 1670 km<br>251) 10 sierpnia - 1670 km<br>252) 17 lutego - 1670 km<br>253) 06 września - 1666 km<br>254) 24 maja - 1660 km<br>255) 07 sierpnia - 1650 km<br>256) 22 lipca - 1650 km<br>257) 12 lutego - 1650 km<br>258) 20 lutego - 1650 km<br>259) 01 lutego - 1650 km<br>260) 04 stycznia - 1650 km<br>261) 13 stycznia - 1650 km<br>262) 23 listopada - 1650 km<br>263) 31 marca - 1640 km<br>264) 05 lutego - 1640 km<br>265) 19 sierpnia - 1630 km<br>266) 18 sierpnia - 1630 km<br>267) 10 lutego - 1630 km<br>268) 24 lutego - 1630 km<br>269) 08 sierpnia - 1620 km<br>270) 06 lutego - 1620 km<br>271) 13 grudnia - 1620 km<br>272) 03 września - 1611 km<br>273) 28 lutego - 1610 km<br>274) 16 lutego - 1610 km<br>275) 02 lutego - 1610 km<br>276) 01 stycznia - 1610 km<br>277) 22 stycznia - 1610 km<br>278) 10 listopada - 1610 km<br>279) 16 listopada - 1610 km<br>280) 12 sierpnia - 1601 km<br>281) 21 lipca - 1600 km<br>282) 20 czerwca - 1600 km<br>283) 23 maja - 1600 km<br>284) 04 kwietnia - 1600 km<br>285) 09 kwietnia - 1600 km<br>286) 27 kwietnia - 1600 km<br>287) 18 stycznia - 1600 km<br>288) 06 listopada - 1600 km<br>289) 20 listopada - 1600 km<br>290) 27 listopada - 1600 km<br>291) 13 listopada - 1600 km<br>292) 02 października - 1600 km<br>293) 16 października - 1600 km<br>294) 05 grudnia - 1580 km<br>295) 23 stycznia - 1570 km<br>296) 24 listopada - 1570 km<br>297) 07 stycznia - 1570 km<br>298) 17 stycznia - 1560 km<br>299) 26 stycznia - 1560 km<br>300) 05 sierpnia - 1550 km<br>301) 13 sierpnia - 1550 km<br>302) 08 kwietnia - 1550 km<br>303) 15 lutego - 1550 km<br>304) 21 lutego - 1550 km<br>305) 01 grudnia - 1550 km<br>306) 16 grudnia - 1550 km<br>307) 17 listopada - 1550 km<br>308) 19 listopada - 1550 km<br>309) 12 listopada - 1550 km<br>310) 28 października - 1550 km<br>311) 06 grudnia - 1540 km<br>312) 05 stycznia - 1536 km<br>313) 30 listopada - 1536 km<br>314) 08 września - 1530 km<br>315) 18 września - 1530 km<br>316) 20 stycznia - 1520 km<br>317) 03 listopada - 1520 km<br>318) 15 stycznia - 1510 km<br>319) 16 stycznia - 1510 km<br>320) 16 sierpnia - 1500 km<br>321) 18 lipca - 1500 km<br>322) 03 lutego - 1500 km<br>323) 17 grudnia - 1500 km<br>324) 03 grudnia - 1500 km<br>325) 14 września - 1500 km<br>326) 12 września - 1500 km<br>327) 06 stycznia - 1500 km<br>328) 08 stycznia - 1460 km<br>329) 31 stycznia - 1450 km<br>330) 24 stycznia - 1450 km<br>331) 12 grudnia - 1450 km<br>332) 10 grudnia - 1450 km<br>333) 09 grudnia - 1450 km<br>334) 09 lipca - 1420 km<br>335) 02 stycznia - 1420 km<br>336) 04 grudnia - 1420 km<br>337) 21 grudnia - 1410 km<br>338) 14 grudnia - 1410 km<br>339) 09 stycznia - 1410 km<br>340) 01 września - 1402 km<br>341) 12 stycznia - 1400 km<br>342) 03 stycznia - 1400 km<br>343) 15 grudnia - 1400 km<br>344) 05 września - 1400 km<br>345) 10 stycznia - 1400 km<br>346) 11 stycznia - 1400 km<br>347) 02 grudnia - 1373 km<br>348) 19 grudnia - 1370 km<br>349) 20 grudnia - 1350 km<br>350) 23 grudnia - 1350 km<br>351) 18 grudnia - 1350 km<br>352) 07 grudnia - 1345 km<br>353) 27 grudnia - 1320 km<br>354) 08 grudnia - 1315 km<br>355) 31 grudnia - 1313 km<br>356) 30 grudnia - 1310 km<br>357) 22 grudnia - 1310 km<br>358) 28 grudnia - 1300 km<br>359) 29 grudnia - 1300 km<br>360) 11 grudnia - 1300 km<br>361) 04 września - 1300 km<br>362) 02 września - 1280 km<br>363) 24 grudnia - 1250 km<br>364) 26 grudnia - 1210 km<br>365) 25 grudnia - 1200 km<br>366) 29 lutego - 744 km<br>...dzieje się coś, co się nigdy nie powtórzy.<br><br><br><strong>Data wpisu:</strong> 31.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 142]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Mon, 31 Aug 2026 15:00:31 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-31</trip:date>
        <trip:distancetotal>142</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>BAŁTYK BIESZCZADY - wspomnienia, dzień 3</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2615559,BALTYK-BIESZCZADY-wspomnienia-dzien-3.html</link>
            <description><![CDATA[149 advanced<br><br>samotność DŁUGODYSTANSOWCA, błękitny GIANT oraz potęga ARBUZA...czyli mój DWUNASTY BAŁTYK BIESZCZADY tour<br><br>23 sierpnia 2026 roku, niedziela, cztery minuty po północy. Wjeżdżam do Punktu Kontrolnego nr 8 w Opocznie. Moje wcześniejsze wspomnienia z tego miejsca krążyły wokół traumatycznych obrazów tłoczenia się w ciasnym korytarzu w pełnym słońcu. Albo Opoczno przeszło spektakularną metamorfozę, albo ten punkt – zupełnie jak niektóre kluby nocne – zyskuje na wartości dopiero po zmroku. Czysta rewelacja. Elegancka sala, pokój noclegowy, a na stołach zimna Pepsi i arbuzy. Było mi tam tak dobrze, że zamiast profesjonalnie i szybko uciekać, zasiedziałem się do pierwszej w nocy. Moi dotychczasowi towarzysze podróży stracili wolę walki i postanowili zostać, więc w bezkresną, czarną ciemność ruszyłem zupełnie sam.<br><br>Pogoda była wspaniała – ciepło, sucho, idealnie. Jedynym wyzwaniem stała się przerażająca, wręcz filmowa pustka na drogach. Z jednej strony to błogosławieństwo, bo jazda tymi odcinkami za dnia to drogowa tragedia, z drugiej – nocna samotność potrafi płatać figle w głowie.<br><br>JEDEN BIDON i...malinowa pokusa.<br>Zacząłem wracać wspomnieniami do poprzednich edycji BB Touru, z tą legendarną na rowerze składaku na czele. Zwykle w tych rejonach cierpiałem – albo ze zmęczenia nad ranem, albo z totalnego odcięcia prądu po dwóch nieprzespanych nocach. A teraz? Czułem się wyśmienicie. Może dlatego, że wbrew wszelkiej logice logistycznej ultra, wciąż targałem ze sobą tylko jeden bidon. Mogłem przez przypadek zabrać dwa, ale dzięki mojej sklerozie byłem lżejszy o kilkaset gramów. Znajdujący się cały czas w nim napój oczywiście wylałem bojąc się tego, że już się przeterminował. W Opocznie miła pani na do widzenia rzuciła z uśmiechem, że oprócz standardowego izotonika kupili dla nas sok malinowy. No jak miałem nie nalać? Nalałem do pełna. Oczywiście, jak na rasowego ultrasa przystało, przez kolejne godziny nie miałem ani jednej okazji, żeby go skosztować !!<br>W tej absolutnej ciemności wyprzedziłem jednego zawodnika, a kolejny dogonił mnie. Piotr Sapa z Ustrzyk Dolnych. Nasza współpraca wyglądała bardzo klasycznie dla moich relacji z innymi kolarzami: Piotr bezwzględnie odjeżdżał mi na prostych, a ja bezczelnie doganiałem go na każdym podjeździe. I tak w kółko...aż wreszcie przyszła Ona.<br><br>KRÓLOWA USTĘPUJE MIEJSCA<br>Gdy tak jechaliśmy, nastał ten magiczny moment, dla którego warto zarywać noce na rowerze. Poranek. Zawsze zaczyna się od głębokiej ciszy, w której czuć jednak opór nocy. Ona za wszelką cenę próbuje zatrzymać ciemność. Przegrywa, ale ustępuje powoli, z godnością starej królowej, która wie, że jej czas minął, ale pragnie jeszcze przez chwilę ogrzać się w blasku gasnących gwiazd. I wtedy wchodzi dzień – młody, bezczelny, pewny siebie, niosący nowe możliwości. Ten cichy cud przeistoczenia na trasie ultra zachwyca mnie za każdym razem na nowo.<br><br><br>Do PK 10 w Starachowicach na 699. kilometrze wjeżdżam o 4:49 rano ramię w ramię z Piotrkiem. Wita nas Rafał Janik. Piękny punkt krajobrazowy i świetnie zaopatrzony, choć mój żołądek zwinął flagę i zakomunikował, że nie chce ani jeść, ani pić. Zamiast konsumpcji woleliśmy pogadać z Piotrkiem o Bieszczadach.<br>Z punktu wyjeżdżamy razem, ale po kilometrze Piotr znika mi z oczu. Zostaję sam na sam z trasą i stertą wspomnień z rejonów Opatowa. Do Sandomierza (775. kilometr) wjeżdżam samotnie o godzinie 08:41. Dziwne uczucie – w całej mojej dotychczasowej karierze chyba nigdy nie zdarzyło mi się być na Punkcie Kontrolnym BB tour całkowicie samemu. Cała uwaga i jedzenie były tylko dla mnie !<br><br>W POGONI ZA WIZJĄ KOLACJI<br>Po Sandomierzu przyszedł czas na mój zdecydowanie najbardziej nielubiany odcinek do Łańcuta. Milion zakrętów, wąskie drogi, chmary samochodów i kompletny brak punktu odniesienia, na którym można by zawiesić oko. Całe to południe nie wywołało we mnie żadnych emocji. Prawdziwa zabawa miała zacząć się dopiero po Łańcucie, gdzie płaskopolskie krajobrazy wreszcie ustępują miejsca podjazdom.<br>Pogoda wciąż była bezlitosna – w sensie pozytywnym i negatywnym. Sucho, słonecznie i... cholernie gorąco. Jechałem we wszystkim co miałem na sobie (oprócz kurtki). Nie gotowałem się, ale pot spływał strumieniami. Na trasie mijałem się z innymi zawodnikami w milczeniu. Nikt z nikim nie rozmawiał, nikt na nikogo nie czekał. Każdy miał w głowie tylko jeden cel – metę.<br>Do PK 11 w Łańcucie docieram o 13:27 mając w nogach 876 kilometrów. Spędzam tu raptem pół godziny. Miałem jasny plan: nie chciałem jechać kolejnej nocy. Chciałem być na mecie przed wieczorem. Upał skutecznie blokował mój apetyt, ale napędzała mnie jedna, potężna wizja – wspaniała, upragniona kolacja na mecie. Ta myśl wygrywała z każdym narastającym zmęczeniem.<br><br>Misja: ARBUZ<br>W końcu zaczęły się podjazdy do Birczy. Najważniejsze, że były suche. Gdyby nie ruch samochodowy, byłoby wręcz idealnie. Dojeżdżam do PK 12 w Birczy (934. kilometr) o godzinie 16:32, piękna wczesna godzina. Tradycyjnie wtaszczam rower na górę po schodach i już w połowie drogi głośno komunikuję obsłudze: <em>"Włażę tu tylko i wyłącznie dla arbuzów!"</em>. Wiedziałem, że tam będą. Były zawsze.<br>Mój żołądek zignorował wszystkie inne potrawy. Wypiłem szklankę mleka i zjadłem... stertę arbuzów. Dosłownie wszystkie, które były na stole, plus te, które obsługa doniosła specjalnie dla mnie. Te owoce mają na mnie zbawienny, wręcz magiczny wpływ.<br>A potem? Potem nastąpiło to, na co czekałem od samego piątku. Bieszczadzkie podjazdy...które nie robią na mnie wrażenia.  Nie piszę tego z pychy czy arogancji – po prostu w tych rejonach bywam chyba częściej niż w Olsztynie, który znajduje się w moim województwie. Jestem tu na każdym ultra, jestem tu w każdym wolnym czasie. Z Birczy wystarczy wjechać kilka kilometrów na górę, a potem zaczynają się zjazdy w przepięknych okolicznościach leśnej przyrody...co można chcieć więcej,  Później prosta, a podjazd dopiero do Czarnej od Ustrzyk i... znowu seria zjazdów i prosta do samej mety.<br><br><br>Na tych ostatnich kilometrach celowo zwalniałem. Nie z braku sił, ale z szacunku do tych miejsc...tak, bardzo chciałem to wszystko spowolnić...opóźnić wjazd na metę, jak tylko się da. Patrząc na te zakręty, nie da się nie widzieć swojej własnej kolarskiej historii. To tutaj był mój pierwszy bieszczadzki raz na rowerze.<br>Co ciekawe, teraz jadę na rowerze, który jest ze mną od wielu lat, ale akurat na żadnym ultra jeszcze nie był. To już ósmy mój rower, który czuje kultowy Bałtyk-Bieszczady. ÓSMY !! To właśnie ten rower oddał, kiedyś za mnie swoje życie, to na tym rowerze miałem potężny wypadek w roku 2017.<br><br>A gdy zaczęło się robić ciemno, pomyślałem o Was wszystkich – o rodzinie, przyjaciołach i znajomych, którzy z nosami w ekranach telefonów śledzili moją małą, cyfrową kropkę na mapie. Szczerze? nie chciałem, aby to się skończyło, gdybym tylko mógł celebrować te chwile dłużej. Ale licznik kilometrów był nieubłagany.<br>Godzina 21:15. Ustrzyki Górne. Mój błękitny Giant Propel przecina linię mety. To koniec.<br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260830,498470,499821,orig.jpg"><br><br>Mój 12. BB Tour przechodzi do historii. Na 324 startujących zawodników zająłem 55. miejsce w swojej grupie OPEN oraz 88. miejsce w klasyfikacji generalnej. Do mety dotarło 252 twardzieli, 47 skończyło z bilansem DNF, a 25 w ogóle nie stanęło na starcie.<br>Uzyskałem czas 50 godzin i 50 minut, średnia z odpoczynkami wyniosła 20,06 km/h, średnia z jazdy to 25,1 km/h.<br>Dziękuję wszystkim za doping na trasie i przed ekranami. Błękitny Giant idzie odpocząć, a ja... w końcu idę zjeść tę wymarzoną kolację.<br><br>Do zobaczenia na kolejnym ultra! Bo nie przestanę jeździć – chociażby po to, żeby w końcu sprawdzić, jak smakuje ten sok malinowy z Opoczna i czy na jednym bidonie da się dojechać jeszcze dalej.<br><br>" Życie jest trudne, zawsze szukałem czegoś, co by je odmieniło i nadało mu jakieś znaczenie. Rower, to jest to."<br><hr><br><br><br><strong>Data wpisu:</strong> 30.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 149]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Sun, 30 Aug 2026 14:58:00 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-30</trip:date>
        <trip:distancetotal>149</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>BAŁTYK BIESZCZADY - wspomnienia, dzień 2</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2615207,BALTYK-BIESZCZADY-wspomnienia-dzien-2.html</link>
            <description><![CDATA[158 advanced<br><br>Ciemność. Ta przenikliwa ciemność, noc, która nie chce minąć, która przecież dopiero się zaczęła. Ona nie mija, ona po prostu trwa nieustannie... Od razu, kiedy wstaję rano otwieram oczy – rower. Budzę się i pierwsze, co czuję, to ten ciężar. A teraz już w tym wszystkim jestem, Bo Jest północ. Zaczyna kropić. Najpierw delikatnie, jakby od niechcenia, mniej, bardziej... Na moment deszcz się zatrzymuje. Tylko po to, żeby za godzinę był już totalny kataklizm. Leje na całego.<br><br>Jedziemy w ośmiu. Nikt nawet nie myśli o zmianach. Po co? Wszystko jakoś tak płynie, przesuwamy się w tym szyku, tasujemy, ale nikogo nie obchodzi pozycja. Wszyscy mokrzy. Ale to nie deszcz był najgorszy. Nawierzchnia... Boże, ta droga to jakaś tragedia. Sterta wyrw, kraterów, dziur. Jakaś kompletna pipidówa, tylko my i te pułapki. Nic nie widzisz. Chłopaki szaleją, nie zwalniają ani na chwilę, a ja? Wpadam w jedną dziurę, serce w gardle i koniec. Odpuszczam. Jeśli tylko asfalt się psuje, jadę wolniej od wszystkich. Fatalnie... wyjątkowo fatalnie się czuję. Dochodzę ich tylko wtedy, kiedy na moment pojawi się kawałek równego, ale przed Piłą? Zapomnij. Tam dobrego asfaltu nie ma prawie wcale. Ciemno, leje coraz mocniej, zaczyna rwać wiatr. Nie ma się gdzie schować. Przystanek odpada, bo musiałoby to być coś zamkniętego, osłoniętego ze wszystkich stron, a wokół tylko pola. Żadnej stacji paliw. Pustka, dziury, czysty dyskomfort... i ta narastająca wściekłość, w nas wszystkich.<br><br>Nie zatrzymujemy się. Do następnego punktu kontrolnego kilometry się ciągną, a nikt z nas nie ma pojęcia, co tam zastaniemy. Czy to w ogóle jest w jakimś budynku? W Kaczorach dotychczas nigdy nie było punktu, zawsze robili w Pile... Jedziesz i karmisz się tylko tą jedną, durną nadzieją, że tam będzie dach. Że wypijesz coś gorącego. Cud, że nikt z mojej grupy jeszcze nie złapał awarii...<br>Wjeżdżamy wreszcie do Piły. Jest wcześnie nad ranem, nadal jest totalnie ciemno...Ludzie, to, co tam się działo... to był materiał na reportaż. Ulice zalane w całości. To nie były kałuże. To były rzeki spływające z góry prosto do centrum. W tym momencie? Było mi już absolutnie wszystko jedno. Kaczory tuż za Piłą, blisko, coraz bliżej... Nie byliśmy po prostu mokrzy. Byliśmy przemoczeni do ostatniej, najgłębszej nitki. Przenikliwe, potężne zimno. Mam na sobie wszystko, co zabrałem, kaptur wiatrówki naciągnięty na głowę, a jedyne ciepło, jakie mam, to to, które sam wyprodukuję, kręcąc nogami. Równy obrót albo zamarzasz.<br>Są. Kaczory. PK 3, 233 kilometr trasy. Wpadamy wszyscy. Godzina 03:38. I... no nie, kurwa, dramat. Zjeżdżamy z ulicy na plac i widzimy jego. Jacek Kwiatkowski ze znajomymi stoi... pod namiotem. A na nas leje już totalnie. Coś strasznego. Wszyscy wkurzeni, bo człowiek ledwo żywy, chciałby usiąść, odpocząć, a w tych warunkach? Lepiej byłoby w ogóle się nie zatrzymywać, tylko kręcić dalej, żeby nie ostygnąć. Ale stajemy. Między placem a namiotem, na przestrzeni trzech metrów, z trawy zrobił się rów z wodą. Wszystko tam pływało. Oprócz jedzenia, na szczęście.<br>Ktoś rzuca hasło: „Jest tu jakiś kibel?”. Jest! Wspaniała wiadomość. Żaden ToiToi, normalny, murowany. Nie w szkole, w jakimś budynku technicznym. Wchodzisz – przedsionek i od razu toaleta... i grzejnik. Dostajemy to ciepłe jedzenie na tacach i wszyscy, jak jeden mąż, pakujemy się do tego kibla. Jest nas chyba z dziesięciu. Stoimy ściśnięci, ramię w ramię, jemy ten ryż z mięsem i warzywami i trzęsiemy się z zimna. Wyobraź to sobie: dziesięciu chłopa z talerzami w ubikacji, nikt nawet nie pomyślał, żeby wyciągnąć telefon i to sfocić... Ja nie miałem odwagi włożyć ręki do kieszeni po cokolwiek. Byłem Zamrożony w jednej pozycji, unieruchomiony, sklejony z mokrymi ciuchami, nie ruszałem się byle tylko utrzymać ten gram ciepła... Siedzimy w tym kiblu, co chwilę ktoś dochodzi. Wystarczy, że uchyli drzwi, a ze dworu wpada mróz i od razu leci zbiorowy wrzask: „Zamykaj drzwi!!!”. A każdy wchodzący ma ten sam wyraz twarzy – absolutne osłupienie, że w toalecie jest wejście do innego wymiaru.<br>Byliśmy tam może z piętnaście minut. Ktoś rzuca: „Może zaraz przestanie...”. Ktoś inny wyciąga telefon, sprawdza radar. No tak. Godzina 4:00 rano, a my jesteśmy w samym sercu cyklonu. Leje i nie zamierza przestać. BUS wysyła mi stertę wiadomości, ale jak mam to odczytać? Telefon zalany, palce zgrabiałe. Pisze, że cały czas będę w tej ulewie, że właśnie idzie kolejna fala... ale za Notecią i Miasteczkiem Krajeńskim wyjadę spod strefy tych najgorszych opadów. Potem ma już tylko padać, a nie lać...jak potem powiedziałem to kumplom to wszyscy się śmialiśmy...ma tylko padać :)  Niesamowite... Dawno czegoś takiego nie przeżyłem.<br>Z Kaczor od razu na rowery. Nieustanne kręcenie. Jest źle, bardzo źle, ale jedziemy razem. I szczerze? Mi to pomaga. Samotnie w takich warunkach to ja mogę pokręcić pod domem nawet przez wiele godzin, bo wiem, że na koniec wejdę do ciepłego i po krzyku. A tutaj? Tutaj musisz jechać, potem jakoś wyschnąć w locie, a potem znowu jechać... No to pojechaliśmy.<br><br>PK 4, Paterek. 295. kilometr. Godzina 06:34. Dojeżdżamy. Z daleka radość – duży budynek, jakaś szkoła. Myślimy: „Wreszcie”. I od razu brutalne zderzenie z ziemią. W szkole zimno. Żadnej kawy, żadnej herbaty, nic gorącego do picia. Do jedzenia? Najgorsza pomidorowa w Polsce. Z prawie najgorszym makaronem, jaki nosiła ta ziemia. Siedzę cały mokry, My wszyscy ociekamy, a jakaś babka chodzi wokół nas z mopem, bo na sali zrobiła się regularna łazienka. Nerwy zaczynają puszczać, ludzie są wściekli o ten brak ciepłego picia. Szybka decyzja: nie zostajemy tu ani minuty dłużej niż trzeba. Jedziemy.<br>Wyjeżdżam z grupą, która skurczyła się już do czterech osób. Na czele Mariusz Gniado. Kręcimy z jedną myślą: ten deszcz musi się kiedyś skończyć... Skończył się o 10:00. Nareszcie. Nic na nas nie pada. Ubrania mokre jak gnój, ale rower... rower jakoś jedzie, sprzęt działa.<br>PK 5, Dąbrowa Biskupia. 387. kilometr. Godzina 10:56. I nagle... zaczyna się robić normalnie. Ludzie, co to był za punkt. Jeden z najlepszych na trasie. Przy wejściu winogrona, ale dla mnie? Arbuz. Król arbuz, który uratował mi życie. Było wszystko. Już tak nie ociekaliśmy, można było spokojnie zjeść, podładować lampki, garmina, pogadać, a nawet... zacząć żartować. Byliśmy tam dobrą godzinę. Doszliśmy do siebie.<br>Wyjeżdżamy w czwórkę: ja, Mariusz Gniado, Mariusz Polewka i ktoś jeszcze... Nawet nie pamiętam, bo po kilkunastu kilometrach chłopak zrezygnował i zjechał z trasy do domu. Została nas trójka. Cel: Łowicz. Nie pada, nie jest zimno. Wreszcie jest Normalnie... bez zbędnych emocji. Ta pustka na drodze jakoś nam pomagała, łapiemy równe, sprawne tempo.<br>Po drodze zaliczamy jeszcze PK 6 w Gostyninie. Godzina 14:55, na liczniku 465 kilometrów. Rowerowo – pełna norma. Jedzenia trochę mało, ale obsługa nadrabiała wszystkim – mega mili ludzie, gorące napoje i otoczenie... jakiś zamek. Ładnie tam było. Ruszamy dalej w niezmienionym składzie, dochodzi do nas jeszcze Michał Możański.<br><br>W Łowiczu na PK 7 (524 kilometr) wjeżdżamy o 18:07. Połowa dystansu za nami. Ciepły posiłek, chwila na krześle, żeby odciążyć tyłek... <br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260829,498395,499752,orig.jpg"><br>Mnóstwo znajomych twarzy. Na supporcie jest Andrzej Seta z RAP-u, atmosfera po prostu wspaniała. Mieliśmy siedzieć godzinę, ale po godzinie... znowu zaczyna lać. I ma tak odcinać przez kolejną godzinę. Czekamy. Koło 20:00 wypogadza się, Andrzej robi nam jeszcze wspólne zdjęcie... i w drogę. Ruszamy na drugą połowę. <br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260829,498396,499754,orig.jpg"><br>Już nie pada. W Łowiczu dostajemy w prezencie piękny, krwawy zachód słońca... a potem wjeżdżamy w kolejną ciemność. W tę przenikliwą głębię nocy. I wiecie co? W ciągu tego dnia podjąłem decyzję. Nie będę spał. Mimo tych wszystkich godzin w ulewie, poczułem się lepiej. Odpuściło mi spanie. Sam pewnie bym stawał, zamulał, a tak, w grupie, zmieniamy się, trzymamy równe tempo, wgryzamy się w tę noc.<br>Przed samą północą zbliżamy się do Opoczna. 621 kilometr trasy. Na kilka kilometrów przed miastem zaczynam finiszować. Chcę minąć tablicę „Opoczno” równo z wybiciem północy. Udaje się. Dokładnie 24:00. Punktu kontrolnego jeszcze nie ma, będzie dopiero za kilka minut...<br><br>I ten bidon… No nie mogę z samego siebie. Patrzę na niego na ramie – pełny. Przez te wszystkie godziny w ulewie, przez to całe piekło, nie wziąłem z niego ani jednego, nawet najmniejszego łyka. Po co, skoro natura i tak karmiła mnie z góry, rzekami, wiadrami wody prosto w twarz? Człowiek pił przez skórę, pił samym patrzeniem na zalane ulice Piły. Ten bidon jedzie ze mną chyba tylko jako dodatkowy balast do treningu siłowego, nienaruszony, dumny...<br><br>... to był potwornie trudny dzień. Co mi da to całe przemyślanie co byłoby lepsze, że wolałbym ulewę na sam koniec, a nie na początku? Nic to nie da. Jestem tu, gdzie chciałem być. I cieszę się z tego. W ogóle nie kontroluję, który jestem w stawce, na trasie i tak pusto, czasem minie się pojedyncze osoby. Najważniejsze, że asfalty zrobili tu naprawdę dobrej jakości. Jedziesz bezpiecznie, nie ma zagrożenia, że w coś wpadniesz... No cóż. Trzeba będzie jechać dalej.<br>Tylko tak sobie myślę, że tą noc w której już jestem będę musiał przetrwać,  ale przetrwać ją aktywnie. Kręcić, nie dawać się otumanić, trzymać koło... Wszystko po to, żeby jutro, kiedy przyjdzie kryzys, nie musieć już walczyć z trzecią nocą na trasie. Limit został wyczerpany.<div>Bieszczady... One już tam są, gdzieś z tyłu głowy, coraz bliżej, coraz bardziej realne. Majaczą na horyzoncie myśli jako ostateczny cel, ale zanim tam dotrę... przede mną kolejne trudności. Kolejne kilometry, które trzeba po prostu wyszarpać.<br>Zamykam oczy na te krótkie chwile odpoczynku. Odpoczywam z jedną, jedyną nadzieją... że jutrzejszego dnia będzie mi dane zobaczyć to z siodełka. Zobaczyć, jak ta cholerna, przenikliwa noc powoli pęka... i przeistacza się w dzień. <br>Bo nic piękniejszego na świecie natura nie wymyśliła.<br><br></div><hr><br><strong>Data wpisu:</strong> 29.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 158]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Sat, 29 Aug 2026 14:18:41 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-29</trip:date>
        <trip:distancetotal>158</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>BAŁTYK BIESZCZADY - wspomnienia, dzień 1</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2614919,BALTYK-BIESZCZADY-wspomnienia-dzien-1.html</link>
            <description><![CDATA[81 advanced<br>72 chicago<br><br>21 sierpnia 2026 roku, piątek.<br><br>Gdzieś na skraju świata, a dokładniej – w Bobolicach nad Zalewem Szczecińskim.<div><div><div><div>Słońce od rana pali bezlitośnie. Dla jednych to pogoda marzenie, dla mnie… cóż, powiedzmy, że mój wewnętrzny termostat już na starcie zgłaszał błąd systemu. Ale dzień jest bezchmurny, wręcz filmowy. Piękny.<br>Wokół mnie festiwal logistyki. Koledzy zjechali się z dosłownie każdego zakątka Polski – najbliższy ma do mnie ponad trzysta kilometrów. Na co dzień więc tylko telefony, a teraz ? ...teraz siedzimy w jednym pokoju. Pakują się. Każdy celebruje ten moment, układa sakwy, waży gramy, analizuje każdy centymetr wolnej przestrzeni. A ja? Ja jak zwykle. Metoda „na pustaka”. Sprawdzona, minimalistyczna, bez zbędnego balastu. Po co się stresować suwakami, skoro można po prostu… nie mieć co pakować?<br>Rozmowy? ...coś wspaniałego. Temat oczywiście tylko jeden. Rower, rower, koła, opony, waty, kilometry. I tak w kółko.<br>W południe szybki wypad do Wolina. Chciałem złapać kogoś znajomego, ale przede wszystkim – poczuć ten przedstartowy harmider. Miasto tętni dziwną energią. Dziesiątki kolarzy krążących bez celu po ulicach. Szukają czegoś. Sklepu? Cienia? Sensu życia przed zbliżającym się horrorem? Trudno wyczuć.<br>Wracam do bazy. Cisza przed burzą. Robi się tak leniwie, że nagle… odcina nas wszystkich. Zasypiamy. Cała ekipa. Leżę w pokoju z ogromnym oknem, z którego rozpościera się widok na monumentalny Zalew Szczeciński. Ta tafla wody, ten spokój… Piękne uczucie. Ostatni moment, kiedy serce bije jeszcze w spokojnym, bezpiecznym rytmie. Bo potem…<br>Potem znowu będzie Wolin. Szybki obiad, ładowanie węglowodanów i ta chwila, w której żarty się kończą. Jedziemy na miejsce startu pod wieżę widokową.<br>Zegar tyka. Start mamy dopiero po 18:00. Patrzę na tę wieżę i myślę sobie…dlaczego do mnie nie dzwonisz i nie piszesz ?<br><br>Wieża widokowa w Wolinie. Słońce zaczyna powoli schodzić niżej, ale powietrze wciąż jest gęste, gorące. Kręcę się między ludźmi, wokół ten specyficzny, przedstartowy szum. I nagle dociera do mnie coś dziwnego. Gdzie są moje emocje? Gdzie ten znajomy ucisk w żołądku, który zawsze towarzyszy człowiekowi przed porwaniem się na coś absolutnie irracjonalnego?<br>Nie ma we mnie nic. dosłownie Nic. Pustka.<br>To nie jest spokój mistrza. To raczej totalne odcięcie. Stres przedstartowy zabiłem w sobie już lata temu, ale to, co czuję teraz, to coś zupełnie odmiennego. Zachowuję się tak, jakbym kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co wydarzy się za godzinę. Jakbym był tu tylko przejazdem, a nie na tysiąc kilometrów walki z samym sobą.</div>Może to przez tę myśl, która siedzi z tyłu głowy od rana... Od samego początku będę sam. Moi ludzie, ta cała ekipa z bazy, z którą jeszcze przed chwilą spałem w jednym pokoju – nikt nie pojedzie ze mną. Nie będzie ich obok. Dziwne, wręcz abstrakcyjne uczucie: wszyscy jedziemy tę samą trasę, wszyscy będziemy w tym samym piekle, a jednak każdy z nas będzie tam zupełnie sam. Bez rozmów, bez klepania po plecach. Tylko ja i asfalt. Albo i nie asfalt...<br>Po kilku dniach, gdy spojrzałem na swoje zdjęcie ze startu... te oczy... Widać w nich czystą, podręcznikową obojętność. Jakbym patrzył przez ścianę. Sam nie wiem, czy to mechanizm obronny organizmu, czy po prostu faza głębokiego „wszystko mi jedno”.<br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260828,498301,499645,orig.jpg"><br><br>Żeby zabić tę dziwną pustkę, biorę się za mechanikę. Godzina do odpalenia maszyny, a ja... wymieniam jedynie blok w bucie. Klasyk. Ostatni moment na majstrowanie przy sprzęcie, jakby nie można było tego zrobić wczoraj. Potem naklejanie naklejek na ramę, kask, pakowanie jedynego przepaka na metę...bo na trasę nic nie wysyłam. Ręce robią swoje, a głowa wciąż dryfuje.<br>I wtedy zaczynają się spotkania. Wolin pęka w szwach od znajomych twarzy. Kumple, których nie było na kwaterze, ludzie z całej Polski, twarze znane z tras, z internetu, z poprzednich edycji. Nagle ta obojętność trochę pęka. Rozmowy, uściski dłoni, szybkie „powodzenia”. Jest ich tak wielu, że nie sposób spamiętać, wymienić. Cudowna społeczność wariatów.<br>Sędzia wywołuje moją grupę. Czas podejść do boksów.<br>Zegarek pika. Spojrzenie na opony. Spojrzenie na wieżę.<br>Wpinam buty w pedały. Ten nowy blok zatrzaskuje się z głośnym, metalicznym kliknięciem. Klamka zapadła. Ruszamy...<br><br>21 sierpnia 2026. Godzina 18:25. Grupa szósta. Mój numer startowy: 127.<br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260828,498302,499647,orig.jpg"><br>Pikanie Garmina. Oficjalny komunikat, że to już. Jestem tu właśnie, właśnie dziś i o tej dokładnie godzinie. Stoję na kresce kultowego ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady Tour.<br>Tysiąc dwadzieścia kilometrów. 1020. Liczba, która dla normalnego człowieka brzmi jak wyrok albo abstrakcja. Dla mnie? To już moje dwunaste „ultra”. Dwunaste… Kiedy to minęło? Jak te wszystkie poprzednie tysiące kilometrów zdołały tak szybko przeminąć, zostawiając po sobie tylko wspomnienia i wytarte spodenki z wkładką? Nie wiem. Zresztą, teraz o tym nie myślę.<br><br>Logistyka odzieżowa to zawsze loteria. Postawiłem na sprawdzony zestaw. Krótkie spodenki, ale na nogi od razu wjechały nogawki. Góra to cebulka: podkoszulka z długim rękawem, na to krótka koszulka RAP i wisienka na torcie – letnia, pamiątkowa bluza Bałtyk-Bieszczady Tour z długim rękawem. Do tego letnie kominy na szyję i głowę, a na dłoniach rękawiczki bez palców. Jestem calutki niebieski. W kieszeniach, niczym naboje w magazynku, czekają pełne rękawiczki i ochraniacze na buty zakrywające tylko palce. No i oczywiście kask oraz kurtka przeciwwiatrowa, bez powerbanka. Dwie przednie lampki Lezyne 1400 i dwie tylne czerwone. <br>Mój Giant Propel to maszyna stworzona do szybkiej jazdy, więc i setup musiał być minimalistyczny. Sposób „na pustaka” zobowiązuje. Mała sakwa podsiodłowa, a w niej tylko to, co ratuje życie w razie awarii: narzędzia i części...bez lemondki. Do tego jeden jedyny bidon 0,7 litra. I tu pojawia się pierwszy element czarnego humoru tego dnia… Ten bidon przetrwał ze mną nienaruszony aż do północy. Ani jednego łyka. Nie otworzyłem go nawet na sekundę. Czy to znaczy, że jechałem na sucho? Skądże. Po prostu piłem i jadłem na punktach kontrolnych. Szybko, przekąskowo, bez zbędnego rozkładania majdanu i celebrowania posiłków. Czysta efektywność.<br><br>Dzisiejszego dnia moje myśli nie wybiegały w Bieszczady. Nie wyprzedzam faktów. Mój horyzont kończy się dzisiaj o północy. Prosty plan: do końca dnia chcę być jak najdalej stąd. Jak najdalej od Wolina, głęboko w nocy, w ciemności… najlepiej z kimś. Ze starymi kumplami, z kimkolwiek, z kim można by dzielić te kilometry.<br>Tymczasem rzeczywistość na początku trasy brutalnie weryfikuje plany o jeździe w grupie. Za Wolinem już jestem sam. Po prostu odjeżdżam wszystkim ze swojego koszyka startowego. Czy gonię jak szalony? Skądże. Jadę swoim rytmem, tak jak pod domem na niedzielnej przejażdżce. Znam te rejony doskonale, trasa nie ma przede mną tajemnic. Początek jest więc nudny, spokojny, wręcz monotonny. Potem Kogoś doganiam, ktoś wyprzedza mnie. Rutyna. Wielka kolarska migracja na południe Polski rozpoczęta.<br>I nagle… klasyk. Tradycji musi stać się zadość. Szlabany kolejowe idą w dół. Czerwone światła mrugają mi prosto w twarz, zmuszając do wypięcia tego nowego, błyszczącego bloku z pedału. Los rzuca mi pierwszą kłodę pod nogi już na samym starcie.<br>Inny by się wściekał. Liczył sekundy, przeklinał PKP. Ja tylko wzruszam ramionami. Nic się nie stało. Na dystansie tysiąca kilometrów uciekające minuty przed zamkniętym przejazdem są jak kropla w morzu. Prawdziwa walka i tak zacznie się dopiero wtedy, gdy zgasną te czerwone lampki, a wokół zostanie już tylko absolutna, głęboka noc…<br><br>Jedzie się bardzo dobrze. Asfalt jest suchy i – co w tym sporcie zakrawa na cud – jeszcze nie leje. Ale to tylko iluzja. Gra pozorów. Prognozy są bezlitosne i wszyscy wiemy, co nadchodzi. Od godziny 22:00 moje ciało weszło już w stan pełnej, absolutnej akceptacji. Moja głowa też. Jadę prosto w ulewę, a wraz ze mną setki innych szaleńców rozproszonych po zachodniopomorskich drogach. Nawet mój Giant Propel zdaje się cicho poskrzypywać ze świadomością, że za chwilę jego aerodynamiczne linie utoną w błocie i wodzie. Rower też wie, że zmoknie…<br>Ale póki co – czysta, kolarska ekstaza.<br><br>Punkt Kontrolny nr 1: Płoty. 61 kilometr trasy.<br>Zegarek pokazuje 20:32. Melduję się tu po 2 godzinach i 7 minutach jazdy. Jakość asfaltu do tej pory? No cóż… można nie mieć większych zastrzeżeń, ale do ideału daleko. Rower sprawnie jedzie, a to najważniejsze. Na punkcie czeka niespodzianka – Paulina z amerykańskiego supportu. Krótka wymiana zdań, objęcia, buzi buzi, zastrzyk dobrej energii i lecę dalej.<br><br>Punkt Kontrolny nr 2: Drawsko Pomorskie. 115 kilometr trasy.<br>Jest 22:33. Od startu minęły dokładnie 4 godziny i 8 minut. Robi się już gęsto od ciemności. Na punkcie trafiam na Jacka Zielińskiego, jego rodzinę i znajomych. Atmosfera jest niesamowita. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, napędzani czystą adrenaliną i tą specyficzną, przedstartową ekscytacją. Gadamy chwilę. Wokół słychać tylko jeden temat: ulewa. Każdy o niej mówi. Każdy na nią czeka jak na wyrok, który i tak zostanie wykonany....to ma być, to będzie potężna ściana wody.<br>Po opuszczeniu Drawska wiem jedno: dzisiaj więcej punktów już nie będzie. Została tylko noc. Ciemność gęstnieje z każdym obrotem korby, a w powietrzu czuć już wilgoć.<br>Zegar nieubłaganie odlicza ostatnie minuty dnia. O równej północy mój licznik zatrzymuje się na wartości 142 kilometrów. Dokładnie o 24:00 kończy się dzisiejszy dzień. Magiczna granica daty zostaje przekroczona. Dzisiejszy etap dobiegł końca…<br>A po północy? Po północy oczywiście pojadę dalej. Przecież przed chwilą wymieniłem bloki w butach. Zabawa dopiero się zaczyna.<br><hr><br></div></div></div><br><strong>Data wpisu:</strong> 28.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 153]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Fri, 28 Aug 2026 16:16:25 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-28</trip:date>
        <trip:distancetotal>153</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>WARSZAWA to moje MIASTO</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2614567,WARSZAWA-to-moje-MIASTO.html</link>
            <description><![CDATA[51 propel <br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260827,498265,499618,orig.jpg"><br><br>Po kultowym ultra wracałem jeszcze na pełnych obrotach — zmęczony, ale w środku rozświetlony jak neon nad Wisłą. Zajechałem do kochanej Warszawy, wciąż czując w nogach każdy kilometr, a w sercu ten dziwny, piękny spokój po przekroczeniu kolejnych własnych kosmicznych granic. <br><br>Potem już w Elblągu, gdy jeszcze nie dojechałem do własnego domu, a więc z całymi bagażami, zmęczony, obładowany i kompletnie rozemocjonowany… zamiast iść odpocząć, skręciłem do kolegi. Do tego, który jest w czołówce moich kibiców, który przeżywał każdy mój kilometr jak własny.<br>Wszedłem z medalem w dłoni — jeszcze ciepłym od jazdy i od dumy — i poczułem, że to jest ten moment, kiedy sukces naprawdę staje się realny. <br><br>Bo dopiero w oczach Kogoś, kto wierzył w ciebie od startu do mety, widać pełnię tego, co zrobiłeś. I nagle cała trasa, cały pot, cały ból i cała radość wracają jak fala, ale już nie jako wysiłek, tylko jako historia, którą można opowiedzieć, przeżyć jeszcze raz i podzielić się nią z kimś, kto naprawdę rozumie.<br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260827,498267,499622,orig.jpg"><br><br><strong>Data wpisu:</strong> 27.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 51]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Thu, 27 Aug 2026 15:49:13 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-27</trip:date>
        <trip:distancetotal>51</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>WARSZAWA to moje MIASTO</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2614194,WARSZAWA-to-moje-MIASTO.html</link>
            <description><![CDATA[30 propel <br><br>Już po raz dwunasty ukończyłem kultowe ultra Bałtyk–Bieszczady. Dwanaście razy ta sama trasa, a za każdym razem inne serce, inny ciężar, inna radość. Tym razem jednak jest w tym coś więcej.<br><br>Ciekawostką, może dla innych dziwną, a dla mnie zupełnie naturalną, jest to, że przejechałem ten dystans na ósmym z moich dziewięciu rowerów...tym razem na szosowym Giant propel. Taką zasadę przyjąłem lata temu — żeby każdy z nich poczuł tę radość, tę ważność, ten moment, który w moim życiu znaczy więcej niż tylko kolejne kilometry. Każdy z nich dostał swoją szansę, swój udział w historii, którą piszę nogami, sercem i uporem.<br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498132,499478,orig.jpg"><br><br>Po każdym ultra zabieram ten rower ze sobą do Warszawy. Do miejsca, które kocham równie mocno jak góry, choć inaczej...a potem do domu, gdzie odpoczywa, tam stoi obok pozostałych, jakby mówił: „Ja też tam byłem. Ja też dałem radę.”<br><br>Dwanaście razy Bałtyk–Bieszczady. Dwanaście powrotów. Dwanaście historii zapisanych w ramie, w łańcuchu, w zmęczeniu, które nie boli — tylko przypomina, że wciąż potrafię.<br>A dziewiąty rower… jego czas dopiero nadejdzie. Może szybciej, niż myślę.<br><br><strong>Data wpisu:</strong> 26.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 30]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Wed, 26 Aug 2026 17:47:06 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-26</trip:date>
        <trip:distancetotal>30</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>WAKACJE !!</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2614187,WAKACJE.html</link>
            <description><![CDATA[Wielka Rawka 1304 m.n.p.m oraz trochę niższy Krzemieniec... trójstyk granic Polski, Słowacji i Ukrainy.<br><br>z rowerowymi przyjaciółmi.<br><br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498116,499464,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498117,499466,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498118,499468,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498119,499470,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498120,499463,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498121,499465,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498123,499469,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498124,499471,orig.jpg"><br><strong>Data wpisu:</strong> 25.08.2026]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Wed, 26 Aug 2026 17:33:42 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-25</trip:date>
        <trip:distancetotal>0</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>WAKACJE !!</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2614182,WAKACJE.html</link>
            <description><![CDATA[Kiedyś po ultra następnego dnia znów wsiadałem na rower. Choć na chwilę, choć symbolicznie — jakby trzeba było udowodnić sobie, że nadal jestem w rytmie. Dziś, po wielu latach i kilometrach, zmieniam zasady gry.<br><br>Teraz wybieram wakacje i góry. Czas, w którym nie gonię liczb, tylko szukam przestrzeni. Chcę mieć tych gór w swoim rowerowym życiu jak najwięcej — nie jako dodatek, ale jako kierunek. <br>Jeżdżę trochę inaczej niż kiedyś, jeżdżę teraz tak, jak naprawdę chcę.<br><br><br><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498109,499459,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498110,499452,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498111,499454,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498112,499456,orig.jpg"><img src="//www.bikestats.pl/images/userimages,20260826,498113,499458,orig.jpg"><br><br><strong>Data wpisu:</strong> 24.08.2026]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Wed, 26 Aug 2026 17:19:33 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-24</trip:date>
        <trip:distancetotal>0</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>BAŁTYK BIESZCZADY tour</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2613197,BALTYK-BIESZCZADY-tour.html</link>
            <description><![CDATA[401 propel <br><br>Opoczno - Starachowice - Sandomierz - Łańcut - Bircza - Ustrzyki Dolne - Ustrzyki Górne <br><br>To koniec.<br>Czas 50:50<br>wjechałem na metę o godzinie 21:15<br><strong>Data wpisu:</strong> 23.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 401]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Mon, 24 Aug 2026 06:43:55 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-23</trip:date>
        <trip:distancetotal>401</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
        <item>
            <title>BAŁTYK BIESZCZADY tour</title>
            <link>http://robert1973.bikestats.pl/2613196,BALTYK-BIESZCZADY-tour.html</link>
            <description><![CDATA[480 propel <br><br>Kamień Pomorski - Piła - Łowicz - Opoczno <br><strong>Data wpisu:</strong> 22.08.2026<br><strong>Wszystkie km:</strong> 480]]></description>
            <author>robert1973</author>
            <pubDate>Mon, 24 Aug 2026 06:41:08 GMT</pubDate>
        <trip:date>2026-08-22</trip:date>
        <trip:distancetotal>480</trip:distancetotal>
        <trip:distanceoffroad>0</trip:distanceoffroad>
        <trip:timenet>00:00:00</trip:timenet>
        </item>
    </channel>
</rss>
