Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 705130.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



256 015 kilometrów do MILIONA

Sobota, 24 października 2026 · dodano: 24.10.2026 | Komentarze 3

30 wigry 3

16 lat w siodle.
już dawno ponad 700 tysięcy kilometrów przejechane.
Kosmos zdobyty, ale chyba znowu wybieram Ziemię.

Codziennie tłukę po 150 kilometrów. I tak od szesnastu lat. Licznik kręci się jak szalony, zamykając już od dawna każdy rok astronomicznym wynikiem ponad 50 tysięcy kilometrów. Dla jednych to rekordy lub marzenia, dla mnie – absolutne minimum.
Przez lata to była czysta, nieskażona niczym frajda. Poczucie wolności, wartości samej w sobie, wiatr na twarzy i ta świadomość, że z każdym obrotem korby zdobywam kosmos, że przesuwam granice własnych możliwości tak daleko, jak tylko się da. 
Ale nawet najwięksi kosmonauci potrzebują czasem twardego lądowania.

Od dłuższego czasu marzyłem o takim dniu jak dziś. O dniu, który nie zaczyna się od bezlitosnego budzika wyjącego jeszcze przed porankiem. O dniu, kiedy po otwarciu oczu nie muszę natychmiast wskakiwać w kolarski ciuch i ruszać w trasę zaraz po przebudzeniu. Marzyłem o tym, żeby rower nie anektował mi bezczelnie co najmniej połowy dnia. I przede wszystkim – o dniu, w którym po prostu nie liczę kilometrów. Bez patrzenia na średnią prędkość, bez planowania watów, bez gapienia się na cyferki na Garminie.
Chciałem po prostu świętego spokoju. Dnia bez reżimu treningowego.

I wiecie co? Dziś Wstałem bez pośpiechu. Najpierw wypiłem swoje napoje, i zjadłem ciastka przygotowując się właściwie do śniadania, patrząc na leżąco przez okno. Słońce leniwie wstawało nad horyzontem, Księżyca już na niebie nie było, a ja nigdzie się nie spieszyłem. Pełen luz. Czysty błogostan…
A potem spojrzałem w kąt pokoju. I mimo wszystko, znowu byłem tu z rowerem.
Bo ta pasja to jest cholerne uzależnienie, ale i najpiękniejsza rzecz, jaka mnie spotkała. Dzisiejsza runda nie była pogonią za kosmosem. Była po prostu przejażdżką. Bez napinki, bez planu, bez liczenia kilometrów. Tylko ja, dwie opony i droga, i dziecięcy składak.

Bo nawet gdy marzę o odpoczynku od roweru, to i tak ostatecznie najlepiej odpoczywam... właśnie na nim.

Ps. Przypomniało mi się dzisiaj, jak fotografowano mnie na składaku na BB Tour... Wyścigu nigdy nie wygrałem, ale to pewnie tam na mecie dotknął mnie największy błysk aparatów w moim życiu, takiego z pewnością nie mieli nawet Zwycięzcy tego ultra.






Komentarze
Ignacio
| 07:08 poniedziałek, 26 października 2026 | linkuj Robercie, jesteś niezwykły, bo pomimo takich osiągnięć masz również bardzo duży dystans do siebie. Ponadto, te dystanse idą cudownie z Tobą w parze. Na naszych oczach przełamujesz kolejne granice i pokazujesz jak piękne masz uczucia! Pozdrawiam serdecznie.
robert1973
| 19:58 niedziela, 25 października 2026 | linkuj super, cieszę się :)
BUS
| 08:47 niedziela, 25 października 2026 | linkuj Wow.. to zawsze mówię czego dokonałeś.. każdemu..
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!