Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 694273.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2026

Dystans całkowity:5300.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:31
Średnio na aktywność:170.97 km
Więcej statystyk

KOSMOS, mój KOSMOS

Piątek, 31 lipca 2026 · dodano: 31.07.2026 | Komentarze 0

137 propel
20 chicago
8 nextbike

W Kosmosie przejechałem już 692 tysiące 366 kilometrów
wszystkie moje rowery mają przejechane 732 tysiące 677 kilometrów

rowery:
1) szosowy GIANT tcr ma 200 tysięcy !! - 27,3%
2) szosowy WHEELER route ma 200 tysięcy !! - 27,3%
3) górski GIANT terrago ma 170 tysięcy 370 km - 23,2%
4) szosowy GIANT advanced ma 85 tysięcy 695 km - 11,7%
5) szosowy GIANT propel ma 37 tysięcy 364 km - 5,1%
6) górski GIANT anthem ma 16 tysięcy 641 km - 2,3%
7) kultowe WIGRY 3 ma 14 tysięcy 458 km - 2,0%
8) pierwszy GIANT Chicago 6 tysięcy 291 km - 0,9%
9) miejski NEXTBIKE ma 1 tysiąc 858 km - 0,2%

dni tygodnia:
1) SOBOTA: 119.949 km- 17,3%
2) NIEDZIELA: 113.323 km- 16,4%
3) poniedziałek: 95.496 km- 13,8%
4) środa: 91.980 km- 13,3%
5) wtorek: 91.787 km - 13,3%
6) czwartek: 90.176 km- 13,0%
7) piątek: 89.655 km- 12,9%

miesiące:
1) MAJ: 66.382 km - 9,6%
2) CZERWIEC: 65.599 - 9,5%
3) sierpień: 65.349 km - 9,4%
4) lipiec: 64.277 km - 9,3%
5) marzec: 63.920 km - 9,2%
6) kwiecień: 60.670 km - 8,8 %
7) październik: 59.947 km - 8,6%
8) wrzesień: 53.517 km - 7,7%
9) listopad: 51.829 km - 7,5%
10) luty: 48.904 km - 7,1%
11) styczeń: 48.876 km - 7,1%
12) grudzień: 43.096 km - 6,2%

pory roku:
1) LATO: 195.228 km - 28,2 %
2) WIOSNA: 190.969 km - 27,6%
3) jesień: 165.293 km- 23,9%
4) zima: 140.876 km- 20,3%

konstelacja gwiazd 3516- 3709- 5320- 5841
asteryzm 6626
obszar nieba 17827
orbita 30294



1 miejsce) 2016 czerwiec - 10000 km
2 miejsce) 2018 listopad - 6224 km
3 miejsce) 2015 maj - 6032 km
4 miejsce) 2024 lipiec - 5700 km
5 miejsce) 2024 maj - 5634 km
6 miejsce) 2025 sierpień - 5608 km
7 miejsce) 2023 lipiec - 5536 km
8 miejsce) 2017 sierpień - 5533 km
9 miejsce) 2018 kwiecień - 5528 km
10 miejsce) 2018 październik - 5448 km
11) 2024 grudzień - 5410 km
12) 2018 maj - 5409 km
13) 2020 październik - 5332 km
14) 2021 sierpień - 5329 km
15) 2026 lipiec - 5300 km
16) 2025 lipiec - 5264 km
17) 2023 grudzień - 5216 km
18) 2020 kwiecień - 5215 km
19) 2019 czerwiec - 5205 km
20) 2024 marzec - 5200 km
21) 2023 październik - 5116 km
22) 2019 maj - 5115 km
23) 2014 maj - 5114 km
24) 2018 marzec - 5040 km
25) 2025 styczeń - 5036 km
26) 2020 maj - 5031 km
27) 2024 sierpień - 5001 km
28) 2014 czerwiec - 5000 km
29) 2019 kwiecień - 4962 km
30) 2017 lipiec - 4936 km
31) 2020 marzec - 4905 km
32) 2017 październik - 4875 km
33) 2014 listopad - 4835 km
34) 2018 wrzesień - 4831 km
35) 2021 czerwiec - 4709 km
36) 2018 sierpień - 4707 km
37) 2019 marzec - 4695 km
38) 2017 marzec - 4666 km
39) 2022 lipiec - 4623 km
40) 2015 październik - 4584 km
41) 2024 kwiecień - 4577 km
42) 2014 marzec - 4566 km
43) 2026 maj - 4555 km
44) 2015 czerwiec - 4520 km
45) 2026 kwiecień - 4519 km
46) 2017 styczeń - 4515 km
47) 2023 sierpień - 4505 km
48) 2024 luty - 4501 km
49) 2016 marzec - 4500 km
50) 2026 czerwiec - 4458 km
51) 2023 kwiecień - 4431 km
52) 2026 marzec - 4426 km
53) 2015 sierpień - 4402 km
54) 2014 październik - 4400 km
55) 2020 czerwiec - 4389 km
56) 2014 wrzesień - 4368 km
57) 2019 sierpień - 4329 km
58) 2025 maj - 4300 km
59) 2018 czerwiec - 4295 km
60) 2014 kwiecień - 4280 km
61) 2025 grudzień - 4261 km
62) 2017 luty - 4247 km
63) 2024 styczeń - 4238 km
64) 2014 sierpień - 4217 km
65) 2015 lipiec - 4213 km
66) 2025 październik - 4200 km
67) 2020 sierpień - 4186 km
68) 2012 maj - 4175 km
69) 2025 kwiecień - 4143 km
70) 2013 sierpień - 4142 km
71) 2014 lipiec - 4101 km
72) 2024 wrzesień - 4100 km
73) 2020 listopad - 4097 km
74) 2015 marzec - 4095 km
75) 2020 lipiec - 4088 km
76) 2016 luty - 4074 km
77) 2017 listopad - 4069 km
78) 2020 grudzień - 4047 km
79) 2025 czerwiec - 4043 km
80) 2018 luty - 4029 km
81) 2012 lipiec - 4026 km
82) 2012 czerwiec - 4018 km
83) 2018 styczeń - 4015 km
84) 2011 wrzesień - 4005 km
85) 2025 listopad - 4003 km
86) 2023 kwiecień - 4002 km
87) 2023 listopad - 4001 km
88) 2021 maj - 4000 km
89) 2016 kwiecień - 3965 km
90) 2016 maj - 3894 km
91) 2020 wrzesień - 3891 km
92) 2012 październik - 3845 km
93) 2016 grudzień - 3833 km
94) 2015 wrzesień - 3805 km
95) 2021 lipiec - 3745 km
96) 2012 kwiecień - 3739 km
97) 2013 maj - 3731 km
98) 2017 grudzień - 3727 km
99) 2019 lipiec - 3714 km
100) 2023 wrzesień - 3665 km
101) 2011 czerwiec - 3660 km
102) 2016 styczeń - 3642 km
103) 2021 kwiecień - 3640 km
104) 2025 marzec - 3636 km
105) 2025 wrzesień - 3606 km
106) 2017 wrzesień - 3593 km
107) 2014 luty - 3554 km
108) 2024 październik - 3547 km
109) 2022 marzec - 3530 km
110) 2016 sierpień - 3520 km
111) 2015 listopad - 3501 km
112) 2012 sierpień - 3500 km
113) 2013 październik - 3467 km
114) 2012 wrzesień - 3453 km
115) 2019 wrzesień - 3422 km
116) 2026 luty - 3416 km
117) 2015 grudzień - 3319 km
118) 2019 luty - 3301 km
119) 2014 styczeń - 3300 km
120) 2011 lipiec - 3241 km
121) 2011 sierpień - 3239 km
122) 2011 maj - 3230 km
123) 2011 kwiecień - 3216 km
124) 2011 październik - 3205 km
125) 2024 listopad - 3200 km
126) 2022 wrzesień - 3195 km
127) 2021 marzec - 3193 km
128) 2019 październik - 3166 km
129) 2015 styczeń - 3163 km
130) 2022 sierpień - 3131 km
131) 2025 luty - 3100 km
132) 2012 marzec - 3084 km
133) 2015 luty - 3067 km
134) 2021 listopad - 3049 km
135) 2020 luty - 3048 km
136) 2023 marzec - 3030 km
137) 2016 listopad - 3029 km
138) 2021 październik - 3017 km
139) 2015 kwiecień - 3010 km
140) 2022 luty - 3009 km
141) 2024 czerwiec - 3004 km
142) 2023 styczeń - 3002 km
143) 2016 październik - 3000 km
144) 2013 kwiecień - 3000 km
145) 2012 listopad - 2900 km
146) 2022 styczeń - 2864 km
147) 2017 czerwiec - 2839 km
148) 2013 czerwiec - 2830 km
149) 2020 styczeń - 2800 km
150) 2011 marzec - 2764 km
151) 2022 październik - 2745 km
152) 2021 wrzesień - 2739 km
153) 2026 styczeń - 2670 km
154) 2021 grudzień - 2602 km
155) 2013 marzec - 2590 km
156) 2012 styczeń - 2577 km
157) 2016 wrzesień - 2576 km
158) 2022 listopad - 2500 km
159) 2011 listopad - 2470 km
160) 2012 luty - 2457 km
161) 2022 kwiecień - 2445 km
162) 2013 lipiec - 2427 km
163) 2019 styczeń - 2318 km
164) 2012 grudzień - 2302 km
165) 2013 wrzesień - 2268 km
166) 2021 styczeń - 2266 km
167) 2014 grudzień - 2265 km
168) 2021 luty - 2230 km
169) 2022 maj - 2160 km
170) 2023 luty - 2100 km
171) 2013 listopad - 2045 km
172) 2019 grudzień - 2022 km
173) 2019 listopad - 1906 km
174) 2022 czerwiec - 1712 km
175) 2018 lipiec - 1685 km
176) 2016 lipiec - 1678 km
177) 2011 styczeń - 1458 km
178) 2011 luty - 1438 km
179) 2022 grudzień - 1396 km
180) 2013 luty - 1333 km
181) 2013 grudzień - 1231 km
182) 2011 grudzień - 1074 km
183) 2013 styczeń - 1012 km
184) 2023 czerwiec - 917 km
185) 2018 grudzień - 391 km
186) 2017 kwiecień - 0 km
187) 2017 maj - 0 km


1 miejsce - 24 sierpnia - 3661 km
2 miejsce - 25 sierpnia - 3603 km
3 miejsce - 26 sierpnia - 3243 km
4 miejsce - 22 sierpnia - 3100 km
5 miejsce - 23 sierpnia - 3068 km
6 miejsce - 24 lipca - 2930 km
7 miejsce - 03 maja - 2910 km
8 miejsce - 25 lipca - 2860 km
9 miejsce - 01 maja - 2820 km
10 miejsce - 27 sierpnia - 2709 km
11) 04 czerwca - 2700 km
12) 08 maja - 2700 km
13) 28 czerwca - 2634 km
14) 05 lipca - 2628 km
15) 25 kwietnia - 2620 km
16) 21 sierpnia - 2610 km
17) 07 czerwca - 2600 km
18) 20 sierpnia - 2600 km
19) 29 czerwca - 2587 km
20) 26 marca - 2580 km
21) 11 czerwca - 2550 km
22) 18 kwietnia - 2540 km
23) 13 kwietnia - 2510 km
24) 31 maja - 2500 km
25) 13 maja - 2490 km
26) 05 czerwca - 2480 km
27) 28 marca - 2430 km
28) 07 lipca - 2418 km
29) 03 czerwca - 2410 km
30) 16 lipca - 2400 km
31) 08 czerwca - 2400 km
32) 09 maja - 2400 km
33) 02 sierpnia - 2400 km
34) 29 marca - 2370 km
35) 11 listopada - 2370 km
36) 21 września - 2370 km
37) 28 sierpnia - 2367 km
38) 09 marca - 2360 km
39) 11 października - 2350 km
40) 06 kwietnia - 2340 km
41) 20 marca - 2340 km
42) 19 maja - 2330 km
43) 13 lipca - 2320 km
44) 11 maja - 2320 km
45) 26 maja - 2320 km
46) 23 kwietnia - 2320 km
47) 15 kwietnia - 2320 km
48) 25 marca - 2320 km
49) 02 lipca - 2316 km
50) 13 czerwca - 2310 km
51) 30 kwietnia - 2310 km
52) 27 marca - 2310 km
53) 01 czerwca - 2300 km
54) 30 maja - 2300 km
55) 01 lipca - 2280 km
56) 18 marca - 2280 km
57) 15 sierpnia - 2279 km
58) 15 maja - 2271 km
59) 14 kwietnia - 2270 km
60) 23 czerwca - 2260 km
61) 21 maja - 2260 km
62) 27 lutego - 2260 km
63) 27 czerwca - 2247 km
64) 04 lipca - 2241 km
65) 05 kwietnia - 2240 km
66) 28 lipca - 2230 km
67) 26 czerwca - 2230 km
68) 22 września - 2230 km
69) 06 lipca - 2224 km
70) 07 maja - 2220 km
71) 22 marca - 2220 km
72) 10 czerwca - 2210 km
73) 14 czerwca - 2210 km
74) 12 października - 2200 km
75) 17 października - 2200 km
76) 09 września - 2200 km
77) 18 maja - 2180 km
78) 28 kwietnia - 2180 km
79) 08 października - 2170 km
80) 24 marca - 2160 km
81) 24 września - 2160 km
82) 24 czerwca - 2150 km
83) 04 marca - 2150 km
84) 24 października - 2150 km
85) 08 lipca - 2143 km
86) 27 lipca - 2140 km
87) 19 marca - 2140 km
88) 30 czerwca - 2133 km
89) 06 czerwca - 2130 km
90) 22 kwietnia - 2130 km
91) 08 marca - 2130 km
92) 18 października - 2130 km
93) 01 sierpnia - 2130 km
94) 10 kwietnia - 2110 km
95) 06 marca - 2110 km
96) 23 lipca - 2100 km
97) 15 czerwca - 2100 km
98) 12 czerwca - 2100 km
99) 04 maja - 2100 km
100) 23 września - 2100 km
101) 17 lipca - 2090 km
102) 03 kwietnia - 2090 km
103) 25 czerwca - 2080 km
104) 02 maja - 2070 km
105) 15 marca - 2070 km
106) 27 października - 2070 km
107) 25 lutego - 2060 km
108) 06 sierpnia - 2060 km
109) 10 września - 2057 km
110) 26 lipca - 2050 km
111) 17 marca - 2050 km
112) 05 marca - 2050 km
113) 23 października - 2050 km
114) 05 maja - 2040 km
115) 04 października - 2040 km
116) 05 listopada - 2021 km
117) 17 maja - 2020 km
118) 29 maja - 2020 km
119) 02 kwietnia - 2020 km
120) 03 października - 2015 km
121) 30 lipca - 2010 km
122) 24 kwietnia - 2010 km
123) 09 października - 2010 km
124) 14 maja - 2000 km
125) 10 maja - 2000 km
126) 10 marca - 2000 km
127) 15 października - 2000 km
128) 14 października - 2000 km
129) 19 października - 2000 km
130) 10 października - 2000 km
131) 09 sierpnia - 2000 km
132) 03 lipca - 1992 km
133) 06 maja - 1990 km
134) 22 czerwca - 1980 km
135) 12 marca - 1980 km
136) 30 sierpnia - 1961 km
137) 09 czerwca - 1960 km
138) 30 września - 1960 km
139) 31 października - 1952 km
140) 11 lipca - 1950 km
141) 16 maja - 1950 km
142) 07 kwietnia - 1950 km
143) 18 lutego - 1950 km
144) 29 września - 1950 km
145) 29 sierpnia - 1942 km
146) 16 marca - 1940 km
147) 01 października - 1940 km
148) 26 września - 1935 km
149) 19 kwietnia - 1930 km
150) 02 marca - 1930 km
151) 03 sierpnia - 1922 km
152) 28 maja - 1920 km
153) 16 kwietnia - 1920 km
154) 07 września - 1916 km
155) 19 czerwca - 1915 km
156) 12 lipca - 1910 km
157) 16 czerwca - 1910 km
158) 31 lipca - 1905 km
159) 20 lipca - 1900 km
160) 02 czerwca - 1900 km
161) 23 lutego - 1900 km
162) 25 listopada - 1900 km
163) 06 października - 1900 km
164) 29 października - 1900 km
165) 20 kwietnia - 1890 km
166) 21 kwietnia - 1890 km
167) 21 czerwca - 1883 km
168) 27 maja - 1880 km
169) 01 marca - 1880 km
170) 11 marca - 1880 km
171) 14 marca - 1880 km
172) 15 listopada - 1880 km
173) 25 października - 1880 km
174) 11 sierpnia - 1880 km
175) 16 września - 1870 km
176) 27 września - 1870 km
177) 29 lipca - 1860 km
178) 29 kwietnia - 1860 km
179) 17 kwietnia - 1860 km
180) 26 lutego - 1860 km
181) 20 września - 1860 km
182) 10 lipca - 1850 km
183) 26 kwietnia - 1850 km
184) 28 stycznia - 1850 km
185) 30 stycznia - 1850 km
186) 22 października - 1850 km
187) 17 sierpnia - 1849 km
188) 19 lipca - 1840 km
189) 09 listopada - 1840 km
190) 13 października - 1840 km
191) 17 czerwca - 1830 km
192) 21 marca - 1830 km
193) 05 października - 1830 km
194) 22 maja - 1821 km
195) 14 lipca - 1810 km
196) 23 marca - 1810 km
197) 07 marca - 1810 km
198) 22 lutego - 1810 km
199) 18 czerwca - 1800 km
200) 12 maja - 1800 km
201) 13 marca - 1800 km
202) 25 stycznia - 1800 km
203) 14 listopada - 1800 km
204) 26 listopada - 1800 km
205) 18 listopada - 1800 km
206) 07 listopada - 1800 km
207) 28 listopada - 1800 km
208) 25 września - 1800 km
209) 28 września - 1800 km
210) 20 maja - 1790 km
211) 22 listopada - 1790 km
212) 08 listopada - 1780 km
213) 21 listopada - 1780 km
214) 26 października - 1780 km
215) 19 września - 1780 km
216) 29 stycznia - 1770 km
217) 12 kwietnia - 1760 km
218) 09 lutego - 1760 km
219) 21 stycznia - 1760 km
220) 20 października - 1760 km
221) 15 września - 1760 km
222) 03 marca - 1750 km
223) 04 lutego - 1750 km
224) 30 października - 1750 km
225) 01 listopada - 1740 km
226) 21 października - 1740 km
227) 17 września - 1740 km
228) 13 września - 1740 km
229) 13 lutego - 1730 km
230) 19 lutego - 1730 km
231) 29 listopada - 1730 km
232) 02 listopada - 1730 km
233) 04 listopada - 1722 km
234) 30 marca - 1720 km
235) 14 stycznia - 1720 km
236) 15 lipca - 1710 km
237) 25 maja - 1700 km
238) 11 kwietnia - 1700 km
239) 01 kwietnia - 1700 km
240) 07 lutego - 1700 km
241) 14 lutego - 1700 km
242) 08 lutego - 1700 km
243) 27 stycznia - 1700 km
244) 11 września - 1700 km
245) 07 października - 1690 km
246) 11 lutego - 1680 km
247) 19 stycznia - 1680 km
248) 17 lutego - 1670 km
249) 06 września - 1666 km
250) 24 maja - 1660 km
251) 22 lipca - 1650 km
252) 12 lutego - 1650 km
253) 20 lutego - 1650 km
254) 01 lutego - 1650 km
255) 04 stycznia - 1650 km
256) 13 stycznia - 1650 km
257) 23 listopada - 1650 km
258) 31 marca - 1640 km
259) 05 lutego - 1640 km
260) 10 lutego - 1630 km
261) 24 lutego - 1630 km
262) 04 sierpnia - 1630 km
263) 06 lutego - 1620 km
264) 13 grudnia - 1620 km
265) 03 września - 1611 km
266) 28 lutego - 1610 km
267) 16 lutego - 1610 km
268) 02 lutego - 1610 km
269) 01 stycznia - 1610 km
270) 22 stycznia - 1610 km
271) 10 listopada - 1610 km
272) 16 listopada - 1610 km
273) 21 lipca - 1600 km
274) 20 czerwca - 1600 km
275) 23 maja - 1600 km
276) 04 kwietnia - 1600 km
277) 09 kwietnia - 1600 km
278) 27 kwietnia - 1600 km
279) 18 stycznia - 1600 km
280) 06 listopada - 1600 km
281) 20 listopada - 1600 km
282) 27 listopada - 1600 km
283) 13 listopada - 1600 km
284) 02 października - 1600 km
285) 16 października - 1600 km
286) 31 sierpnia - 1588 km
287) 05 grudnia - 1580 km
288) 23 stycznia - 1570 km
289) 24 listopada - 1570 km
290) 07 stycznia - 1570 km
291) 14 sierpnia - 1565 km
292) 17 stycznia - 1560 km
293) 26 stycznia - 1560 km
294) 08 kwietnia - 1550 km
295) 15 lutego - 1550 km
296) 21 lutego - 1550 km
297) 01 grudnia - 1550 km
298) 16 grudnia - 1550 km
299) 17 listopada - 1550 km
300) 19 listopada - 1550 km
301) 12 listopada - 1550 km
302) 28 października - 1550 km
303) 06 grudnia - 1540 km
304) 05 stycznia - 1536 km
305) 30 listopada - 1536 km
306) 19 sierpnia - 1532 km
307) 08 września - 1530 km
308) 18 września - 1530 km
309) 07 sierpnia - 1530 km
310) 18 sierpnia - 1530 km
311) 20 stycznia - 1520 km
312) 03 listopada - 1520 km
313) 15 stycznia - 1510 km
314) 16 stycznia - 1510 km
315) 05 sierpnia - 1510 km
316) 10 sierpnia - 1510 km
317) 18 lipca - 1500 km
318) 03 lutego - 1500 km
319) 17 grudnia - 1500 km
320) 03 grudnia - 1500 km
321) 14 września - 1500 km
322) 12 września - 1500 km
323) 08 sierpnia - 1500 km
324) 06 stycznia - 1500 km
325) 08 stycznia - 1460 km
326) 31 stycznia - 1450 km
327) 24 stycznia - 1450 km
328) 12 grudnia - 1450 km
329) 10 grudnia - 1450 km
330) 09 grudnia - 1450 km
331) 09 lipca - 1420 km
332) 02 stycznia - 1420 km
333) 04 grudnia - 1420 km
334) 21 grudnia - 1410 km
335) 14 grudnia - 1410 km
336) 09 stycznia - 1410 km
337) 01 września - 1402 km
338) 12 stycznia - 1400 km
339) 03 stycznia - 1400 km
340) 15 grudnia - 1400 km
341) 05 września - 1400 km
342) 10 stycznia - 1400 km
343) 11 stycznia - 1400 km
344) 02 grudnia - 1373 km
345) 19 grudnia - 1370 km
346) 16 sierpnia - 1370 km
347) 20 grudnia - 1350 km
348) 23 grudnia - 1350 km
349) 18 grudnia -1350 km
350) 13 sierpnia - 1350 km
351) 12 sierpnia - 1350 km
352) 07 grudnia - 1345 km
353) 27 grudnia - 1320 km
354) 08 grudnia - 1315 km
355) 31 grudnia - 1313 km
356) 30 grudnia - 1310 km
357) 22 grudnia - 1310 km
358) 28 grudnia - 1300 km
359) 29 grudnia - 1300 km
360) 11 grudnia - 1300 km
361) 04 września - 1300 km
362) 02 września - 1280 km
363) 24 grudnia - 1250 km
364) 26 grudnia - 1210 km
365) 25 grudnia - 1200 km
366) 29 lutego - 744 km
...dzieje się coś, co się nigdy nie powtórzy.



267 488 pozostało do MILIONA

Czwartek, 30 lipca 2026 · dodano: 30.07.2026 | Komentarze 1

170 propel

Właśnie w takich momentach widać, że kolarskie pamiątki mają największą wartość, gdy niosą ze sobą wdzięczność.
Na zdjęciu jest oczywiście Beata, która dumnie i z uśmiechem prezentuje wymagającą pamiątkę Race Around Poland.



nic więcej nie napiszę...zdjęcie pisze więcej niż tysiąc słów.


267 658 kilometrów do MILIONA

Środa, 29 lipca 2026 · dodano: 29.07.2026 | Komentarze 2

128 propel
15 wigry 3
7 advanced

Podzielę się dzisiaj  z Wami głęboką, szczerą i poruszającą refleksją, która wypływa ze mnie oraz z kolarskiego kosmosu.
Otóż fizyka i biologia zaczynają upominać się o swoje. Mam nadzieję, że moja rezygnacja z presji na rzecz czystej radości z jazdy, przy jednoczesnym zachowaniu wielkich celów, to będzie wyraz mojej ogromnej dojrzałości, a nie słabości. 

Kosmiczny lot, śniadania w Gdańsku i moment, w którym muszę zmienić wersję oprogramowania.
Zostało mi dokładnie 267 tysięcy kilometrów do Miliona. Liczba, która dla większości ludzi jest abstrakcją, barierą nie do pokonania w trakcie całego życia...a mi tylko "tyle" pozostało. Rocznie kręcę ponad 50 tysięcy kilometrów. I właśnie w tej mojej głowie, teraz, w trakcie wykręcania "szóstego" takiego wyniku zrodziła się myśl, przed którą nie mam siły uciec.
JESTEM ZMĘCZONY

Nie, to nie jest nagły atak paniki na trasie ultra. To nie jest kryzys, który mija po zjedzeniu dwóch batonów i wypiciu coli. To głębokie, codzienne zmęczenie materiału. Wszystko jest w porządku, dopóki jestem w ruchu. Kryzys pojawia się w ułamku sekundy, gdy w zasięgu mojego wzroku pojawi się jakikolwiek poziomy mebel. Łóżko? Kanapa? Poduszka? To dla mojego mózgu sygnał do natychmiastowego odcięcia zasilania.
I tu muszę Wam się do czegoś przyznać. Wiecie, dlaczego tak często wrzucam zdjęcia i wpisy z moich słynnych kolarskich śniadań w Gdańsku? Wszyscy myślicie: „O, chłopak kocha morze, jodek, architekturę Trójmiasta”. Prawda jest znacznie bardziej prozaiczna. W Gdańsku po prostu nie mam swojego łóżka ani poduszek. Gdybym został w Elblągu, pewnie uciąłbym sobie drzemkę. A w Gdańsku? W Gdańsku jestem tak samo zmęczony, ale że nie mam gdzie się położyć, to jem jajecznicę i udaję twardziela.

Ta moja kolarska bezsenność kontrolowana bywa jednak zdradliwa bo byłem dotychczas przekonany o tym, że mimo wszystko potrafię to kontrolować.  Ostatnio odwaliłem niezły numer w Warszawie. Dwa dni po morderczym Race Around Poland poszedłem do Planetarium. Usiadłem w fotelu. Fotel – jak na złość – rozłożył się niemal do pozycji leżącej. Moje oczy zobaczyły nade mną kosmos, gwiazdy i galaktyki. I wiecie co? Cała ta procedura startowa trwała krócej niż znieczulenie przed poważną operacją. Minęła dosłownie minuta, a ja już spałem w najlepsze, zwiedzając galaktykę snu. Oczywiście nie widziałem z seansu absolutnie nic, więc z czystego wstydu przed kosmosem od razu kupiłem bilet na kolejną godzinę. Na drugim seansie siedziałem już sztywno jak kołek, wbijając paznokcie w dłonie.
No to chyba potrafię to kontrolować. Ale czuję, że coś we mnie pęka. Czasem jest mi po prostu głupio przed rodziną i znajomymi, bliskimi mi osobami, kiedy na spotkaniach muszę się nagle położyć. Na dłużej niż zwykle. Nie wiem, czy to wiek, a może to ta kosmiczna liczba kilometrów, których nie da się już zatrzymać w kościach ?
Wiem jedno: to jest moje ostatnie 50 000 kilometrów w roku. Zdejmuję z siebie tę presję.
Może mi się uda. Wszystkie moje rowery wciąż dają mi kosmiczną, absolutną radość. Co więcej, ja nadal mam cele. Mam w głowie trasę i miejsca do zobaczenia, które leżą gdzieś daleko „za księżycem”. Moja motywacja, by gonić ten upragniony milion kilometrów, jest dziś większa niż kiedykolwiek.
Nie mogę się zatrzymać. Nie potrafię zwolnić. Ale muszę zmienić wersję mojego lotu kosmicznego. Czas przeprogramować komputer pokładowy, odpuścić chore parcie, które jest we mnie codziennie i zacząć jeździć odrobinę mniej, ale mądrzej, by mieć czas dla wszystkich rowerów solidarnie...a może dla świętego spokoju, dla zdrowia i dla tych, którzy czekają na mnie w domu.
Zmęczenie to nie wstyd – to znak, że pora na nowy, lepszy rozdział tej podróży.

Milion wciąż jest moim celem. Po prostu dojadę do niego na własnych, nieco bardziej humanitarnych warunkach.
Dzięki, że jedziecie w tę trasę razem ze mną.

PS. zmęczony jastrząb to wciąż nie jest gołąb.


TO KONIEC

Wtorek, 28 lipca 2026 · dodano: 28.07.2026 | Komentarze 2

138 propel
12 wigry 3

Dzień dwunasty - 8 lipca 2026 roku. OSŁOWO

Osłowo. Miejscowość tak mała, że gdyby Google Maps miało mrugnąć
to by ją zgubiło. Ale dla mnie to nie jest "mała miejscowość".
To jest punkt startu Końca, to jest miejsce, w którym zaczyna się ostatni dzień mojego Rap-u

Budzik ? Niepotrzebny. 
Organizm sam wie, że o 3;00 trzeba wstać bo Warszawa czeka.
Pierwsze, co słyszę, to deszcz walący w parapet, jakby ktoś z konewką robił mi psikusa.
Drugie, co widzę, to moje ciuchy - mokre jakby ktoś je wyprał, ale zapomniał o wirowaniu.
Nic nie wyschło.
Nic.
Zero.
...prześpij wspaniałą noc, obudź się, nawet w domu, potem wejdź od razu w mokre ciuchy...to jest właśnie ultra.

Ultra nie pyta "czy wyschło",
nawet nie mam możliwości rozważyć tego, czy "da się to założyć",
po prostu wkładam to na siebie.

Wyjazd - przed godziną 4:00.
i nagle niespodzianka. przestało padać, całe ciało miałem przygotowane idealnie na pół dnia w deszczu,
a tu zaraz po wyjściu z budynku taka niespodzianka...jakby ktoś na górze powiedział: "dobra chłopie, dziś masz finał,
nie będę cię już dobijał, to, co miałeś wystarczy ".
...bo ja w głowie mam teraz tylko jedno: META, 165 km, prosta droga na Warszawę.
prosta, ale z wiatrem takim w twarz, że rower zatrzymuje się po dwóch nieobróconych korbach,
dosłownie wtedy staje w miejscu.
Las? 
Zabudowania ?...nic nie pomaga, wiatr wali we mnie jak w ścianę...
ale ja ma na to wywalone. Nie walczę z nim, nie staram się być bohaterem.
Jadę swoje, w kilkusekundowych okienkach pogodowych przyspieszam, w reszcie jadę jak człowiek,
który wie, że i tak dojedzie.

Zero śniadania. jakaś cukiernia, coś do picia. To wystarczy.
To jest ostatni dzień - dziś się nie celebruje jedzenia, dziś jeść nie muszę, dziś muszę celebrować wyłącznie drogę.
nikt z zawodników mnie już nie dogoni, ja także nie dogonię już nikogo, na przestrzeni 100 km jestem dosłownie sam
z uczestników.
Każdy jedzie swoje. Ja jadę na Finał.

Drohiczyn - Sokołów Podlaski - Węgrów - Stanisławów, zaledwie kilometr przewyższeń.

SULEJÓWEK - wspomnienia

przed południem wjeżdżam już w te wąskie osiedlowe uliczki.
Skręt w lewo, skręt w prawo, skręt w lewo, skręt w prawo - jakby ktoś
nie przyłożył się do projektowania tego odcinku trasy...a ja mimo to jadę, nie rozpraszam się, wspominam, nic nie 
jest w stanie wytrącić mnie z tych emocji...przypominam sobie najpierw każdy dzień obecnego rapu, 
wszystkie osoby będące na nim blisko mnie...w rytmie ekspresowym, wszystko pozytywnie przelatuje mi
przed oczami, by po kilku minutach przypominać sobie...
każdy RAP
każdą edycję.
każdą pogodę.
każdą emocję...i nagle dociera do mnie coś ważnego:
że nie da się wybrać tego jednego najlepszego RAP- u.
Każdy jest inny.
każdy jest mój.
każdy jest częścią tej historii, którą buduje od lat.

Myślałem tylko, że dzisiaj będzie troszeczkę inaczej, że po pięciu edycjach będę "twardy", że wjazd na metę przyjmę na chłodno,
że będzie uśmiech, ale bez wzruszeń.
Nic z tego.

Dlaczego ? bo przede mną wybudowali most nad Wisłą - zbudowano moment, który łamie.

Przed godziną 12 w południe wjeżdżam na serpentyny prowadzące na most.
Widzę Wisłę.
Widzę Warszawę.
Widzę moje miasto, które kiedyś dało mi coś bardzo ważnego.
i wtedy właśnie "pękam".
rozklejam się na maksa.
Nie ma udawania.
nie ma twardości.
nie ma "szósta edycja" jestem przyzwyczajony...może za rok się uda :)
...ale dziś w tym miejscu jest moment, który bierze mnie za serce i nie puszcza...
a jeszcze bardziej cieszy mnie to, że teraz właśnie najwięcej osób patrzy na moją "kropkę".


a zaraz po zjeździe z mostu stoi Mateusz - Prezes.
Świadek wszystkich moich wjazdów na metę.
Człowiek, który pamięta każde moje słowo z pierwszego finiszu...i to dobija moje emocje jeszcze bardziej.
Obejmujemy się...ale roweru nie odkładam jeszcze na bok, jeszcze nie teraz, wciąż jest ze mną...

od teraz jadę w eskorcie.
OSTATNIE TRZY KILOMETRY...jak wyglądają ?

To jest coś, czego nie da się opisać tak, żeby ktoś, kto tego nie przeżył, naprawdę to zrozumiał.
To jest jak wjazd do innego świata. Świata, w którym liczy się tylko to, że dojechałem, że wytrwałem,
że nie odpuściłem, że znów jestem tu w miejscu, które jest dla mnie czymś więcej niż metą...ktoś powie,
że to mu nie potrzebne...a ja potrzebuję takiej chwili, choćby raz w roku, takiej właśnie i tylko w tym miejscu.
Bo moje marzenia rowerowe są daleko za Księżycem, dlatego muszę tak wiele jeździć, tak mnóstwo przejeżdżać kilometry
i wybierać tylko te królewskie dystanse...życzę Każdemu rowerowemu z Was, żeby choć raz w pełni poczuł to, co ja czuję w tym miejscu.
Bo to nie jest zwykła META.
To jest moja META...na którą wjeżdżam o godzinie 13:04

Wynik - oficjalnie..
dystans królewski - 3600 km bez wsparcie.
Startujących: 39 osób
Ukończyło: 13 osób.
Moje miejsce: 11.
Mój czas: 10 dni 23 godziny 4 minuty 40 sekund.

Rap to ultra międzynarodowe.
a ja jestem Jedynym człowiekiem , który ukończył wszystkie edycje.
Wszystkie sześć.
Każdą. 
Bez wyjątku.
Każdą z uśmiechem na twarzy.

to nie jest przypadek.
to nie jest szczęście.
to jest charakter.
to jest serce.
to jest moje miejsce.
I właśnie dlatego ten finał jest tak mocny.
Bo TO NIE JEST KONIEC.
to kolejny dowód na to, że jestem ULTRA.


...minęło już tak wiele czasu od tej chwili, a ja wciąż tym żyję,
wciąż jestem szczęśliwy.




RAP - wspomnienia dzień 11

Poniedziałek, 27 lipca 2026 · dodano: 27.07.2026 | Komentarze 1

80 propel
19 wigry 3

DZIEŃ 11 - dzień 7 lipca 2026 roku, godzina 3:00.
Szypliszki...wspaniałe szypliszki.

To był moment, kiedy człowiek budzi się w środku nocy i zadaje sobie jedno pytanie:
"czy ja naprawdę jestem tu z własnej woli ?"
Bo leje. Jest ciemno. Jest zimno.
a ja muszę wyjść z hotelu i pojechać dalej.

To już nie jest jazda - to jest moje trwanie.
Wszystko, co mam na sobie, jest na sobie. Kaptur na głowie,
ręce sztywne, ciało jakby ktoś zanurzył w lodowatej wodzie.
W Sejnach robię sobie selfie bo jeszcze nie jest tak źle...tu na chwilę przestało padać,

ale tu właśnie marzę już o gorącej herbacie, ale o 4 nad ranem wszystko jest pozamykane,
jak ma być otwarte skoro ludzie jeszcze śpią w domach.
Giby, Płaska, Rubcowo - wszystkie sklepy zamknięte. Świat śpi, a ja jadę jak poranny listonosz,
który dostarcza tylko jedną przesyłkę: swoją własną determinację.

Po przejechaniu 80- ciu kilometrów w Lipsku wjeżdżam na przystanek,
żeby w czymś osłoniętym złapać choć odrobinę ciepła.
I wtedy - cud.
Przestaje lać.
nie jest to może cud na miarę objawienia, ale w tej sytuacji to jakby ktoś z góry powiedział do mnie:
" Dobra, chłopie, jedź dalej, zobaczymy, czy to naprawdę chcesz skończyć".

Granica, Nowy Dwór, Kuźnica, Krynki...
droga pusta, taka jak lubię. za Lipskiem dogania mnie Maciek Sala - wczoraj odjechał, dziś znów jest obok.
Ale nie razem. Porozmawialiśmy chwilę, to nie jest dzień na wspólne rozmowy.
To jest dzień na przejechanie.
W Nowym Dworze jemy nawet pod sklepem śniadanie...to wszystko.
nic pożywnego, ale trzeba było cos kupić i wrzucić do żołądka.
W Krynkach po 150- ciu kilometrach robi się nawet gorąco, ale tylko po to, żeby za godzinę znowu lało.
I to nie tak "lało" jak rano. Nie, nie.
To było lało 2.0 - wersja premium, czyli ulewa z funkcją przenikliwego wiatru.
Wiatr jest niby boczny, ale odczucie takie, jakby wiał prosto w twarz. jakby ktoś specjalnie 
ustawił wentylator na maksymalna moc i powiedział: "no to teraz sprawdzimy, czy się poddasz".

kolejne są BOBROWNIKI, GRÓDEK, MICHAŁOWO

tu mam swoje wspomnienia, mnóstwo przemiłych wspomnień.
MRDP, deszcz, kontuzja, hotel, koledzy, to są moje miejsca, moje drogi, moje historie.
I właśnie tutaj wspomnienia trzymają mnie w trudnościach, bo ciało już dawno mi powiedziało:
"stary, ja bym gdzieś w pościeli poleżało".
jadę dalej, bo jutro jest finał.
Jutro o tej porze będę już w hotelu.
Jutro będzie koniec.
myślę o tym ostrożnie, jak o czymś kruchym, co można łatwo zepsuć.
ale ta myśl właśnie niesie mnie dalej.

NAREWKA.
15:00. Maciej jest tu od godziny, śpi.
Jesteśmy sami...no z panią, która mi przyrządza ciepły posiłek, a nawet daje słodycze.
Jem i potem też się kładę w pościel.
Plan był na 1,5 godziny, wyszło 2.
Jestem zły, bo zostało mi jeszcze 100 km, a pogoda ma zamiar zrobić ze mnie mokrą wersję człowieka.
wyjeżdżam o 17.
kropi od samego początku, ale jest ciepło, nawet jest dobrze.
Do czasu.

KLESZCZELE - godzina jakoś przed 19.
- ulewa Apokaliptyczna.

to już nie jest deszcz.
to jest atak wodny.
Wiatr jakby ktoś włączył tryb "zamrażarka".
Zimno takie, że nawet wspomnienia zaczynają marznąć
Jadę sam, Maciej z punktu nie wyjeżdża.
A ja w tej ulewie staram się czuć jak bohater filmu, który zapomniał, 
że nie ma ekipy filmowej, nie ma muzyki w tle i nie ma efektów specjalnych.
jestem tylko ja i pogoda, która chce mnie dosłownie zjeść.

CZEREMCHA - cud kolejowy.

Widzę zamykające się w oddali szlabany. I myślę wtedy:
"mam do nich jakiś kilometr, jeśli się one nie otworzą, to tam właśnie zamarznę"
Czuję, że nie mogę się zatrzymać.
Ba, nie mogę nawet zwolnić. Muszę jechać...pociąg przejeżdża.
Dojeżdżam, szlabany się otwierają. Przejeżdżam, szlabany się zamykają.
to nie był przypadek. To był cud kolejowy. Ktoś tam na kamerach, których nie widziałem
musiał mnie zobaczyć, ktoś pomyślał: " dobra, otworzymy mu bo inaczej będzie dramat".

tak bardzo było mi zimno, ale abyście mieli pełny obraz tego, co wtedy czułem opiszę jeszcze coś innego.
ZUBACZE, KLUKOWICZE...przed tą miejscowością było totalne pustkowie, sam las, zero samochodów, zero domów,
brak ludzi, nikogo. Jadę w tym wszystkim longiem już od jakichś trzech godzin, jestem zmęczony, ale wiem,
że nie mogę się zatrzymać, zresztą gdzie ? tu nic nie ma oprócz asfaltu i drzew...
widzę przystanek, Klukowicze...
ja się zatrzymuję i...przestaje padać. Kolejny cud.
wchodzę w przystanek. wyciągam wszystko z kieszeni bo już sam nie wiem, gdzie mam jesienne kominy,
gdzie telefon, gdzie godność...i wtedy nagle nie wiadomo skąd podjeżdża gość w osobowym mercedesie, otwiera szybę i mówi:
"Pan mówi tylko gdzie, a ja pana z tym rowerkiem tam zawiozę".
bez "dzień dobry"
bez "co się stało"...wszystko rozumiał, całą sytuację...

tak było, naprawdę i na pewno.

a potem? 
blisko MIELNIK, a za nim zaraz OSŁOWO.

jestem mokry, zmęczony, głodny.
dojeżdżam po godzinie 21. Dostaję nawet kolację.
W pokoju zdejmuję wszystko, co mokre...czyli wszystko i kładę się nago w pościel
bo tylko w ten sposób mogę odzyskać ciepło.
I zasypiam prawdopodobnie jako najszczęśliwszy obywatel kraju.

...bo jutro jest ten poranek, który jest najwspanialszy ze wszystkich poranków
na Race Around Poland.
Poranek Finału.

337 km
1400 metrów przewyższeń.
Najtrudniejszy dzień całej trasy, nie przez dystans, nie przez profil.
przez pogodę, samotność, zimno.

ostatnio w Internecie czytałem post z tematem, kiedy zaczyna się ultra,
po przejechaniu ilu kilometrów, jakich miejsc i na jakim rowerze ?...
według mnie ultra nigdy nie powinno być wyznaczane głównie w wyniku pewnej ilości przejechanych kilometrów.
Bo ultra dzieje się wtedy, kiedy jedziesz, a na ciebie nikt nie patrzy, kiedy jedziesz w ulewie,
w ciemnościach, w zimnie, w samotności, w chwilach, kiedy jedyną rzeczą, która Cię trzyma, jest myśl, że
od jutra...znowu będzie to samo. 
to jest ultra.


RAP- wspomnienia dzień 10

Niedziela, 26 lipca 2026 · dodano: 26.07.2026 | Komentarze 1

75 propel
45 chicago

Dziesiąty dzień.
Ten moment, kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze ultra, czy już jakaś
prywatna pielgrzymka po własnych wspomnieniach. A tu nagle - słońce. I Kopernik.

Podobno wstrzymał słońce, ruszył Ziemię, ale tej nocy zrobił wyjątek: zatrzymał to wszystko dla mnie,
żebym mógł ruszyć o świcie, jak człowiek, a nie jak nocny stwór z czołówką na czole.
W końcu spałem u Niego, więc wypadało okazać gościnność.
Gdybym Mu powiedział że jadę najdłuższe ultra w Polsce, pewnie by jeszcze orbitę poprawił,
abym miał lekki wiatr w plecy.

Ruszam i od razu czuję, że to nie będzie zwykły etap. Mało samochodów, asfalty jakby świeżo wyprasowane, a we mnie
uczucie, że jadę...jakby do domu. Chociaż przecież jestem w samym środku gigantycznej trasy, która normalnie wywołuje
w człowieku mieszankę euforii, zmęczenia i lekkiej paniki. 
Ale jak jest dziś ? Jak jest dzisiaj właśnie ?
Dziś jest inaczej.
Od Górowa Iławeckiego zaczyna się ta dziwna miękka emocja - jakbym właśnie wyjechał z własnego 
podwórka na ukochaną Suwalszczyznę.
Potem Bartoszyce, Kętrzyn, Węgorzewo.
Moje miejsca, moje drogi, moje rytuały.

W Węgorzewie obiad - obowiązkowo - i nie byle jaki,
tylko ten Mój, ten właściwy, ten który smakuje najlepiej właśnie wtedy, kiedy jestem tu o 
odpowiedniej porze. I jeszcze maciek Sala, tylko on pojawia się mi w tej części trasy, jak taki ultra kolega widmo:
raz ja go wyprzedzam, raz on mnie. Do Węgorzewa.
Bo ja tu zostaję na dłużej. Bo mogę. Bo chcę.

Węgorzewo - Banie Mazurskie - Gołdap - odcinek, który mógłby być
moją prywatną pętlą życia.
To jest ta droga właśnie, na której mógłbym jeździć przez cały dzień. W tą i z powrotem...
z przerwą na kultowe lody w Baniach, bo inaczej byłaby to profanacja.
Jest słońce, jest ciepło, jest asfalt gładki, który znam jak własna kieszeń.
To nie jest zwykły etap - to jest emocjonalny powrót do miejsc, które mnie
ukształtowały jako ultrasa.

W Gołdapi mamy punkt kontrolny.
Pokój jak z katalogu - wysoki standard, cisza, miękka świeża pościel.
Wchodzę tylko na chwilę, a zostaję na dłużej. Prysznic, pięć minut na łóżku...
i budzę się przestraszony, bo pięć minut snu ultra to jak teleportacja.
Ale jednocześnie było mi tak wygodnie, że gdyby meta była w Gołdapi...to nie miałbym nic przeciwko.
ale nie, pojadę dziś jeszcze dalej.

i tu pojawia się zgrzyt.
Remont drogi przez Kiepojcie i Stańczyki, więc wszyscy jedziemy naokoło...albo w gorszym asfalcie bez samochodów,
albo w lepszym w stercie blachosmrodów...kurz, nerwy - ciężko. Dopiero Wiżajny przynoszą spokój, tu trafiamy na stary ślad, 
na pierwotną dotychczasową drogę. I znowu jestem w miejscu, w którym przejechałem tyle kilometrów, byłem tu tak wiele razy,
że asfalt powinien mieć moje imię.

Jest wieczór, na drodze jestem sam.
Plan: Sejny
Realizacja: Szypliszki.

dlaczego Szypliszki ? 
Bo czasem człowiek musi zrobić coś inaczej niż zwykle.
Bo byłem tu wiele razy, ale nigdy tu nie spałem.
A w Sejnach i pobliskich miejscowościach już tak, po kilka razy.
Więc tu zostaję.
Bo ultra dla mnie to nie tylko kilometry.
To budowanie nowych wspomnień w miejscach, które już znam.
Kolacja w hotelowym barze, wczesna godzina 20, ale decyzja zapada jednogłośnie: 
KONIEC na DZIŚ.

nic mnie ni boli, zero otarć, a rower jedzie jakby też był z Suwalszczyzny i wiedział, że tu trzeba się spisać.
Ale w głowie - przygotowania ciała do jutrzejszej ulewy...całodziennej.
takiej, która potrafi zmyć uśmiech z twarzy nawet najbardziej zaprawionemu zawodnikowi.
Budzik nastawiony na 2:00.
Bo jutro nie będzie łatwo.
Ale jutro stworzę kolejną część historii na tym królewskim etapie Race Around Poland.

I tak kończy się mój dziesiąty dzień  - nie z krzykiem, nie z euforią, tylko cichą,
głęboką zgodą na to, że jestem tu, gdzie chciałem być.
309 kilometrów przejechane z sumą przewyższeń 2300 metrów.

( mój dziesiąty dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Piotrka )


Dzień bez roweru

Sobota, 25 lipca 2026 · dodano: 25.07.2026 | Komentarze 1

80 propel 

... dzień bez roweru.
Bez rowerowych myśli nawet.

Jak to się w ogóle stało?
...nie mam pojęcia 


MIKOŁAJ KOPERNIK

Piątek, 24 lipca 2026 · dodano: 24.07.2026 | Komentarze 2

200 propel


Dzisiaj ta sama trasa, którą jechałem trzy dni temu, czyli wypad do Kopernika na obiad...tym razem elegancko, na sucho, w Słońcu, w garniturze, z pysznym śniadaniem nad Motławą w Gdańsku, no i szybciej....


Włożyłem mu kask i okulary Rudy Project...i napiszę tak: jeśli Mikołaj marzył kiedyś o jeździe na rowerze to właśnie spełniłem Jego renesansowe fantazje.


RAP - wspomnienia dzień 9

Czwartek, 23 lipca 2026 · dodano: 23.07.2026 | Komentarze 1

194 propel
3 nextbike

Dzień dziewiąty. Powrót do domu. Powrót do siebie.

dziewiąty dzień.
A ja już wiem od nocy, że będzie wyjątkowy.
Nie dlatego, że jest łatwiej - bo nie jest.
Nie dlatego, że pogoda sprzyja - bo nie sprzyja.
Ale dlatego, że dziś wracam na swoje podwórko, dosłownie.
A to zmienia wszystko.

Wyjeżdżam z Mielenka o pierwszej w nocy.
Na tym pasie wybrzeża jazda o tej porze to czysta magia.
W dzień nienawidzę tych miejsc - samochody, tłumy, turystyczny chaos,
który potrafi zabić każdą przyjemność z jazdy. Ale nocą ? 
Nocą to jest mój świat.
Pusto. Cicho.
Wiatr wieje w plecy, co oznacza jedno: że będzie źle.
Doświadczenie mnie nauczyło, że jak wiatr pomaga to wystawia rachunek.
Mi nikt i nic nie musi pomagać, to dużo, że coś nie przeszkadza.
Mielno, Darłowo, Ustka - wszystko puste.
Przez wiele kilometrów jadę środkiem drogi, jak król szos, który ma własna autostradę.
Niedzielny poranek, trzecia, może czwarta - świat jeszcze śpi, nie wstał, a ja jestem już daleko.
Minus ? Orleny.
Są, ale jakby ich nie było.
Nic do jedzenia.
Pierwszy hot dog dopiero po ponad stu kilometrach w Główczycach.
A od godziny już leje.

Nie tak, że "pada". 
Leje.
Tak, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie jedzie w środku jakiegoś
eksperymentu meteorologicznego.
na chwilę przestaje. Robi się gorąco.
Zaczynam się rozbierać....a za dwie minuty już - ulewa jak z filmu
katastroficznego.
I wtedy ten wiatr, który wcześniej pomagał, zaczyna współpracować z deszczem.
Zamiast pchać mnie do przodu, pcha mi zimno pod kurtkę, potężne zimno.
mam już na sobie wszystko, wszystko założyłem na siebie, co miałem...włącznie z kapturem na głowę.
Jest mi bardzo zimno, przenikliwie. Trasa zmienia kierunki, więc czas jedzie się pod wiatr,
ponadto podjazdy, zjazdy - wszystko tak ułożone, żeby nas sprawdzić, kto ile wytrzyma...
bo ja uwielbiam się gotować...trudno, dawno tak nie cierpiałem.

W rejonie Krokowej i jeziora Żarnowieckiego było mi najgorzej.
Tu byłem w istnej walce, drogi były tak zalane, że samochód jadący z przeciwka kołami swoimi lał całą wodę z asfaltu na bok...na mnie,
dodatkowa dawka zimnej wody. Było trudno...robiłem wszystko, aby się tylko nie zatrzymać na drodze.
Bałem się zatrzymać na wolnym powietrzu, a schować się nie było gdzie...sklepy to nie był dobry pomysł, musiałem coś ciepłego wypić.
Na trasie tasuję się z Dawidem Horn i Maćkiem Sala - nie jedziemy razem, ale widzimy się chwilami, jak duchy na trasie.
W końcu spotykamy się na Orlenie w okolicy Rybna.
Dwieście kilometrów przejechane, a ja nadal nie mogę zjeść coś pożywnego...nadal jade na jednym Hot dogu.
Kupuję czekolady, stertę czekolad i herbatę.
To trochę pomaga... ludzie ze zdziwieniem na mnie patrzą jak wykręcam rękawiczki z których woda leci jak z wiadra...
jestem przemoczony do suchej nitki.
naprawdę dawno tak nie cierpiałem.
Dużo wpływ na ten dyskomfort miał fakt, że droga tu był bardzo ruchliwa, sterta samochodów,
nie można było poluzować, ale ciągle uważać...zero prostych odcinków, ciągle jakieś zakręty, tragedia.

Po orlenie zmieniam kominy na jesienne, grubsze.
jadę dalej, już nie pada, a będzie padać potem tylko chwilami, tyle, że nadal jest
mi zimno i teraz muszę szybciej jechać, aby się rozgrzać, aby wjechać w swoje ciepło...udaje się po kilkunastu minutach.
Takie chwile kojarzą mi  się z MRDP na ścianach wschodnich...dobrze, że w tych miejscach jest dużo podjazdów.
Prawie jak w górach. I to mnie ratuje - bo podjazd to gwarancja ciepła, a ciepło to życie.
Już długo nie pada...koledzy zmieniają ciuchy na przystankach. Ja schnę w ruchu, nie mam innej opcji.
A lało ze trzy godziny.

Straszyn.
290 km na hot dogu. Za to powinni dać mi już medal.
Dopiero tutaj jem poważny, odżywczy posiłek.
To moje miejsce. To mój teren...zostało 70 km.
I wtedy włącza się we mnie coś, czego nie da się zatrzymać, i opisać inaczej niż: dom.
Nie wiem kto będzie czekał.
Z nikim się nie umawiam.
Ale wiem, że ktoś będzie.
I tego właśnie nie mogę się doczekać.

jadę jak pod domem, choć do mety mam jeszcze 1000 km to czuję się już teraz,
jakbym wracał do domu z Trójmiasta.
Dziwne uczucie - bo czasem jadą tu pod domem myślami jestem jak bym był na RAP- ie.
wszystko może się poplątać.

Nie pada.
Jest ciepło.
Teraz wiatr pomaga.

W Rychnowach Żuławskich nie zajeżdżam na punkt kontrolny.
Zatrzymuję się na rondzie, sprawdzam Garmina i jadę dalej bo wiem, że co najmniej kilka osób
obserwuje moją kropkę zastanawiając się czy pojedzie dalej, czy tez nie ?
Jadę dalej.

Elbląg. Około 19- tej.
Na wlocie stoją pierwsi Kibice: Jola, Sławek, Mario.
Zatrzymuję się. Rozmawiamy długo. Czas ?
A co mnie obchodzi czas ? Oni są ważniejsi.
Potem Siostra ze Szwagrem, kawałek za Elblągiem, w Jagodnie, gdzie dojeżdża również Piotrek Dylewski.
Szkoda tylko, że Henia nie zobaczyłem - źle odczytał kropkę. Nie zdążył.

To były spotkania rodzinne. Ważne. takie, które zostają w sercu na zawsze...a to jeszcze nie koniec dnia.
Plan był prosty: dojechać dziś na chatę do Kopernika.
A Kopernik ? no cóż. Zobowiązuje.

Dzisiejszy dzień był więc najdłuższy ze wszystkich na tegorocznym RAP- ie, pełne 398 kilometrów
z sumą przewyższeń 2500 metrów.
Czy spotkałem się z Kopernikiem ? ...widziało mnie nawet kilku Koperników.
I to było wyśmienite....we Fromborku spotkanie z Beatą - kilka godzin...taka wisienka na torcie, który jadłem cąły dzień.
Wjechałem tu po godzinie 21....było cudnie.

a więc jeszcze raz.
Mija dziewiąty dzień jazdy. A ja ?
Ja Jadę z tym samym numerem startowym, w tym samy ubraniu, na tym samym rowerze.
Mam wszystko to, co miałem na sobie i ze sobą na starcie w Warszawie...tylko wyglądam inaczej.

Jestem szczęśliwy. Zwłaszcza po spotkaniach z tymi wszystkimi osobami, które były
dziś ze mną na trasie.
I pomyśleć, że będąc we Fromborku często po godzinie jestem w domu,
A teraz ? Teraz mam w nogach 2800 km, a od jutra do przejechania jeszcze 800.

I to jest właśnie ultra.

( mój dziewiąty dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Siostry )


RAP - wspomnienia dzień 8

Środa, 22 lipca 2026 · dodano: 22.07.2026 | Komentarze 1

93 propel
20 nextbike
7 advanced

Ósmy dzień.
Godzina druga w nocy, Kostrzyn nad Odrą śpi, a ja już jestem w drodze.
Uwielbiam ten moment - ciemność, która nie straszy, tylko otula.
Droga z Kostrzyna do Osinowa Dolnego jest jak stary kolega, przejrzysta, spokojna, przewidywalna.
Las pojawia się tylko na chwilę, jakby nie chciał przeszkadzać. Pusto. Cicho. Idealnie rowerowo.
ale to, co dobre na RAP-ie nigdy nie trwa długo.

Po kilku godzinach, wcześnie nad ranem zaczyna się ta część, której nie lubię, którą wolałbym omijać szerokim łukiem.
Byłem tu tyle razy, że już nawet nie walczę z niechęcią. Pogodziłem się.
To tylko odcinek. To tylko zadanie.

Dzisiaj nie ma filozofii - trzeba ten dzień przejechać i tyle.
Robię więc absolutne minimum: 315 km, przewyższeń zaledwie 1500 metrów.
Za Goleniowem jest odmiennie, robi się pusto, jakby świat wreszcie przypomniał sobie, że jestem na trasie ultra,
a nie na wycieczce po województwie.
Mam tu swoje miejsca - te obiadowe, te relaksujące - wszystko na drodze do Kołobrzegu.
Ale prawda jest taka, że niewiele to zmienia.
Bo jutro nie będzie lepiej.
Wiatr nie pomaga, ale przynajmniej nie przeszkadza tak, jak wczoraj. Po tylu przejechanych kilometrach
i tak mnie szybciej nie popchnie na metę.
Nie jestem wycieńczony, ale swoje w nogach mam.
I nie chcę zmieniać systemu jazdy. Pogoda dobra, nic więcej nie trzeba.

Niektórzy po tylu dniach, po takiej odległości, po tylu kryzysach - rezygnują.
Nie oceniam. Każdy z nas ma swoją historię. Każdy z nas jest czymś więcej niż kropką na trasie.
Ja jadę z poczuciem, że jest coraz bliżej. Mam w głowie problemy, które mogą nadejść - i mam nadzieję, że
będą to tylko problemy pogodowe...


Wieczorem dojeżdżam do punktu kontrolnego w Mielenku. Cudowne warunki.
Cisza, spokój, znajome twarze.
Wybieram za totalne free pokój, jem to, co lubię i to co jest odżywcze.
Kładę się już o godzinie 20, z zamiarem spania do północy...krótki opis bo dla mnie krótki to był dzień.
Nadal pamiętam o kibicach, którzy są wpatrzeni w moją rowerową sytuację każdego dnia.
To poczucie i to przekonanie, że nie jestem w tym wszystkim sam...to bardzo miłe uczucie.

Takie jest moje Race Around Poland.
Nie sprawdzam pogody na kolejne dni - no bo po co ?
To mogę robić pod domem.
Tu trzeba jechać.
Tu trzeba poddać się każdej sytuacji.
Tu nie ma miejsc na słowo "nie".

( mój ósmy dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Sebastiana )