Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień20 - 6
- 2026, Lipiec31 - 26
- 2026, Czerwiec30 - 9
- 2026, Maj31 - 8
- 2026, Kwiecień30 - 13
- 2026, Marzec31 - 21
- 2026, Luty28 - 17
- 2026, Styczeń31 - 44
- 2025, Grudzień31 - 28
- 2025, Listopad30 - 10
- 2025, Październik31 - 13
- 2025, Wrzesień30 - 20
- 2025, Sierpień31 - 17
- 2025, Lipiec31 - 12
- 2025, Czerwiec30 - 5
- 2025, Maj31 - 0
- 2025, Kwiecień30 - 6
- 2025, Marzec31 - 12
- 2025, Luty28 - 1
- 2025, Styczeń31 - 22
- 2024, Grudzień31 - 17
- 2024, Listopad30 - 10
- 2024, Październik31 - 19
- 2024, Wrzesień30 - 14
- 2024, Sierpień31 - 20
- 2024, Lipiec31 - 10
- 2024, Czerwiec30 - 7
- 2024, Maj31 - 9
- 2024, Kwiecień30 - 14
- 2024, Marzec31 - 16
- 2024, Luty29 - 7
- 2024, Styczeń31 - 7
- 2023, Grudzień31 - 9
- 2023, Listopad30 - 6
- 2023, Październik31 - 7
- 2023, Wrzesień30 - 5
- 2023, Sierpień31 - 12
- 2023, Lipiec31 - 10
- 2023, Czerwiec30 - 1
- 2023, Maj31 - 5
- 2023, Kwiecień30 - 2
- 2023, Marzec31 - 8
- 2023, Luty28 - 21
- 2023, Styczeń31 - 7
- 2022, Grudzień31 - 5
- 2022, Listopad30 - 1
- 2022, Październik31 - 0
- 2022, Wrzesień30 - 6
- 2022, Sierpień31 - 14
- 2022, Lipiec31 - 13
- 2022, Czerwiec30 - 6
- 2022, Maj31 - 4
- 2022, Kwiecień30 - 5
- 2022, Marzec31 - 3
- 2022, Luty28 - 11
- 2022, Styczeń31 - 6
- 2021, Grudzień31 - 5
- 2021, Listopad30 - 7
- 2021, Październik31 - 8
- 2021, Wrzesień30 - 20
- 2021, Sierpień31 - 33
- 2021, Lipiec31 - 6
- 2021, Czerwiec30 - 9
- 2021, Maj31 - 18
- 2021, Kwiecień30 - 17
- 2021, Marzec31 - 21
- 2021, Luty28 - 8
- 2021, Styczeń31 - 26
- 2020, Grudzień31 - 25
- 2020, Listopad30 - 10
- 2020, Październik31 - 15
- 2020, Wrzesień30 - 28
- 2020, Sierpień31 - 62
- 2020, Lipiec31 - 28
- 2020, Czerwiec30 - 16
- 2020, Maj31 - 20
- 2020, Kwiecień30 - 55
- 2020, Marzec31 - 26
- 2020, Luty29 - 14
- 2020, Styczeń31 - 15
- 2019, Grudzień31 - 1
- 2019, Listopad31 - 79
- 2019, Październik31 - 84
- 2019, Wrzesień30 - 90
- 2019, Sierpień31 - 186
- 2019, Lipiec31 - 76
- 2019, Czerwiec30 - 35
- 2019, Maj31 - 86
- 2019, Kwiecień30 - 52
- 2019, Marzec31 - 32
- 2019, Luty28 - 48
- 2019, Styczeń31 - 71
- 2018, Grudzień31 - 178
- 2018, Listopad30 - 183
- 2018, Październik31 - 163
- 2018, Wrzesień30 - 129
- 2018, Sierpień31 - 118
- 2018, Lipiec31 - 107
- 2018, Czerwiec30 - 135
- 2018, Maj31 - 183
- 2018, Kwiecień30 - 184
- 2018, Marzec31 - 184
- 2018, Luty28 - 191
- 2018, Styczeń31 - 73
- 2017, Grudzień31 - 26
- 2017, Listopad30 - 39
- 2017, Październik31 - 29
- 2017, Wrzesień30 - 21
- 2017, Sierpień31 - 19
- 2017, Lipiec31 - 33
- 2017, Czerwiec30 - 75
- 2017, Maj32 - 33
- 2017, Kwiecień28 - 13
- 2017, Marzec31 - 50
- 2017, Luty28 - 30
- 2017, Styczeń31 - 75
- 2016, Grudzień31 - 29
- 2016, Listopad30 - 18
- 2016, Październik31 - 11
- 2016, Wrzesień30 - 9
- 2016, Sierpień31 - 3
- 2016, Lipiec31 - 5
- 2016, Czerwiec30 - 52
- 2016, Maj31 - 27
- 2016, Kwiecień30 - 34
- 2016, Marzec31 - 26
- 2016, Luty29 - 76
- 2016, Styczeń31 - 195
- 2015, Grudzień31 - 83
- 2015, Listopad30 - 91
- 2015, Październik31 - 72
- 2015, Wrzesień30 - 55
- 2015, Sierpień31 - 41
- 2015, Lipiec31 - 69
- 2015, Czerwiec30 - 22
- 2015, Maj31 - 40
- 2015, Kwiecień30 - 65
- 2015, Marzec31 - 39
- 2015, Luty28 - 54
- 2015, Styczeń31 - 62
- 2014, Grudzień31 - 160
- 2014, Listopad30 - 1
- 2014, Październik31 - 0
- 2014, Wrzesień30 - 0
- 2014, Sierpień31 - 0
- 2014, Lipiec31 - 0
- 2014, Czerwiec30 - 0
- 2014, Maj31 - 52
- 2014, Kwiecień30 - 26
- 2014, Marzec31 - 55
- 2014, Luty28 - 95
- 2014, Styczeń31 - 89
- 2013, Grudzień31 - 20
- 2013, Listopad30 - 0
- 2013, Październik31 - 0
- 2013, Wrzesień30 - 0
- 2013, Sierpień31 - 0
- 2013, Lipiec31 - 0
- 2013, Czerwiec30 - 0
- 2013, Maj31 - 0
- 2013, Kwiecień30 - 0
- 2013, Marzec31 - 0
- 2013, Luty28 - 0
- 2013, Styczeń31 - 0
- 2012, Grudzień31 - 1
- 2012, Listopad30 - 0
- 2012, Październik31 - 0
- 2012, Wrzesień30 - 0
- 2012, Sierpień31 - 11
- 2012, Lipiec31 - 37
- 2012, Czerwiec30 - 56
- 2012, Maj31 - 24
- 2012, Kwiecień30 - 51
- 2012, Marzec31 - 120
- 2012, Luty29 - 15
- 2012, Styczeń31 - 34
- 2011, Grudzień31 - 11
- 2011, Listopad30 - 14
- 2011, Październik31 - 2
- 2011, Wrzesień30 - 5
- 2011, Sierpień31 - 31
- 2011, Lipiec31 - 19
- 2011, Czerwiec30 - 36
- 2011, Maj31 - 34
- 2011, Kwiecień30 - 51
- 2011, Marzec31 - 31
- 2011, Luty28 - 34
- 2011, Styczeń31 - 0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Lipiec, 2026
| Dystans całkowity: | 5300.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 31 |
| Średnio na aktywność: | 170.97 km |
| Więcej statystyk | |
- DST 200.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
MIKOŁAJ KOPERNIK
Wtorek, 21 lipca 2026 · dodano: 21.07.2026 | Komentarze 1
200 propeldzisiaj przejechałem 200 km

ale tylko w tych godzinach, kiedy pogoda postanowiła zrobić ze mnie
test wytrzymałościowy dla nowych modeli łodzi podwodnych.
Wiało natomist tak z północy, że gdybym na głowie miał czapkę, to już by była w Czechach.
a deszcz ? Ten deszcz był tak konsekwentny, że chyba miał grafik i nie chciał się spóźnić w żadnej z moich chwil.
Postanowiłem pojechać do Kopernika
do Kopernika przez Gdańsk, bo plan miałem piękny...najpierw śniadanko nad Motławą,
elegancko, jak człowiek. Ale po trzech godzinach byłem już tak mokry...jak klapki w basenie, więc zrobiłem jedyne
logiczne w takiej sytuacji: skręt do elbląga i śniadanie w domu, w suchych ciuchach, jak cywilizowany człowiek.
Potem oczywiście wróciłem na trasę, bo przecież Kopernik czekał.
A pogoda ? Pogoda powiedziała: " Ooo, Robert wrócił !! To dawaj, od początku - pełny deszcz, pełny wiatr,
proszę wszystkie opcje włączyć".
Wiało z każdej strony, jakby dwa żywioły zrobiły naradę i uznały, że dziś będą pracować zespołowo.
Deszcz lał tak, że nawet ryby w pobliskich stawach zastanawiały się, czy ktoś tu nie przesadza bo woda
w wielu miejscach wlewała się dosłownie na drogę.
a ja mimo to jechałem.
Bo jak wiadomo.
Kopernik zatrzymał Słońce, ruszył Ziemię,
Ja natomiast zatrzymałem zdrowy rozsądek i ruszyłem w trasę.
- DST 122.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 7
Poniedziałek, 20 lipca 2026 · dodano: 20.07.2026 | Komentarze 1
100 góral22 wigry 3
Wyjechałem z Grudzy przed czwartą w tym dziwnie przyjemnym deszczu, który
bardziej cieszył niż moczył. To był ten rodzaj opadu, który przyjmuje się na znak - że skoro już tyle
przejechałem, tyle pokonałem kilometrów, to teraz nawet pogoda postanowiła być dla mnie miła.
Dla mnie teraz może padać non stop, aż do samego końca. Zawsze powtarzam, że dla mnie najważniejsze
jest to...żeby tylko nie lało w górach. Tyle. Wiadomo dlaczego.
...jadę dalej, szkoda tylko, że jest jeszcze zbyt ciemno, żeby zobaczyć raz jeszcze góry, które są teraz
za moimi plecami, te same, które jeszcze kilka godzin temu dawały mi radość, tak wielką, że aż trudno było
mi ją zmieścić w sobie samym.
dziś miało być płasko. I było. Potężnie płasko.
Ale "łatwo" to słowo, które dzisiaj nie miało zamiaru się pojawić.
Pierwszy przystanek: Zgorzelec.
Śniadanie zjadłem szybko, ale z takim spokojem, który pojawia się tylko wtedy,
gdy człowiek wie, że ma przed sobą długi dzień i jeszcze dłuższą drogę.
To była jazda wzdłuż zachodniej ściany kraju - centralnie pod wiatr.
Na szczęście w początkowej fazie drogi lasy robiły co mogły, chroniły, osłaniały,
czasem wręcz przytulały drogę, żeby nikt z nas nie musiał się zatrzymywać.
Jechałem, cieszyłem się, choć emocje były we mnie jakby trochę mniejsze.
Może to przez monotonię, może przez płaskość, a może przez to, że już tyle przejechałem,
że zaczynam patrzeć no te ultra inaczej.
Wiedziałem, że obiad zjem w swoim miejscu w Krośnie Odrzańskim.
I to był obiad, który napełnił moje dwa żołądki, mnóstwo zjadłem...był bogaty odżywczo,
dał mi siłę na kilka dni. Po nim człowiek jedzie dalej nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce.
Od tego miejsca do punktu kontrolnego w Kostrzynie nad Odrą było zaledwie 70 km.
Wiedziałem, że dalej dziś nie pojadę.
Bo lubię tu zostawać, bo PK obsługuje Leszek. A z Leszkiem trzeba się nagadać.
To jest obowiązek, tradycja i przyjemność w jednym.
No i hotel Bastion - ma zdecydowanie najlepsze łóżka w Polsce...
to już teraz wiecie, jak ważne dla mnie na takich ultra są wygody takie jak spanie, kąpanie się, posiłki...
że najbardziej muszę mieć tylko swoje słodycze, swoje ulubione napoje.
Wtedy te kilometry kręcą się właściwie, a i dni mijają pozytywnie.
Ostatnie 70 km - wiatr, który postanowił zostać bohaterem dnia.
te ostatnie kilometry były już jazdą pod wiatr tak silny, że zaczynałem się zastanawiać, czy
przypadkiem nie jadę w przeciwna stronę niż wszyscy inni...ale nie, ja tu się już nie potrafię zgubić.
Od jutra wiatr miał pomagać, za dwa dni wręcz pchać. Ale dziś ?
Dziś był jak strażnik, który mówił: "jeśli chcesz przejechać, pokaż, że naprawdę ci zależy".
i takie sytuacje mnie już zmieniły. Bo kiedyś denerwowałem się podczas nich mocno,
i cóż z tego, że mi natychmiast to uczucie przechodziło po zrealizowaniu celu...byłem zły w takich
chwilach i tyle, i to bardzo mocno. Nauczyłem się przez wiele lat w tym wszystkim innego zachowania...
cierpliwości, że to jest tylko kwestia czasu, że to kiedy się skończy. I się udaje.
dzisiaj za dnia nie padało, nie było zimno,
musiałem dać tylko z siebie trochę więcej,
więcej przeznaczyć czasu na drogę.
Proste, choć niełatwe.
Kostrzyn nad Odrą

Leszek przywitał mnie z zadowoleniem. Byliśmy sami, więc tematów poruszyliśmy tyle, że gdyby
ktoś nagrywał, wyszedłby z tego podcast o życiu, rowerach i wszystkim pomiędzy.
Kupiłem swoje słodycze, zjadłem wyśmienitą kolację i poszedłem do hotelu.
Kilka godzin spokoju. Kilka godzin bycia w miejscu, które lubię.
jadę sam.
Nikogo dzisiaj nie spotkałem na trasie.
Drogi tego ultra przecinają się z innymi ultra, znam je jak własną kieszeń.
Naprawdę nie potrafię się tu zgubić.
dzisiaj przejechałem 268 kilometrów z sumą przewyższeń 2000 metrów.
Robi się coraz bliżej mety....to już 2100 przejechanych kilometrów.
Stopień trudności maleje.
Ale to właśnie teraz trzeba mieć w sobie dyscyplinę.
Bo kiedy robi się łatwiej, człowiek zaczyna odpuszczać.
A ultra nie wybacza odpuszczania.
Jadę więc dalej, bo taka jest droga.
jadę dalej, bo taka jest moja natura.
jadę dalej bo meta nie przyjeżdża do ludzi - to ludzie jadą do mety.
PS...okazało się, że łatwiej w przyszłych dniach wcale nie będzie.
( mój siódmy dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Joli )
- DST 130.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 6
Niedziela, 19 lipca 2026 · dodano: 19.07.2026 | Komentarze 1
120 propel10 wigry 3
Wyjechałem ze Złotego Stoku przed trzecią w nocy - w godzinie, w której świat jest jeszcze w stanie surowym,
nieprzetworzonym, bez ludzi, bez hałasu, bez niczego co mogłoby mnie rozpraszać.
Początek dnia od razu pod górę, jakby ultra chciało mi powiedzieć: "dobrze, skoro wstałeś to teraz pokaż, że naprawdę tu należysz".
więc pokazuję.
Droga pusta, serpentyny ciche, tylko patyki trzaskają pod zwierzyną, która przebiega gdzieś po skarpach obok -
niewidoczna, ale obecna. To jest cisza, którą znam i kocham, Cisza, w której każdy dźwięk jest jak wiadomość od świata:
"jedź, wszystko jest dobrze".
Lądek Zdrój, Stronie Śląskie.
Wiem, że ktoś jedzie przede mną. Wiem, że zaraz za mną ktoś będzie jechał. Ale pierwsze godziny są moje.
Samotne, spokojne, prawdziwe.
Sienna, Idzików, Wilkanów - moje muzyczne requiem Mozarta. Kiedyś te podjazdy były dla mnie jak kara boska, dziś są jak powrót
do rodzinnego domu. Wschód słońca w Międzylesiu wygląda jak scena z filmu, w którym bohater właśnie zaczyna rozumieć, że jest na właściwej drodze. Jest tu pięknie, a nawet przepięknie...w Wilkanowie, bo znowu z tego miejsca widzę kolejne góry w które będę musiał jeszcze dzisiaj wjechać.
Międzylesie - obiecane śniadanie.
I wtedy pojawia się myśl, której nikt by nie przewidział.
Perfumy - brakujący element mojego ultra.
Po pięciu dniach ultra brakuje mi tylko...perfum.
Tak, perfum.
Bo perfumy to czystość.
Czystość to dom.
A dom to radość.
A radość to znak, że ultra już przejechałem.
kilka razy przejeżdżałem obok kogoś, kto na chodniku ładnie pachniał.
I wtedy zapominałem się na chwilę - na długość tego zapachu.
Było tak, jakby ktoś psiknął mi w duszę i powiedział: "hej, pamiętaj, że życie może pachnieć"
Brakuje mi perfum, brakuje wanny.
Ale dziś będzie i jedno i drugie.
Międzylesie
a za Międzylesiem zaczynają się podjazdy do Zieleńca. Oprócz tego zaraz za Międzylesiem pozostałe nie są trudne.
Ale jest ich mnóstwo. Sterta. Cała góra małych górek.
Pierwszy raz byłem tutaj z Lucjanem dokładnie trzynaście lat temu.
Nocą. Po wjechaniu na Zieleniec położyłem się wtedy na asfalt jak bohater...musiałem odpocząć wiele minut.
Dzisiaj odpoczywam inaczej, ale łatwo wciąż nie jest.

Widoki są piękne, droga jest piękna, tyle, że ja zaczynam chorować...efekt napojów z lodem.
Gardło mnie znowu boli, samopoczucie schodzi z roweru...kilka godzin męczarni aż do Karpacza.
Perfumy nie pomagają - bo ich nie ma, ale przecież jest coś, co mnie trzyma przy życiu...wanna w Grudzy.
Przełęcz kowarska, Karpacz - jadę dobrze, jadę mocno, jadę w tempie, robi mi się nawet zimno,
nie jest tak upalnie, ale mi jest normalnie zimno...może to przez wiatr.
Ruch samochodowy jest taki, że gdyby nie te góry to bym tu nie wjechał.
Bo nie może być tak, że ja daję z siebie wszystko, rower daje z siebie wszystko, a jakiś przypadkowy kierowca
jednym ruchem jest w stanie to wszystko popsuć.
...na szczęście po Karpaczu zdrowie wraca.
Teraz mam mniejsze górki, ale wcale nie jest łatwiej.
Bo łatwość w ultra nie istnieje.
Wanna trzyma moje pozytywne emocje,
wanna jest moją motywacją,
wanna jest moją nagrodą.
Do Grudzy wjeżdżam dokładnie o godzinie 21.
Sylwia wita mnie jak króla. Kilka rozmów i...prosto do wanny, na dodatek prosto z pokoju
schodkami w dół !! chciałbym mieć takie coś w domu :)
I to wcale nie jest koniec dnia.
286 przejechanych kilometrów to dzisiaj niby mało, ale 4400 metrów przewyższeń
w upale zmienia wszystko. Zwłaszcza, że to już szósty dzień ultra, a nie dzisiejsza wycieczka z domu.
Powinny mnie, a także Was nudzić te liczne opisywanie tego, co jest w górach.
Dziś oficjalnie, terytorialnie jest połowa Race Around Poland.
Ten, kto tu nie był powie...jest już połowa, i to ta trudniejsza, pozostała łatwiejsza, RAP jest mój -
nic bardziej mylnego. Kilka osób w całej historii nie ukończyła RAP- u będąc już w jego drogiej połowie.
Gór od jutra nie będzie, ale będzie kolejna sterta przewyższeń...najważniejsze, żeby oprócz dyscypliny
mieć nadal w sobie jeszcze więcej radości w tej właśnie części, od jutra.
upalnie już nie będzie, czekają na nas jednak potężne wiatry oraz ulewy, a także znaczny
spadek temperatury powietrza.
Jestem dumny z kolegów i koleżanek.
Z tych, którzy są przede mną.
Z tych, którzy są za mną.
Z tych, którzy wciąż jadą.
Bo nie wystarczy przyjechać na start.
Trzeba jechać.
Trzeba walczyć.
Trzeba żyć tym ultra.
( mój szósty dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Henia )
- DST 120.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 5
Sobota, 18 lipca 2026 · dodano: 18.07.2026 | Komentarze 1
120 góral ( wszystko w deszczu )....wyjechałem o północy - tak jak obiecałem sobie i światu, który o tej porze jeszcze nie ma nic
do powiedzenia. Dla mnie to nie jest za późno. To jest początek dnia, jest dokładnie pierwszy dzień lipca,
właściwy dzień, jedyny, który ma sens. I znowu Jeleśnia nocą: moje prywatne przejście graniczne
między zwykłym życiem, a ultra rzeczywistością.
Bo noce tutaj należą tylko do mnie.
Droga pusta, jakby ktoś specjalnie dla mnie ją zamknął. Kilka samochodów na sześćdziesiąt kilometrów -
statystyka, która w każdym innym kontekście byłaby absurdem, a tu jest luksusem.
Saren było więcej więcej niż ludzi, w latach ubiegłych
przebiegały mi przez drogę, a dziś ? - dzisiaj stały grzeczne przy drodze jak widownia, która przyszła tylko,
żeby zobaczyć jak jadę. Niesamowite, ale naprawdę tak się poczułem.
Ciemność była gęsta, taka, że można by ją kroić nożem, ale ja to lubię. W tej ciemności jest prawda.
W tej ciszy jest sens. Wszystko przez lasy, aż do Bielska Białej, gdzie dopiero zrobiło się widno...do Bielska w stercie podjazdów.
I jak zwykle - ta część trasy była piękna, podoba mi się. Nie "ładna". Nie "fajna". Piękna.
Koniaków, Istebna, Wisła....- góry, które nie robią na mnie wrażenia wysokościowo.
Pierwszy raz wiele lat temu tak tu zabłądziłem, że nawet jechałem przez chwilę w przeciwną stronę,
dziś to już po raz kolejny, znam tu każdy podjazd, to jest jedno wielkie moje miejsce. Oczywiście nie nudzę
się tu wcale, ta część trasy kosztem Szczyrku nie powinna być nigdy zmieniana bo tu jest więcej podjazdów oraz
miejsc które wymagają mnóstwo uwagi zwłaszcza podczas zjazdów nie tyle do samej Wisły, przed nią, co już w Istebnej - tych chwil nie lubię - za dnia bo jest tu za dużo samochodów, a nocą...bo jest za ciemno, choć nocą jest mimo wszystko łatwiej.
Góry tu są, ale ja już jestem na takim etapie, że patrzę na nie jak na starych znajomych.
mam nadzieję, że nikt nigdy ich stąd nie zabierze.
Jest już przed południe, zaczyna się kolejny upalny dzień. Przed Wisłą trzeba się trochę wysilić, ale później...później już nie.
Płasko, Za płasko. Zbyt płasko. Płasko jak naleśnik, który ktoś rozwałkował za mocno.
To nie moja bajka. Bo na płaskim wszyscy, których dotąd wyprzedziłem w górach zaczynają mnie doganiać...żartuję.
Ja się śmieję z tego. Bo to nie jest mój wyścig z nimi. Ścigam się sam z sobą, tylko sam z sobą.
Od Raciborza zaczyna się na drodze piekarnik. Wchodzę już do każdego sklepu.
Picie, picie, picie. Nic nowego, nawet nie chce mi się czekolady...AMAZING !!
Kolejny dzień, ta sama walka.
W Szonowie robię coś, co już jest moją legendą: pakuję się do sklepu z rowerem.
W oczach innych ultrasów widzę zdziwienie, może podziw, może nawet lekką zazdrość.
Idę prosto do lodówek, jakby to był mój salon. W przyzwoitej temperaturze jem posiłek w formie obiadu.
Wyglądam jak ktoś, kto znalazł sposób na życie, a to po prostu mój zaprzyjaźniony sklep znajdujący się w odległości 700 kilometrów od domu. Dobre, co nie ?

po wyjściu znów patelnia. Oczywiście.
Od tej chwili zamierzam do swojej miejscowości Głuchołazy. O tym miejscu, o swoich uczuciach napisałem już tak wiele...nic się nie zmieniło.

Dwadzieścia kilometrów przed Złotym Stokiem chmury próbują mnie postraszyć.
Trochę padało, ale drogi i tak były suche, obniżyła się też temperatura powietrza do tej normalnej.
Wjeżdżam na PK z grupą kilku osób, przy mnie znowu jest Paweł Sojecki. Ten Gość jest jak motyw przewodni mojego ultra -
pojawia się zawsze wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewam. Myślałem, że jest już grubo przede mną, a tymczasem...
w ogóle nie kontroluję gdzie kto jest, czasem spojrzę wieczorem na te przesuwające się "kropki", przed snem, przez chwilę, nigdy podczas jazdy, w czasie jej przerw. Jadę samemu nieustannie, nikt mi nie jest potrzebny, a to, że kogoś zobaczę przypadkiem, niespodziewanie, jest znacznie lepsze od tego, czego mógłbym się spodziewać.
Dzisiejszy dzień ?
Tylko do przejechania.
348 kilometrów i 3800 metrów przewyższeń.
Góry tylko w pierwszej części dnia. Za dużo płaskich asfaltów.
Za mało tego, co mnie napędza.
ale jutro będzie ciekawiej.
I ta myśl jest jak obietnica.
Zasypiam o godzinie 22, po zjedzeniu tego, co lubię.
Po prostu tego potrzebowałem, swoich napojów, swoich słodyczy.
Spałem w pokoju dwudziestoosobowym, ale byłem sam - jak król w pałacu, który
ktoś zapomniał zapełnić, z fajnymi oknami na poddaszu,
przed zaśnięciem zawsze przez nie spoglądam dokładnie na to, w co jutro wjadę...
to już moja taka mała tradycja.
Wolontariusze skakali przy każdym z nas, abyśmy mieli tu jak najlepiej.
Ktoś nawet obiecał, że sprawdzi, czy obudzę się na czas. Miłe, choć wiem,
że budzę się zawsze wtedy, kiedy chcę.
Minął piąty dzień.
Jadę w tym samym stroju, z tym samym numerem startowym, z tym samym celem.
mam te same emocje, tę samą wiarę.
Szkoda tylko, że nie ma już truskawkowego Księżyca.
Był piękny.
Ale ultra też jest piękne.
Bo wiecie co ?
To ultra mi się należy.
Za to, że od jego zakończenia, aż do samego ponownego startu każdy mój dzień jest wypełniony rowerem,
nie odpuszczam nawet przez chwilę. Za każdy podjazd, za każdą kroplę potu, za te wszystkie chwile w których jestem
całkowicie sam, za to poczucie, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być.
Złoty Stok.
Piąty dzień.
A ja jutro pojadę jeszcze dalej
( mój piąty dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Mariusza )
- DST 220.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 4
Piątek, 17 lipca 2026 · dodano: 17.07.2026 | Komentarze 1
220 propelO świcie, kiedy Czorsztyn jeszcze spał, a świat dopiero przeciągał się po nocy, ja już zjeżdżałem w dół,
jak ktoś, kto właśnie dostał prezent od życia: pustą drogę, ciszę i ten rodzaj spokoju, który pojawia się
tylko o czwartej nad ranem, To był początek dnia, który niby miał być odpoczynkiem, ale jak to zwykle bywa,
góry miały wobec mnie swoje plany.
Łapszanka - moje prywatne sanktuarium.

Po tym zjeździe i po kilkunastu kilometrach płaskiego terenu zaczęło się to, co kocham w Tatrach najbardziej.
Łapszanka. Godzinny wjazd, który dla większości ludzi jest karą, a dla mnie to jak powrót do marzeń.
Droga całkowicie pusta, świat już jasny, ale jeszcze nie obudzony.
jadę sam, bez rozmów, bez spojrzeń, bez niczyjej energii poza własną i właśnie dlatego jest idealnie.
tylko w tym miejscu nie pomyślałem o tym, jak bardzo za Tobą tęsknię.
Na szczycie siadam jak król na tronie.

Tatry przede mną wyglądają tak, jakby ktoś je specjalnie tak ustawił,
żebym miał jak najlepszy widok. Przez pół godziny nie robię tu nic -
i to jest najpiękniejsza część RAP- u.
Patrzę, oddycham. Zapominam, że mam dom, myśli, sprawy do załatwienia,
sprawy do pogodzenia. Zapominam o wszystkim...nawet o tym, jak bardzo za Toba tęsknię.
Gdyby ktoś wtedy podszedł do mnie i powiedział, że świat się kończy to pewnie bym tylko skinął głową mówiąc:
"spoko, daj mi tylko jeszcze pięć minut".
a potem ?
Potem 100 km w wersji góra - dół.
Potem zaczyna się festiwal podjazdów i zjazdów. Sto kilometrów sinusoidy.
Ale wiecie co ? Właśnie w tym jest magia ultra - że nawet monotonia potrafi być piękna, jeśli jest twoja.
a potem ? potem wyśmienite śniadanko na Głodówce i...zaczynają się zjazdy marzeń.
Z Zakopanego do Czarnego Dunajca, a później aż do Jabłonki.
Droga jak z bajki, tylko bajka w wersji "upalne piekło".
Gotuję się jak pierogi na Wigilię, ale jakoś mi to znowu aż tak nie przeszkadza.
Wchodzę do sklepów z klimatyzacją, jak do Świątyń chłodu, stoję chwilę, wracam na rower i jadę dalej, jakby nic się nie działo.
W drodze na Zawoję widzę Pawełka ( Sojeckiego ) wychodzącego z rzeki. Dosłownie.
Jakby był jakimś wodnikiem, który postanowił wziąć udział w ultra.
ja się gotuję, on się chłodzi - równowaga w przyrodzie zachowana.
Pawełek szybko wsiada na rowerek i próbuje mnie gonić.
Ale Zawoja ma swoje zasady: siedem kilometrowy podjazd, który nie wybacza. Nie dogonił mnie.
Później to zrobił bo ...już na dole zatrzymałem się na obiad w swoim miejscu.
( ale i tak by to zrobił ).
Obiad bogaty odżywczo bo ultra to nie tylko jazda, to też logistyka żołądkowa.
do punktu kontrolnego w Jeleśni mam jeszcze zaledwie półtorej godziny jazdy, a to
przecież dopiero południe. O 16- tej loguję się na miejscu, a tam....znowu Andrzej Seta :).
Andrzej wita mnie oczywiście jak VIP-a. Hotel, restauracja, sklep - wszystko w promieniu kilkunastu kroków -
dlatego ten punkt uważam za najlepszy. Wszędzie chodzę boso. Jem, wynoszę swoje rzeczy ze sklepu i
udaję się do wspaniałego luksusowego pokoju za FREE.
I postanawiam, jak zawsze, że zostaję tam już do końca dnia.
Bo to miejsce to SPA dla zmęczonych utra- ludzi.
Nie mam zamiaru dziś jechać dalej. I słusznie.
Drugi obiad, sterta łakoci, napoje, rozmowy z kolegami, a potem wygodny pokój.
Plan prosty: spać do 23, wyjechać o północy. Idealnie.
ale coś było wcześniej ? Niesłychane.
Zasypiam o godzinie 19. Nago, bo pokój gorący, jak sauna.
Budzę się po dwóch godzinach i...jestem cały mokry. Nie "trochę spocony".
ja i całe łóżko z pościelą wygląda tak, jak wyciągnięte z basenu.
Kołdra mokra, prześcieradło mokre, poduszka mokra.
Gdyby ktoś tu wszedł, zapytałby: "kto tu wylał wodę ?"
wchodzę od razu pod prysznic. Zimna woda leci, a ja kontroluję jej strumień, jak
mistrz ceremonii. Schładzam się, wracam do żywych. Zasypiam ponownie.
Nigdy czegoś takiego wcześniej nie doświadczyłem.
Budzik dzwoni o 23- ciej.
Wstaję, jak świeżo po urlopie, a nie po czterech dniach ultra.
I akurat zaczyna się mecz mojej Francji ze Szwecją. Oglądam pierwszą połowę,
bramki strzela tylko Francja, więc jest wspaniale.
I tak kończy się czwarty dzień ultra - dzień odpoczynku, choć emocji miałem tyle, że można
by nimi obdzielić kilka osób.
Dziś przejechałem zaledwie 216 kilometrów, ale za to wyszło ponad 3000 metrów przewyższeń.
Mój numer startowy to 1973.
Bardzo za Tobą tęsknię...
( mój czwarty dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Ciebie )
- DST 100.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 3
Czwartek, 16 lipca 2026 · dodano: 16.07.2026 | Komentarze 1
85 propel11 wigry 3
4 advanced
Liszna - Majdan - Komańcza - Dukla - sterta gór - Uście Gorlickie - sterta gór - Piwniczna Zdrój - Przysietnica - przełęcz knurowska - Czorsztyn
Wyjeżdżam z Lisznej o czwartej nad ranem. Trzeci dzień ultra, a ja nadal jestem w górach -
jakby to był mój naturalny habitat, jakby rower sam wiedział, gdzie skręcić, zanim ja o tym pomyślę.
Tu nie da się zgubić, zagubić, czy pomylić trasę. Po prostu się nie da.
O tej porze wszystko jest inne niż w pozostałej Polsce: cisza ma inną gęstość, światło ma inną barwę, a drogi
wyglądają jak świeżo wyprasowane...specjalnie dla mnie. Krótkie, ale wymagające podjazdy, natomiast zjazdy dłuższe,
ale mniej strome i tak...ze 150 razy zmiennie na godzinę, w totalnym pustkowiu. Dopiero po trzech godzinach pojawia się
jakiś ruch samochodów, choć i tak nieznaczny. Coś wspaniałego...z tymi podjazdami i zjazdami oczywiście.
jest ich naprawdę mnóstwo.
Te samochody, ten ruch budzą niejako we mnie początek kolejnego dnia emocji.
Wiem już od samego początku dzisiaj, że z dobrego śniadania będą dzisiaj nici.
Za wcześnie, za pusto, wszystkie miejsca moje będą po prostu zamknięte.
Ale obiad ? Obiad to pewnik. Uście Gorlickie, punkt południe, restauracja otwierana dokładnie o 12.
To jest mój rytuał, mój zegar biologiczny, moja gwarancja, że choćby cały świat się spóźnił,
to kucharz w Uściu otworzy drzwi punktualnie.
Góry są wspaniałe, ale upał...cóż, upał zaczyna mieć swoją osobowość.
Radzę sobie, oczywiście, ale to już trzeci dzień i zaczynam odbieram go inaczej.
Nadal żadnej czekolady, żadnych słodyczy - tylko picie.
W sklepach już nie wybieram tego, co lubię, bo zwyczajnie nie zawsze mam wybór.
W restauracji zamówiłem oranżady...białą i czerwoną z lodem. To był błąd, ale świadomy błąd.
Błąd, którego nie mogłem uniknąć. Potrzebowałem tego zimna nawet z ryzykiem zachorowania
bo inaczej męczyłbym się w inny sposób, psychicznie i emocjonalnie, a wolałem...ciałem.
Oczywiście zapłaciłem za to wieczorem - gardło bolało, dyskomfort się wkradł, ale dzień trwał dalej, a ja jechałem.
Dziś wyjechałem 4000 metrów przewyższeń przy zaledwie 315 kilometrach.
Sklepów na trasie jak na lekarstwo. Ludzi na trasie niewielu...więc niemal cały dzień to samotność.
Ale taka dobra, taka moja.
Piwniczna jest piękna, choć płaska i nie wymagająca, a od niej zaczyna się odcinek, którego nie lubię.
Jestem tu na RAP- ie po raz szósty i chyba dopiero po raz pierwszy o tym piszę, pierwszy raz zdradzam swoją o tym tajemnicę.
Przysietnica.

Z tym regionem robię sobie zdjęcia i jestem dumny z tego, że tu jestem, że to przejeżdżam, że wjeżdżam w to z uśmiechem...
ale w rzeczywistości nienawidzę tego miejsca. Jest tu mega górzyście, tylko chyba ze trzy razy przejechałem to bez zatrzymania...
jest tu naprawdę wymagająco, trudno nawet na suchej nawierzchni, a co dopiero w deszczu.
I nie mam na myśli tych podjazdów oczywiście - te są w porządku, te są uczciwe. Nie lubię zjazdów. Są dla mnie niebezpieczne.
Tak jak dziś staram się sobie tłumaczyć to w taki sposób, że jest sucho, że mam nie narzekać, że w deszczu to była przecież tragedia...
ale mimo to ciągle jestem podczas jazdy w dół mocno spięty i ta wielominutowa jazda na pulsacyjnym hamowaniu,
którego przecież w żaden sposób nie mogę ani uszkodzić, ani skończyć.... w tym czasie każda część mojego ciała jest mocno napięta.
W tych miejscach nie da się myśleć o życiu codziennym....tylko o końcu tej drogi, o tym, kiedy to się wreszcie skończy.
Po tym wszystkim jest zupełnie odmiennie, przepięknie. Bo odtąd właśnie zaczyna się jazda non stop pod górę -
przed, a potem na przełęczy knurowskiej. Jak odbieram ten wielokilometrowy, bardzo długi odcinek jazdy...to nic innego, jak
weekendowy pobyt w hotelu Bristol: luksus, luksus, który pięknieje z każdym kilometrem, co kilka kilometrów jest co raz bardziej pod górę, a potem jeszcze bardziej. Procent nachylenia rośnie powoli, a jednak ciągle, ciągle pod górę, aż prawie do samego Czorsztyna, gdzie jest meta
jednej czwartej dystansu.
Sześć kilometrów przed punktem kontrolnym mam swoje miejsce na kolację z centralnym widokiem na Tatry.
To już trzy dni, ponad 900 kilometrów.
I wiecie co ?
Nadal można być tylko normalnie zmęczonym. Nie wolno mieć kontuzji.
Trzeba odpocząć bez emocji, z wyczyszczoną głową. Bo jutro będzie jeszcze więcej górskich emocji,
a potem jeszcze więcej i więcej.
Śpię w karczmie, w pokoju zamówionym przez Kuriera, który już nie jedzie w tym ultra. Wielka szkoda.
Bardzo wielka dla mnie. Tacy ludzie jak Jarek powinni być na tej trasie zawsze.
Ja Trwam w tym wszystkim. Istnieję.
Rower ma wszystko nowe, więc nie patrzę na niego z obawą. Sam czuję się wyśmienicie.
Nie jest jednak idealnie - to gorąco nawet mnie zaczyna denerwować, ale tak na granicy
bo w zamian za deszcz przecież mógłbym go wziąć jeszcze więcej :)
Radzę sobie z piciem, dwa bidony 0,7 litra w zupełności mi wystarczą. Staram się nie mieć ich
ciągle pełnych, żeby rower nie był cięższy. To są małe strategie, które robią różnice.
Mam już mnóstwo gór, A będzie ich jeszcze więcej.
Kończy się dzisiejszy dzień i...i wtedy pojawia się on - mój Księżyc.
Kolejna truskawkowa pełnia. Jest. Jakby czekał na mnie, jakby wiedział,
że nadal jadę... dosłownie jakieś dwa kilometry przed metą dzisiejszego dnia.
Zdążył, dla mnie, nie zawiódł, pokazał się w ostatnim idealnym momencie.
Na ostatnim wymagającym podjeździe...bo jest stromo pod górę, a w dodatku
w całym sobie za koszulkami mam stertę pochowanych swoich ulubionych napojów i łakoci,
i wyglądam przez to na sporo za grubo :)...na tym ostatnim podjeździe przed Czorsztynem
mijam parę obejmującą się na drodze, stojących tyłem do mnie w kierunku właśnie Księżyca.
Nie patrzą na siebie. Patrzą na Księżyc.
jadę tak wolno, że mogę spokojnie powiedzieć: "Wspaniały, prawda ? ".
Uśmiechają się. A ja jadę dalej nie zatrzymując się.
...a po godzinie już śpię.
A w tym wszystkim - w górach, w tym upale, w ciszy poranków i
w tej przepięknej truskawkowej pełni - jest jeszcze coś, czego nie widać na żadnym zdjęciu z trasy.
Coś, co jedzie ze mną, choć nie ma numeru startowego.
To ludzie.
Ci, którzy piszą do mnie codziennie, wysyłają słowa wsparcia, czasem długie, czasem krótkie.
Ci, którzy nie piszą nic, ale ja i tak czuję ich obecność.
Ci, którzy śledzą każdy mój kilometr, tą kropkę nr 1973, nawet jeśli nie mówią tego głośno.
Ci, którzy wierzą we mnie tak samo, jak ja w siebie po trzecim dniu w upale.
I choć często nie odpisuję - bo ciągle jadę, bo walczę, bo jestem w środku czegoś większego niż ja sam -
oni nie myślą przez to inaczej, nie obrażają się, nie znikają, nie przestają kibicować.
Ja to czuję.
Czuję całym sobą.
Czuję w nogach, które pedałują dalej.
Czuję w głowie, która czasem chce odpocząć.
Czuję w sercu, które bije szybciej w takich chwilach.
Aż wreszcie czuję w każdym momencie, kiedy patrzę na Księżyc i wiem, że nie jestem sam.
i może właśnie dlatego jadę dalej.
Bo wiem, że ktoś tam, gdzieś, w ciszy swojego dnia trzyma za mnie kciuki.
( mój trzeci dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Sławka )
- DST 110.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 2
Środa, 15 lipca 2026 · dodano: 15.07.2026 | Komentarze 4
90 propel20 wigry 3
...Dorohusk - Hrubieszów - Mircze - Tomaszów Lubelski - Medyka - Przemyśl - Arłamów - Ustrzyki Dolne - Ustrzyki Górne - Cisna - Liszna
Każdy dzień zaczyna się o północy...więc jadę dalej.
Truskawkowa pełnia Księżyca nada wisi nade mną, jak pieczęć, jak obietnica, że te ultra
znowu będzie moje po raz szósty.
Nie w sensie zwycięstwa - bo talentu do pedałowania mam tyle, co komar do śpiewania opery -
ale w sensie pracy, miłości, pasji, konsekwencji i cierpliwości jestem ...prawie na górnej półce.
Jestem dzisiaj dokładnie tu, gdzie powinienem rowerowo być.
od północy jadę sam. Samemu, ale nie samotnie - bo przecież te drogi
znam, jak własne myśli. Hrubieszów, Kryłów, Mircze, wszystkie zakręty, wszystkie wioski, drzewa...
zabawne, ale za dnia byłem tu może ze trzy razy tylko...:)
Zawsze mimo to wjeżdżam w te miejsca z pasją, jakby to były miejsca, które mnie wychowały.
I może trochę wychowały.
Do Mircze dotarłem około czwartej nad ranem. Wchodzę na salę, a tam Andrzej Seta krzyknął:
"Uwaga, bo wchodzi elita"...no proszę, człowiek ledwo stoi, a tu takie powitanie. Miło.
Na sali część ultrasów jadła, część odpoczywała, a część już pojechała dalej.
Ja zostałem - przed górami muszę być wypoczęty, muszę wyczyścić swój garnitur,
muszę być piękny, wspaniały...okazały.
co pierwsze zobaczyłem na sali ? - lodówkę ze szklanymi drzwiami, lodówkę pełną arbuzów.
Nie zastanawiałem się ani sekundy. Mogły być tam steki, lasagne, sushi, a ja i tak
rzuciłbym się na arbuza. To był mój święty owoc tej nocy.
Wspaniałej nocy...spałem trzy godziny na łóżku polowym, przykryty, ale nago, całe swoje opakowanie położyłem na podłodze obok.
Na dworze było już widno, ale ja spałem w ciemnościach bo okna były zasłonięte tak szczelnie, że nawet promień słońca nie miał prawa wejść, wejść do sali pełnej ultrasów.
Trzy godziny wystarczyły. Obudziłem się jak nowy człowiek - albo przynajmniej, jak ktoś,
kto udaje, że jest nowy.
Ruszyłem w drogę z samego rana. Pierwszy sms od kolegi brzmiał, że to będzie najgorętszy dzień ze wszystkich.
Dobrze, bardzo dobrze. W upale siły się wyrównują - każdy cierpi tak samo, każdy pije tak samo, każdy marzy o cieniu
w identyczny sposób. Jechałem, tak jak inni...wprost w żar, doganiałem ludzi, ktoś mnie wyprzedzał,
dziś ruch był i to spory, jak na Marszałkowskiej w Warszawie.
Sklepy odwiedzaliśmy pewnie wszystkie na trasie - jak pielgrzymi w drodze do świętego
napoju izotonicznego.
Śniadania nie zjadłem, ale obiad w Przemyślu...o tak. Bogate dwa dania, a na deser...
nie zgadniecie, przyniesiono mi niemal całego arbuza, w gratisie, dla stałego klienta.
Klimatyzacja w restauracji działała jak błogosławieństwo.
O godzinie 14 jadłem, o 15 już wyjechałem z Przemyśla
będąc w drodze na Arłamów...jak ja kocham te miejsca.
Tu też mógłbym mieszkać, ale nie na stałe...gdybym był tu codziennie to pewnie bym
w jakiś sposób zatracił swoją miłość do tych miejsc...nie lubię tylko gdy tu pada bo
jest wtedy dla mnie niebezpiecznie, ale dziś nie mogło się to wydarzyć...totalny upał.
Coś pięknego.
Arłamów

potem Ustrzyki Dolne, Górne...w Dolnych Ustrzykach dojechał do mnie Andrzej Tercjak,
ale całość jechałem sam. Bo to wszystko też jest moje, ja muszę tu jechać samemu, tylko wtedy potrafię
oddać się temu wszystkiego, tylko wtedy jestem w stanie skupić się na tym krajobrazie, tylko wtedy jestem w stanie
nie przeoczyć tutaj niczego, co warte jest zobaczenia, poczucia...w Lutowiskach nie zatrzymałem się...to
w tym miejscu widać największe i najszersze Bieszczady, zjechałem od razu w dół, czas się kończył.
Chciałem dojechać do kolejnego punktu kontrolnego jeszcze przed godziną 23...który po raz pierwszy
jest w Lisznej. Co rok drugi PK znajduje się na trasie coraz dalej. Ten był najdalej.
Na trasie piłem mnóstwo zimnych napojów. Zero czekolad, zero słodyczy. Tylko picie.
Potężne ciepło nie zrobiło mimo wszystko na mnie żadnego wrażenia.
Nie rozebrałem się, nie zmieniałem stroju.
Jadę nadal tak samo ubrany jak na starcie.
a rower pracuje jak marzenie.
W Ustrzykach Górnych było cicho, pusto, był późny wieczór.
Dziwne uczucie - zwykle kończę tu większość swoich ultra, a teraz przede mną jeszcze jakieś 3000 km,
i to przez góry. Cudowne uczucie...minuta odpoczynku, spojrzenie na to wspaniałe miejsce i...rozpoczynam wjazd na dach Bieszczad.
Przed Cisną powietrze było pełne jakichś przeróżnych owadów, much, komarów. Jakby ktoś zrobił festiwal
latających stworzeń. Trudne ? oczywiście. Ale najważniejsze, że tam byłem...przed ostatnią serpentyną do Cisnej
nad górami znowu pokazał mi się Księżyc w truskawkowej pełni...nic nie mogło wlać we mnie w tej chwili
lepszych emocji...szkoda tylko, że dopiero następnego dnia dowiedziałem się o tym, że mój przejazd w Cisnej widział za pomocą
ogólnodostępnych kamer internetowych kolega BUS...wieloletni kibic mojego rowerowania. Widział mnie gdy przejeżdżałem przez tą miejscowość.
Po kilku minutach od Cisnej zalogowałem się na punkcie kontrolnym w miejscowości Liszna.
dzisiejszego dnia przejechałem aż 390 kilometrów z sumą 3100 metrów przewyższeń.
Cóż mogę jeszcze napisać ?
To jest moje ultra.
Moje góry.
Moje drogi.
Moja pełnia.
Góry na tak wczesnym etapie ultra są jak prezent.
Mogłyby być już do samego końca.
( mój drugi dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla BUS'a )
- DST 102.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RAP - wspomnienia dzień 1
Wtorek, 14 lipca 2026 · dodano: 14.07.2026 | Komentarze 1
80 propel22 wigry 3
WARSZAWA ROYAL WILANÓW
przyjechałem tutaj z hotelu dziś 27 czerwca 2026 roku, po godzinie 11.
Od razu kieruję się do głównej hali...wyłącznie z plecakiem z naklejką META, który tu chcę pozostawić.
Gdy wchodziłem do sali to niemal natychmiast wśród kilku wolontariuszy wprowadziłem popłoch...
myślano bowiem, że wchodzę z dwunastoma przepakami, a te można było
zdać wyłącznie do godziny 10.00....spokojnie, mój uśmiech na twarzy dawał mi pewność, że wszystko
jest w porządku. Nie przekazuję ani jednego przepaku na trasę...potrzebuję bowiem wszystkie naklejki
do wyklejenia ściany w piwnicy. Tak.
potem odprawa techniczna roweru. Giant zdał w pełni egzamin, pobranie trucka i...

na krzesełku siedziałem sobie obserwując sobie w upale to, co się dzieje przy mnie.
A obok mnie było mnóstwo starych i nowych ultrasów...rozmowy pełne luzu, żartów,
sympatii. Coś wspaniałego siedzieć sobie w takiej właśnie atmosferze.
Godzina 12.00
Stoję jako pierwszy na głównej scenie przedstawiany przez Adama Probosza.
Po kilkunastu słowach na scenie przy mnie pojawiają się między innymi tacy ultrasi
jak Jarosław Kędziorek, Andrzej Tercjak, czy Paweł Sojecki....Oni są mi najbliżsi.
Po upływie około pół godziny ulicami Warszawy wszyscy kierujemy się na start ostry w Obórkach,
odległych o 9 km, skąd wystartuję dokładnie o godzinie 13.00.
To już moje szóste Race Around Poland...nigdy dotąd nie startowałem o tak później porze.
Nadmieniam, że jako jedyny na świecie uczestniczyłem i zaliczyłem w limicie wszystkie
dotychczasowe edycje, co zostało pięknie wspomniane na wczorajszej odprawie technicznej,
w której udział wzięli niemal wszyscy zawodnicy.
Rower szosowy GIANT advanced. To mój rower.
Ubrany jestem w koszulkę BRUBECK'a z długimi rękawami.
Na sobie mam ponadto założone dwie koszulki z logo RAP, obie z krótkimi rękawkami oraz krótkie spodenki.
Na głowie ponadto mam letni komin pod kaskiem, a na dłoniach rękawiczki bez palców.
Plus okulary RUDY przeciwsłoneczne. Buty Shimano błękitne bez ochraniaczy oczywiście.
Tak ubrany stoję na starcie.
Ze sobą mam ponadto jeszcze jeden letni komin oraz dwa jesienne, a także parę
jesiennych rękawiczek z palcami, nogawki oraz kurtkę przeciwwiatrową.
To wszystko wraz z kablami, lekami i innymi wynalazkami mam pochowane w kieszonkach.
Rower posiada małą sakwę podsiodłową w której ma wszystkie rzeczy potrzebne tylko dla siebie.
Czyli, jak zwykle, pełny minimalizm. Tak właśnie jeżdżę pod domem.
Zainwestowałem również wyjątkowo w dwa bidony o pojemności 0,7 l. każdy.
Wyłącznie z uwagi na temperaturę...w słońcu, w dniu startu, a zwłaszcza w dniach następnych było pewnie nawet 50 stopni Celsjusza.
To nie był zwykły start. To był rytuał.
Moment, na który czekałem rok - jak powrót do miejsca, które zna moje Imię,
Moje zmęczenie, Moją radość i Moje sekrety.
Upał uderzył już we mnie na starcie, taki gęsty, że aż drżało powietrze.
A ja w koszulce z długim rękawem, jakbym chciał sprawdzić, czy naprawdę jestem gotów na wszystko.
Nie zdejmuję jej ani na moment...będę jej potrzebował na pozostałe zimniejsze dni.
Dlatego zaczynam w niej ultra - w pełnej akceptacji tego, co przyjdzie.
Wyruszam SOLO BEZ WSPARCIA, na KRÓLEWSKI dystans 3600 km
w limicie 12 DNI.
i w tej samotności jest coś czystego, coś Mojego.
Czuję szczęście, takie prawdziwe, niepodrabiane.
Jestem tu o tej porze, dokładnie wtedy, kiedy miałem być.
To jest mój czas. To jest mój Świat. To jest moje Królewskie ultra -
najdłuższe w Polsce, a przez to najpiękniejsze.
150 km.
pierwszy punkt kontrolny w Czemiernikach.
Wchodzę do fontanny na głównym placu, jak zawsze.
Nie rozbieram się. Gotuję się w tej koszulce, ale to jest właśnie część mojej historii,
część mojego stylu, część mojej wolności.
Wszystko dla tego, aby być w taki właśnie sposób zapamiętany, kiedy to wszystko się skończy.
Woda chłodzi tylko pozornie bo ja i tak już jestem rozgrzany emocjami.
To nic na mnie nie robi. To jest mój świat, który biorę na siebie w całości -
na skórę, której nie smaruję żadnym kremem, bo nie potrzebuję żadnych barier
między mną, a ciałem.
Picie kontroluję bardziej niż cokolwiek innego.
Wiem, ze napojów wystarczy mi na cały dzień. Wiem, że ciało mnie nie zawiedzie.
To nie zwalnia mnie z tego, że jestem oczywiście całkowicie skupiony na tym co robię,
wiem, że to wszystko będzie znowu moje, ale wiem też, że do ostatniego dnia
muszę być posłuszny temu wszystkiemu co wyjedzie mi na przeciw.
Po prostu ukłonię się temu wszystkiemu i wjadę w to wszystko całym sobą....taki mam właśnie plan.
Po Czemiernikach robi się już wieczór. Nadal jadę sam.
Nikogo nie doganiam. Nikt mnie nie wyprzedza.
I to jest piękne. Bo ta samotność nie jest pustką - ona jest przestrzenią,
w której mogę oddychać, więc czuję sobą tych wszystkich zawodników, tych przede mną, i tych za mną.
...ale ja muszę jechać bez żadnych świadków.
każdy kilometr jest rozmową między mną, a drogą.
Do północy dojeżdżam do Dorohuska z wynikiem 285 przejechanych kilometrów.

Czuję się bardzo dobrze, nic mnie nie boli, normalnie jestem zmęczony.
Ciemno. Pusto. Cicho. Idealnie.
To jest moje miejsce.
Moje małe marzenie o przyszłości.
Dorohusk. Miasto w którym chciałbym kiedyś zamieszkać.
Nie dlatego, że jest niewielkie. Ale dlatego, że jest moje.
Bo tu mam wspomnienia, których nie oddam nikomu,
o których nikomu nie opowiem.
I dobrze, że tak jest. Każde ultra ma swoje tajemnice.
A moje w tym ultra są tutaj.
Noc jest gorąca, jakby dzień nie chciał się skończyć.
Jadę w totalnych ciemnościach, na totalnym pustkowiu,
tylko kiedyś bardzo się bałem tych okolic o tej porze....a teraz mogę się
zatrzymać, usiąść na środku drogi, zamknąć oczy i nie robić nic, dosłownie.
Z uśmiechem na twarzy.
Nie czuję strachu, czuję blask...blask truskawkowego Księżyca, który towarzyszy mi
jak wierny przyjaciel odkąd zaszło Słońce, raz z lewej, raz z prawej strony, tak, jakby pilnował mojej drogi,
jakby mówił do mnie: "jedź Robert, jestem tu".

W pewnym momencie czuję, że ten Księżyc to nie tylko światło.
Ten Księżyc to ja.
To moje ultra.
Moje emocje.
Moje życie na dwóch kółkach.
mija północ, kończy się dzień, a ja się nie zatrzymam tylko pojadę dalej.
Dalej w upale, w koszulce z długim rękawem,
w samotności, która jest pełna,
za Dorohuskiem, który jest moim cichym marzeniem,
w nocy, która nie chłodzi,
w blasku truskawkowego Księżyca, który jedzie ze mną.
A nawet prowadzi.
( mój pierwszy dzień królewskiego ultra...z dedykacją dla Beaty )
- DST 104.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
to właśnie jest KOSMOS, mój KOSMOS
Poniedziałek, 13 lipca 2026 · dodano: 13.07.2026 | Komentarze 0
70 propel34 wigry 3
stan na dzień 30 czerwca 2026
W Kosmosie przejechałem już 687 tysięcy 066 kilometrów
wszystkie moje rowery mają przejechane 727 tysięcy 377 kilometrów
rowery:
1) szosowy GIANT tcr ma 200 tysięcy !! - 27,5%
2) szosowy WHEELER route ma 200 tysięcy !! - 27,5%
3) górski GIANT terrago ma 170 tysięcy 150 km - 23,4%
4) szosowy GIANT advanced ma 83 tysiące 139 km - 11,4%
5) szosowy GIANT propel ma 35 tysięcy 103 km - 4,8%
6) górski GIANT anthem ma 16 tysięcy 641 km - 2,3%
7) kultowe WIGRY 3 ma 14 tysięcy 293 km - 2,0%
8) pierwszy GIANT Chicago 6 tysięcy 226 km - 0,9%
9) miejski NEXTBIKE ma 1 tysiąc 825 km - 0,2%
dni tygodnia:
1) SOBOTA: 119.394 km- 17,4%
2) NIEDZIELA: 112.574 km- 16,4%
3) poniedziałek: 94.862 km- 13,8%
4) środa: 91.080 km- 13,3%
5) wtorek: 90.998 km - 13,2%
6) czwartek: 89.376 km- 13,0%
7) piątek: 88.782 km- 12,9%
miesiące:
1) MAJ: 66.382 km - 9,7%
2) CZERWIEC: 65.599 - 9,6%
3) sierpień: 65.349 km - 9,5%
4) marzec: 63.920 km - 9,3%
5) kwiecień: 60.670 km - 8,8 %
6) październik: 59.947 km - 8,7%
7) lipiec: 58.977 km - 8,6%
8) wrzesień: 53.517 km - 7,8%
9) listopad: 51.829 km - 7,5%
10) luty: 48.904 km - 7,1%
11) styczeń: 48.876 km - 7,1%
12) grudzień: 43.096 km - 6,3%
pory roku:
1) WIOSNA: 190.969 km - 27,8%
2) LATO: 189.928 km - 27,6%
3) jesień: 165.293 km- 24,1%
4) zima: 140.876 km- 20,5%
konstelacja gwiazd 3782- 3864- 5486- 6080
asteryzm 6820
obszar nieba 17712
orbita 30612
1 miejsce) 2016 czerwiec - 10000 km
2 miejsce) 2018 listopad - 6224 km
3 miejsce) 2015 maj - 6032 km
4 miejsce) 2024 lipiec - 5700 km
5 miejsce) 2024 maj - 5634 km
6 miejsce) 2025 sierpień - 5608 km
7 miejsce) 2023 lipiec - 5536 km
8 miejsce) 2017 sierpień - 5533 km
9 miejsce) 2018 kwiecień - 5528 km
10 miejsce) 2018 październik - 5448 km
11) 2024 grudzień - 5410 km
12) 2018 maj - 5409 km
13) 2020 październik - 5332 km
14) 2021 sierpień - 5329 km
15) 2025 lipiec - 5264 km
16) 2023 grudzień - 5216 km
17) 2020 kwiecień - 5215 km
18) 2019 czerwiec - 5205 km
19) 2024 marzec - 5200 km
20) 2023 październik - 5116 km
21) 2019 maj - 5115 km
22) 2014 maj - 5114 km
23) 2018 marzec - 5040 km
24) 2025 styczeń - 5036 km
25) 2020 maj - 5031 km
26) 2024 sierpień - 5001 km
27) 2014 czerwiec - 5000 km
28) 2019 kwiecień - 4962 km
29) 2017 lipiec - 4936 km
30) 2020 marzec - 4905 km
31) 2017 październik - 4875 km
32) 2014 listopad - 4835 km
33) 2018 wrzesień - 4831 km
34) 2021 czerwiec - 4709 km
35) 2018 sierpień - 4707 km
36) 2019 marzec - 4695 km
37) 2017 marzec - 4666 km
38) 2022 lipiec - 4623 km
39) 2015 październik - 4584 km
40) 2024 kwiecień - 4577 km
41) 2014 marzec - 4566 km
42) 2026 maj - 4555 km
43) 2015 czerwiec - 4520 km
44) 2026 kwiecień - 4519 km
45) 2017 styczeń - 4515 km
46) 2023 sierpień - 4505 km
47) 2024 luty - 4501 km
48) 2016 marzec - 4500 km
49) 2026 czerwiec - 4458 km
50) 2023 kwiecień - 4431 km
51) 2026 marzec - 4426 km
52) 2015 sierpień - 4402 km
53) 2014 październik - 4400 km
54) 2020 czerwiec - 4389 km
55) 2014 wrzesień - 4368 km
56) 2019 sierpień - 4329 km
57) 2025 maj - 4300 km
58) 2018 czerwiec - 4295 km
59) 2014 kwiecień - 4280 km
60) 2025 grudzień - 4261 km
61) 2017 luty - 4247 km
62) 2024 styczeń - 4238 km
63) 2014 sierpień - 4217 km
64) 2015 lipiec - 4213 km
65) 2025 październik - 4200 km
66) 2020 sierpień - 4186 km
67) 2012 maj - 4175 km
68) 2025 kwiecień - 4143 km
69) 2013 sierpień - 4142 km
70) 2014 lipiec - 4101 km
71) 2024 wrzesień - 4100 km
72) 2020 listopad - 4097 km
73) 2015 marzec - 4095 km
74) 2020 lipiec - 4088 km
75) 2016 luty - 4074 km
76) 2017 listopad - 4069 km
77) 2020 grudzień - 4047 km
78) 2025 czerwiec - 4043 km
79) 2018 luty - 4029 km
80) 2012 lipiec - 4026 km
81) 2012 czerwiec - 4018 km
82) 2018 styczeń - 4015 km
83) 2011 wrzesień - 4005 km
84) 2025 listopad - 4003 km
85) 2023 kwiecień - 4002 km
86) 2023 listopad - 4001 km
87) 2021 maj - 4000 km
88) 2016 kwiecień - 3965 km
89) 2016 maj - 3894 km
90) 2020 wrzesień - 3891 km
91) 2012 październik - 3845 km
92) 2016 grudzień - 3833 km
93) 2015 wrzesień - 3805 km
94) 2021 lipiec - 3745 km
95) 2012 kwiecień - 3739 km
96) 2013 maj - 3731 km
97) 2017 grudzień - 3727 km
98) 2019 lipiec - 3714 km
99) 2023 wrzesień - 3665 km
100) 2011 czerwiec - 3660 km
101) 2016 styczeń - 3642 km
102) 2021 kwiecień - 3640 km
103) 2025 marzec - 3636 km
104) 2025 wrzesień - 3606 km
105) 2017 wrzesień - 3593 km
106) 2014 luty - 3554 km
107) 2024 październik - 3547 km
108) 2022 marzec - 3530 km
109) 2016 sierpień - 3520 km
110) 2015 listopad - 3501 km
111) 2012 sierpień - 3500 km
112) 2013 październik - 3467 km
113) 2012 wrzesień - 3453 km
114) 2019 wrzesień - 3422 km
115) 2026 luty - 3416 km
116) 2015 grudzień - 3319 km
117) 2019 luty - 3301 km
118) 2014 styczeń - 3300 km
119) 2011 lipiec - 3241 km
120) 2011 sierpień - 3239 km
121) 2011 maj - 3230 km
122) 2011 kwiecień - 3216 km
123) 2011 październik - 3205 km
124) 2024 listopad - 3200 km
125) 2022 wrzesień - 3195 km
126) 2021 marzec - 3193 km
127) 2019 październik - 3166 km
128) 2015 styczeń - 3163 km
129) 2022 sierpień - 3131 km
130) 2025 luty - 3100 km
131) 2012 marzec - 3084 km
132) 2015 luty - 3067 km
133) 2021 listopad - 3049 km
134) 2020 luty - 3048 km
135) 2023 marzec - 3030 km
136) 2016 listopad - 3029 km
137) 2021 październik - 3017 km
138) 2015 kwiecień - 3010 km
139) 2022 luty - 3009 km
140) 2024 czerwiec - 3004 km
141) 2023 styczeń - 3002 km
142) 2016 październik - 3000 km
143) 2013 kwiecień - 3000 km
144) 2012 listopad - 2900 km
145) 2022 styczeń - 2864 km
146) 2017 czerwiec - 2839 km
147) 2013 czerwiec - 2830 km
148) 2020 styczeń - 2800 km
149) 2011 marzec - 2764 km
150) 2022 październik - 2745 km
151) 2021 wrzesień - 2739 km
152) 2026 styczeń - 2670 km
153) 2021 grudzień - 2602 km
154) 2013 marzec - 2590 km
155) 2012 styczeń - 2577 km
156) 2016 wrzesień - 2576 km
157) 2022 listopad - 2500 km
158) 2011 listopad - 2470 km
159) 2012 luty - 2457 km
160) 2022 kwiecień - 2445 km
161) 2013 lipiec - 2427 km
162) 2019 styczeń - 2318 km
163) 2012 grudzień - 2302 km
164) 2013 wrzesień - 2268 km
165) 2021 styczeń - 2266 km
166) 2014 grudzień - 2265 km
167) 2021 luty - 2230 km
168) 2022 maj - 2160 km
169) 2023 luty - 2100 km
170) 2013 listopad - 2045 km
171) 2019 grudzień - 2022 km
172) 2019 listopad - 1906 km
173) 2022 czerwiec - 1712 km
174) 2018 lipiec - 1685 km
175) 2016 lipiec - 1678 km
176) 2011 styczeń - 1458 km
177) 2011 luty - 1438 km
178) 2022 grudzień - 1396 km
179) 2013 luty - 1333 km
180) 2013 grudzień - 1231 km
181) 2011 grudzień - 1074 km
182) 2013 styczeń - 1012 km
183) 2023 czerwiec - 917 km
184) 2018 grudzień - 391 km
185) 2017 kwiecień - 0 km
186) 2017 maj - 0 km
1 miejsce - 24 sierpnia - 3661 km
2 miejsce - 25 sierpnia - 3603 km
3 miejsce - 26 sierpnia - 3243 km
4 miejsce - 22 sierpnia - 3100 km
5 miejsce - 23 sierpnia - 3068 km
6 miejsce - 03 maja - 2910 km
7 miejsce - 01 maja - 2820 km
8 miejsce - 25 lipca - 2780 km
9 miejsce - 24 lipca - 2730 km
10 miejsce - 27 sierpnia - 2709 km
11) 04 czerwca - 2700 km
12) 08 maja - 2700 km
13) 28 czerwca - 2634 km
14) 25 kwietnia - 2620 km
15) 21 sierpnia - 2610 km
16) 07 czerwca - 2600 km
17) 20 sierpnia - 2600 km
18) 29 czerwca - 2587 km
19) 26 marca - 2580 km
20) 11 czerwca - 2550 km
21) 18 kwietnia - 2540 km
22) 13 kwietnia - 2510 km
23) 31 maja - 2500 km
24) 13 maja - 2490 km
25) 05 czerwca - 2480 km
26) 28 marca - 2430 km
27) 03 czerwca - 2410 km
28) 08 czerwca - 2400 km
29) 09 maja - 2400 km
30) 02 sierpnia - 2400 km
31) 29 marca - 2370 km
32) 11 listopada - 2370 km
33) 21 września - 2370 km
34) 28 sierpnia - 2367 km
35) 09 marca - 2360 km
36) 11 października - 2350 km
37) 06 kwietnia - 2340 km
38) 20 marca - 2340 km
39) 19 maja - 2330 km
40) 11 maja - 2320 km
41) 26 maja - 2320 km
42) 23 kwietnia - 2320 km
43) 15 kwietnia - 2320 km
44) 25 marca - 2320 km
45) 13 czerwca - 2310 km
46) 30 kwietnia - 2310 km
47) 27 marca - 2310 km
48) 01 czerwca - 2300 km
49) 30 maja - 2300 km
50) 16 lipca - 2300 km
51) 18 marca - 2280 km
52) 15 sierpnia - 2279 km
53) 15 maja - 2271 km
54) 14 kwietnia - 2270 km
55) 23 czerwca - 2260 km
56) 21 maja - 2260 km
57) 27 lutego - 2260 km
58) 27 czerwca - 2247 km
59) 05 kwietnia - 2240 km
60) 26 czerwca - 2230 km
61) 22 września - 2230 km
62) 05 lipca - 2230 km
63) 07 maja - 2220 km
64) 22 marca - 2220 km
65) 13 lipca - 2216 km
66) 10 czerwca - 2210 km
67) 14 czerwca - 2210 km
68) 12 października - 2200 km
69) 17 października - 2200 km
70) 09 września - 2200 km
71) 18 maja - 2180 km
72) 28 kwietnia - 2180 km
73) 08 października - 2170 km
74) 24 marca - 2160 km
75) 24 września - 2160 km
76) 24 czerwca - 2150 km
77) 04 marca - 2150 km
78) 24 października - 2150 km
79) 19 marca - 2140 km
80) 30 czerwca - 2133 km
81) 06 czerwca - 2130 km
82) 22 kwietnia - 2130 km
83) 08 marca - 2130 km
84) 18 października - 2130 km
85) 01 sierpnia - 2130 km
86) 10 kwietnia - 2110 km
87) 06 marca - 2110 km
88) 15 czerwca - 2100 km
89) 12 czerwca - 2100 km
90) 04 maja - 2100 km
91) 23 września - 2100 km
92) 03 kwietnia - 2090 km
93) 07 lipca - 2081 km
94) 25 czerwca - 2080 km
95) 28 lipca - 2080 km
96) 02 maja - 2070 km
97) 15 marca - 2070 km
98) 27 października - 2070 km
99) 25 lutego - 2060 km
100) 06 sierpnia - 2060 km
101) 10 września - 2057 km
102) 17 marca - 2050 km
103) 05 marca - 2050 km
104) 23 października - 2050 km
105) 27 lipca - 2041 km
106) 05 maja - 2040 km
107) 04 października - 2040 km
108) 02 lipca - 2030 km
109) 05 listopada - 2021 km
110) 17 maja - 2020 km
111) 29 maja - 2020 km
112) 02 kwietnia - 2020 km
113) 03 października - 2015 km
114) 24 kwietnia - 2010 km
115) 09 października - 2010 km
116) 14 maja - 2000 km
117) 10 maja - 2000 km
118) 10 marca - 2000 km
119) 15 października - 2000 km
120) 14 października - 2000 km
121) 19 października - 2000 km
122) 10 października - 2000 km
123) 09 sierpnia - 2000 km
124) 06 maja - 1990 km
125) 22 czerwca - 1980 km
126) 12 marca - 1980 km
127) 08 lipca - 1971 km
128) 30 sierpnia - 1961 km
129) 09 czerwca - 1960 km
130) 30 września - 1960 km
131) 31 października - 1952 km
132) 16 maja - 1950 km
133) 07 kwietnia - 1950 km
134) 18 lutego - 1950 km
135) 29 września - 1950 km
136) 29 sierpnia - 1942 km
137) 16 marca - 1940 km
138) 01 października - 1940 km
139) 26 września - 1935 km
140) 01 lipca - 1932 km
141) 19 kwietnia - 1930 km
142) 02 marca - 1930 km
143) 26 lipca - 1930 km
144) 04 lipca - 1926 km
145) 03 sierpnia - 1922 km
146) 28 maja - 1920 km
147) 16 kwietnia - 1920 km
148) 07 września - 1916 km
149) 19 czerwca - 1915 km
150) 06 lipca - 1915 km
151) 16 czerwca - 1910 km
152) 11 lipca - 1910 km
153) 23 lipca - 1903 km
154) 02 czerwca - 1900 km
155) 23 lutego - 1900 km
156) 25 listopada - 1900 km
157) 06 października - 1900 km
158) 29 października - 1900 km
159) 20 kwietnia - 1890 km
160) 21 kwietnia - 1890 km
161) 21 czerwca - 1883 km
162) 27 maja - 1880 km
163) 01 marca - 1880 km
164) 11 marca - 1880 km
165) 14 marca - 1880 km
166) 15 listopada - 1880 km
167) 25 października - 1880 km
168) 11 sierpnia - 1880 km
169) 16 września - 1870 km
170) 27 września - 1870 km
171) 17 lipca - 1870 km
172) 29 kwietnia - 1860 km
173) 17 kwietnia - 1860 km
174) 26 lutego - 1860 km
175) 20 września - 1860 km
176) 26 kwietnia - 1850 km
177) 28 stycznia - 1850 km
178) 30 stycznia - 1850 km
179) 22 października - 1850 km
180) 17 sierpnia - 1849 km
181) 09 listopada - 1840 km
182) 13 października - 1840 km
183) 30 lipca - 1840 km
184) 17 czerwca - 1830 km
185) 21 marca - 1830 km
186) 05 października - 1830 km
187) 10 lipca - 1830 km
188) 22 maja - 1821 km
189) 23 marca - 1810 km
190) 07 marca - 1810 km
191) 22 lutego - 1810 km
192) 12 lipca - 1809 km
193) 18 czerwca - 1800 km
194) 12 maja - 1800 km
195) 13 marca - 1800 km
196) 25 stycznia - 1800 km
197) 14 listopada - 1800 km
198) 26 listopada - 1800 km
199) 18 listopada - 1800 km
200) 07 listopada - 1800 km
201) 28 listopada - 1800 km
202) 25 września - 1800 km
203) 28 września - 1800 km
204) 20 maja - 1790 km
205) 22 listopada - 1790 km
206) 08 listopada - 1780 km
207) 21 listopada - 1780 km
208) 26 października - 1780 km
209) 19 września - 1780 km
210) 20 lipca - 1778 km
211) 29 stycznia - 1770 km
212) 12 kwietnia - 1760 km
213) 09 lutego - 1760 km
214) 21 stycznia - 1760 km
215) 20 października - 1760 km
216) 15 września - 1760 km
217) 03 marca - 1750 km
218) 04 lutego - 1750 km
219) 30 października - 1750 km
220) 01 listopada - 1740 km
221) 21 października - 1740 km
222) 17 września - 1740 km
223) 13 września - 1740 km
224) 31 lipca - 1740 km
225) 13 lutego - 1730 km
226) 19 lutego - 1730 km
227) 29 listopada - 1730 km
228) 02 listopada - 1730 km
229) 03 lipca - 1724 km
230) 04 listopada - 1722 km
231) 30 marca - 1720 km
232) 14 stycznia - 1720 km
233) 19 lipca - 1710 km
234) 29 lipca - 1710 km
235) 14 lipca - 1708 km
236) 25 maja - 1700 km
237) 11 kwietnia - 1700 km
238) 01 kwietnia - 1700 km
239) 07 lutego - 1700 km
240) 14 lutego - 1700 km
241) 08 lutego - 1700 km
242) 27 stycznia - 1700 km
243) 11 września - 1700 km
244) 07 października - 1690 km
245) 11 lutego - 1680 km
246) 19 stycznia - 1680 km
247) 17 lutego - 1670 km
248) 06 września - 1666 km
249) 24 maja - 1660 km
250) 12 lutego - 1650 km
251) 20 lutego - 1650 km
252) 01 lutego - 1650 km
253) 04 stycznia - 1650 km
254) 13 stycznia - 1650 km
255) 23 listopada - 1650 km
256) 31 marca - 1640 km
257) 05 lutego - 1640 km
258) 10 lutego - 1630 km
259) 24 lutego - 1630 km
260) 04 sierpnia - 1630 km
261) 06 lutego - 1620 km
262) 13 grudnia - 1620 km
263) 03 września - 1611 km
264) 28 lutego - 1610 km
265) 16 lutego - 1610 km
266) 02 lutego - 1610 km
267) 01 stycznia - 1610 km
268) 22 stycznia - 1610 km
269) 10 listopada - 1610 km
270) 16 listopada - 1610 km
271) 20 czerwca - 1600 km
272) 23 maja - 1600 km
273) 04 kwietnia - 1600 km
274) 09 kwietnia - 1600 km
275) 27 kwietnia - 1600 km
276) 18 stycznia - 1600 km
277) 06 listopada - 1600 km
278) 20 listopada - 1600 km
279) 27 listopada - 1600 km
280) 13 listopada - 1600 km
281) 02 października - 1600 km
282) 16 października - 1600 km
283) 15 lipca - 1600 km
284) 31 sierpnia - 1588 km
285) 05 grudnia - 1580 km
286) 23 stycznia - 1570 km
287) 24 listopada - 1570 km
288) 07 stycznia - 1570 km
289) 14 sierpnia - 1565 km
290) 17 stycznia - 1560 km
291) 26 stycznia - 1560 km
292) 08 kwietnia - 1550 km
293) 15 lutego - 1550 km
294) 21 lutego - 1550 km
295) 01 grudnia - 1550 km
296) 16 grudnia - 1550 km
297) 17 listopada - 1550 km
298) 19 listopada - 1550 km
299) 12 listopada - 1550 km
300) 28 października - 1550 km
301) 06 grudnia - 1540 km
302) 05 stycznia - 1536 km
303) 30 listopada - 1536 km
304) 19 sierpnia - 1532 km
305) 08 września - 1530 km
306) 18 września - 1530 km
307) 07 sierpnia - 1530 km
308) 18 sierpnia - 1530 km
309) 22 lipca - 1530 km
310) 20 stycznia - 1520 km
311) 03 listopada - 1520 km
312) 15 stycznia - 1510 km
313) 16 stycznia - 1510 km
314) 05 sierpnia - 1510 km
315) 10 sierpnia - 1510 km
316) 03 lutego - 1500 km
317) 17 grudnia - 1500 km
318) 03 grudnia - 1500 km
319) 14 września - 1500 km
320) 12 września - 1500 km
321) 08 sierpnia - 1500 km
322) 06 stycznia - 1500 km
323) 08 stycznia - 1460 km
324) 31 stycznia - 1450 km
325) 24 stycznia - 1450 km
326) 12 grudnia - 1450 km
327) 10 grudnia - 1450 km
328) 09 grudnia - 1450 km
329) 02 stycznia - 1420 km
330) 04 grudnia - 1420 km
331) 21 grudnia - 1410 km
332) 14 grudnia - 1410 km
333) 09 stycznia - 1410 km
334) 01 września - 1402 km
335) 12 stycznia - 1400 km
336) 03 stycznia - 1400 km
337) 15 grudnia - 1400 km
338) 05 września - 1400 km
339) 21 lipca - 1400 km
340) 10 stycznia - 1400 km
341) 11 stycznia - 1400 km
342) 18 lipca - 1380 km
343) 02 grudnia - 1373 km
344) 09 lipca - 1373 km
345) 19 grudnia - 1370 km
346) 16 sierpnia - 1370 km
347) 20 grudnia - 1350 km
348) 23 grudnia - 1350 km
349) 18 grudnia -1350 km
350) 13 sierpnia - 1350 km
351) 12 sierpnia - 1350 km
352) 07 grudnia - 1345 km
353) 27 grudnia - 1320 km
354) 08 grudnia - 1315 km
355) 31 grudnia - 1313 km
356) 30 grudnia - 1310 km
357) 22 grudnia - 1310 km
358) 28 grudnia - 1300 km
359) 29 grudnia - 1300 km
360) 11 grudnia - 1300 km
361) 04 września - 1300 km
362) 02 września - 1280 km
363) 24 grudnia - 1250 km
364) 26 grudnia - 1210 km
365) 25 grudnia - 1200 km
366) 29 lutego - 744 km
...dzieje się coś, co się nigdy nie powtórzy.
- DST 101.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
RACE AROUND POLAND w elblągu
Niedziela, 12 lipca 2026 · dodano: 13.07.2026 | Komentarze 0
101 propelrap w elblągu po raz szósty.
Na kolejny rok.








