Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 702423.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



258 108 kilometrów do MILIONA

Czwartek, 8 października 2026 · dodano: 08.10.2026 | Komentarze 0

170 advanced

50 000 kilometrów, czyli jak polubić mgłę i zacząć planować odwyk

Został mi ostatni cel na ten rok: 50 tysięcy kilometrów w siodle. Brzmi dumnie, prawda? Jak z okładki magazynu sportowego. W rzeczywistości brzmi to raczej jak wyrok, który sam na siebie podpisałem, i szczerze mówiąc, chętnie zapisałbym się już na jakąś terapię, żeby w przyszłym roku… po prostu legalnie poleżeć na kanapie, to znaczy więcej pojeździć na składaku.

Po zaliczeniu wszystkich zaplanowanych ultra, mój mózg uznał, że idealną formą odpoczynku będzie codzienna, monotonna rutyna. Wystarczy, że do końca roku będę codziennie, bezlitośnie kręcił po 150 kilometrów. Dla mnie to jest teraz definicja świętego spokoju i właściwa regeneracja po prawie całym przejechanym roku. Inni w ramach regeneracji piją melisę albo idą na masaż, ja odpalam rower na sześć godzin, w połowie w ciemnościach. Normalka.
Ponad 38 tysięcy kilometrów już pękło. Licznik tyka. Na dzisiejszy dzień mam zaledwie 146 kilometrów „na plusie” w stosunku do harmonogramu. Tylko 146 km! To oznacza, że jeden dzień wolnego, jeden głupi kaprys, żeby pospać dłużej, i cała ta misterna matematyka rypnie się w drobny mak.

Ktoś mógłby pomyśleć: „Stary, skoro w totalnie zimowy, śniegowy dzień potrafisz przejechać 150 km, to latem albo w piękny, jesienny, bezdeszczowy dzień machniesz dwa razy tyle bez mrugnięcia okiem!”. No więc otóż nie. To tak nie działa. Logika nie ma tu wstępu. Codziennie to samo, w innych warunkach. Każdy, kto spędził w siodle tyle czasu, wie, że czasami człowiek najchętniej rzuciłby ten rower w najbliższe krzaki. Najgorsze w pogoni za takimi liczbami jest to, że nie ma miejsca na improwizację. Teraz muszę pilnować wszystkiego. Jechać systematycznie, codziennie dokładnie to samo, wyłącznie z małymi wyjątkami. Stałem się niewolnikiem własnych statystyk.


Ale jeśli zatrzymasz się na chwilę, zmarznięty i zmęczony, zdasz sobie sprawę, że ta bezwzględna pogoń za cyframi to tylko ucieczka przed pytaniem, kim jesteśmy, gdy w końcu zsiadamy z roweru i musimy po prostu pobyć z własnymi myślami w ciszy salonu.
Mimo wszystko, nic nie dzieje się na siłę. Rankiem, na ostatnich pięć poranków, trzykrotnie witała mnie gęsta mleczna mgła. Zmarzłem bardzo. I jeszcze jedno: Jest trochę za długo ciemno i trochę za zimno. Ale wiecie co? Nadal jest w tym jakaś chora, pierwotna radość. Nic na siłę, wszystko z uśmiechem. To już jest blisko, meta na horyzoncie, więc jutro rano znowu wstanę, ubiorę te trzy warstwy ubrań, wyjdę w tę mgłę i…bo mgła na pewno znowu będzie.



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!