Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 700696.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



Świeradów Zdrój

Wtorek, 29 września 2026 · dodano: 30.09.2026 | Komentarze 0


...to uczucie, kiedy budzik chciałby zadzwonić i 5:00 rano, a moje ciało udaje, że się ubiera.

 Dzisiaj miałem dokładnie taki poranek. Nie musiałem wstać na określoną godzinę, obowiązki także spały. Kiedy jednak już wstałem i postawiłem stopy na podłodze, a w mięśniach czworogłowych poczułem tę cudowną, pulsującą pieśń wczorajszego dystansu ultra, na mojej twarzy pojawił się banan. Tak, zrobiłem to.
Ten dzień wolny nie był leniwym wtorkiem na kanapie. To był dzień celebracji wszystkiego, co w kolarstwie najpiękniejsze.
Nie długo po obudzeniu się byłem już z ludźmi, którzy jeszcze kilkanaście godzin temu dzielili ze mną każdy kryzys, każdy podjazd i każdy kilometr walki z samym sobą. Nasz wspólny obiad wyglądał dokładnie tak, jak można się spodziewać po bandzie ultra-kolarzy: na stół wjechały gigantyczne porcje węglowodanów, a kelner patrzył na nas z lekkim niedowierzaniem, kiedy zamawialiśmy kolejne dokładki.
Rozmowy? Czysta, skondensowana kolarska pasja. Przeżuwając makaron, przejechaliśmy tę trasę jeszcze raz, zakręt po zakręcie.
– Pamiętasz ten podjazd na trzydziestym kilometrze, gdzie wiatr wiał prosto w twarz?
– A widziałeś ten wschód słońca nad mgłami?
– Stary, myślałem, że na setnym kilometrze przed metą już nie wstanę z siodełka, ale jak mnie wyprzedzałeś, to dostałem jakiegoś kosmicznego strzału energii!

Śmialiśmy się z naszych własnych kryzysów, które wczoraj wydawały się końcem świata, a dzisiaj były już tylko genialną anegdotą. Wspominaliśmy chwile, w których jechaliśmy ramię w ramię, w absolutnej ciszy, słysząc jedynie szum opon i miarowy oddech. To niesamowite, jak wspólne cierpienie na trasie potrafi zbudować więź, której nie da się podrobić. Nagle znikają wszelkie maski, zostaje tylko czysta prawda o człowieku i jego maszynie.

Dzisiejszy dzień był po prostu cudownie rowerowy. Bez presji czasu, bez patrzenia na waty, czy średnią prędkość. Liczyły się tylko te powracające obrazy: zapach lasu o poranku, smak zimnej coli i hot dogów na stacjach benzynowych w środku nocy i ten moment, kiedy wjeżdżasz na linię mety, wiedząc, że dałeś z siebie wszystko.

Nogi wciąż bolą, jutro znowu muszę wstać wczesnym rankiem do rzeczywistości, ale moja głowa jest pełna przestrzeni, wolności i zapachu przygody. Bo kolarstwo ultra to nie tylko kilometry wykręcone na szosie czy szutrze. To przede wszystkim tacy ludzie, takie powroty i te niekończące się opowieści przy wspólnym stole.



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!