Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik17 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 9
- 2026, Sierpień31 - 13
- 2026, Lipiec31 - 26
- 2026, Czerwiec30 - 9
- 2026, Maj31 - 8
- 2026, Kwiecień30 - 13
- 2026, Marzec31 - 21
- 2026, Luty28 - 17
- 2026, Styczeń31 - 44
- 2025, Grudzień31 - 28
- 2025, Listopad30 - 10
- 2025, Październik31 - 13
- 2025, Wrzesień30 - 20
- 2025, Sierpień31 - 17
- 2025, Lipiec31 - 12
- 2025, Czerwiec30 - 5
- 2025, Maj31 - 0
- 2025, Kwiecień30 - 6
- 2025, Marzec31 - 12
- 2025, Luty28 - 1
- 2025, Styczeń31 - 22
- 2024, Grudzień31 - 17
- 2024, Listopad30 - 10
- 2024, Październik31 - 19
- 2024, Wrzesień30 - 14
- 2024, Sierpień31 - 20
- 2024, Lipiec31 - 10
- 2024, Czerwiec30 - 7
- 2024, Maj31 - 9
- 2024, Kwiecień30 - 14
- 2024, Marzec31 - 16
- 2024, Luty29 - 7
- 2024, Styczeń31 - 7
- 2023, Grudzień31 - 9
- 2023, Listopad30 - 6
- 2023, Październik31 - 7
- 2023, Wrzesień30 - 5
- 2023, Sierpień31 - 12
- 2023, Lipiec31 - 10
- 2023, Czerwiec30 - 1
- 2023, Maj31 - 5
- 2023, Kwiecień30 - 2
- 2023, Marzec31 - 8
- 2023, Luty28 - 21
- 2023, Styczeń31 - 7
- 2022, Grudzień31 - 5
- 2022, Listopad30 - 1
- 2022, Październik31 - 0
- 2022, Wrzesień30 - 6
- 2022, Sierpień31 - 14
- 2022, Lipiec31 - 13
- 2022, Czerwiec30 - 6
- 2022, Maj31 - 4
- 2022, Kwiecień30 - 5
- 2022, Marzec31 - 3
- 2022, Luty28 - 11
- 2022, Styczeń31 - 6
- 2021, Grudzień31 - 5
- 2021, Listopad30 - 7
- 2021, Październik31 - 8
- 2021, Wrzesień30 - 20
- 2021, Sierpień31 - 33
- 2021, Lipiec31 - 6
- 2021, Czerwiec30 - 9
- 2021, Maj31 - 18
- 2021, Kwiecień30 - 17
- 2021, Marzec31 - 21
- 2021, Luty28 - 8
- 2021, Styczeń31 - 26
- 2020, Grudzień31 - 25
- 2020, Listopad30 - 10
- 2020, Październik31 - 15
- 2020, Wrzesień30 - 28
- 2020, Sierpień31 - 62
- 2020, Lipiec31 - 28
- 2020, Czerwiec30 - 16
- 2020, Maj31 - 20
- 2020, Kwiecień30 - 55
- 2020, Marzec31 - 26
- 2020, Luty29 - 14
- 2020, Styczeń31 - 15
- 2019, Grudzień31 - 1
- 2019, Listopad31 - 79
- 2019, Październik31 - 84
- 2019, Wrzesień30 - 90
- 2019, Sierpień31 - 186
- 2019, Lipiec31 - 76
- 2019, Czerwiec30 - 35
- 2019, Maj31 - 86
- 2019, Kwiecień30 - 52
- 2019, Marzec31 - 32
- 2019, Luty28 - 48
- 2019, Styczeń31 - 71
- 2018, Grudzień31 - 178
- 2018, Listopad30 - 183
- 2018, Październik31 - 163
- 2018, Wrzesień30 - 129
- 2018, Sierpień31 - 118
- 2018, Lipiec31 - 107
- 2018, Czerwiec30 - 135
- 2018, Maj31 - 183
- 2018, Kwiecień30 - 184
- 2018, Marzec31 - 184
- 2018, Luty28 - 191
- 2018, Styczeń31 - 73
- 2017, Grudzień31 - 26
- 2017, Listopad30 - 39
- 2017, Październik31 - 29
- 2017, Wrzesień30 - 21
- 2017, Sierpień31 - 19
- 2017, Lipiec31 - 33
- 2017, Czerwiec30 - 75
- 2017, Maj32 - 33
- 2017, Kwiecień28 - 13
- 2017, Marzec31 - 50
- 2017, Luty28 - 30
- 2017, Styczeń31 - 75
- 2016, Grudzień31 - 29
- 2016, Listopad30 - 18
- 2016, Październik31 - 11
- 2016, Wrzesień30 - 9
- 2016, Sierpień31 - 3
- 2016, Lipiec31 - 5
- 2016, Czerwiec30 - 52
- 2016, Maj31 - 27
- 2016, Kwiecień30 - 34
- 2016, Marzec31 - 26
- 2016, Luty29 - 76
- 2016, Styczeń31 - 195
- 2015, Grudzień31 - 83
- 2015, Listopad30 - 91
- 2015, Październik31 - 72
- 2015, Wrzesień30 - 55
- 2015, Sierpień31 - 41
- 2015, Lipiec31 - 69
- 2015, Czerwiec30 - 22
- 2015, Maj31 - 40
- 2015, Kwiecień30 - 65
- 2015, Marzec31 - 39
- 2015, Luty28 - 54
- 2015, Styczeń31 - 62
- 2014, Grudzień31 - 160
- 2014, Listopad30 - 1
- 2014, Październik31 - 0
- 2014, Wrzesień30 - 0
- 2014, Sierpień31 - 0
- 2014, Lipiec31 - 0
- 2014, Czerwiec30 - 0
- 2014, Maj31 - 52
- 2014, Kwiecień30 - 26
- 2014, Marzec31 - 55
- 2014, Luty28 - 95
- 2014, Styczeń31 - 89
- 2013, Grudzień31 - 20
- 2013, Listopad30 - 0
- 2013, Październik31 - 0
- 2013, Wrzesień30 - 0
- 2013, Sierpień31 - 0
- 2013, Lipiec31 - 0
- 2013, Czerwiec30 - 0
- 2013, Maj31 - 0
- 2013, Kwiecień30 - 0
- 2013, Marzec31 - 0
- 2013, Luty28 - 0
- 2013, Styczeń31 - 0
- 2012, Grudzień31 - 1
- 2012, Listopad30 - 0
- 2012, Październik31 - 0
- 2012, Wrzesień30 - 0
- 2012, Sierpień31 - 11
- 2012, Lipiec31 - 37
- 2012, Czerwiec30 - 56
- 2012, Maj31 - 24
- 2012, Kwiecień30 - 51
- 2012, Marzec31 - 120
- 2012, Luty29 - 15
- 2012, Styczeń31 - 34
- 2011, Grudzień31 - 11
- 2011, Listopad30 - 14
- 2011, Październik31 - 2
- 2011, Wrzesień30 - 5
- 2011, Sierpień31 - 31
- 2011, Lipiec31 - 19
- 2011, Czerwiec30 - 36
- 2011, Maj31 - 34
- 2011, Kwiecień30 - 51
- 2011, Marzec31 - 31
- 2011, Luty28 - 34
- 2011, Styczeń31 - 0
- DST 127.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
MRDP 3 - wspomnienia
Poniedziałek, 22 września 2025 · dodano: 22.09.2025 | Komentarze 1
98 wheeler29 propel
wspomnienia Maratonu Rowerowego Dookoła Polski 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.
jest dzień 25 sierpnia, poniedziałek.
dzisiejszy dzień rozpoczął się wcześnie nad ranem, przed godziną 5.
w pełni widno na dworze zrobiło się dla mnie dopiero w Bobrownikach.
dzień więc się zaczął, a ja już byłem myślami na jego końcu.
wszystkie te miejsca, Michałowo, Narewka, Hajnówka, Kleszczele, Mielnik, Terespol i Włodawa
to moje miejsca do których z chęcią wracam, to granica dwóch największych ultramaratonów w Polsce.
wszystko jest tu proste, jestem tutaj tylko w tym roku po raz kolejny. Nic się tu dla mnie nie zmienia, no może oprócz pory dnia.
i tylko szkoda, że gdy ja kończyłem śniadanie w Hajnówce to w tym czasie wjechał w to miejsce Łukasz Hedko, mój serdeczny rowerowy Kolega.
Nadal jadę samemu, czasem do kogoś dojeżdżam, kogoś wyprzedzam, czasami ktoś jedzie szybciej ode mnie.
myślę, że w tym miejscu jestem wśród ultrasów, którzy z nikim nie podejmują żadnej rywalizacji. Liderzy są daleko przed nami,
a naszą rolą jest po prostu przez kolejny tydzień utrzymać to, co dotychczas zbudowaliśmy, mnóstwo osób jest za nami.
Prawdopodobnie nigdy nie wygram żadnego ultra.
A to z prostego powodu...moje ciało ma własny GPS, który zgubił funkcję "pauza"...
ponad 50 tysięcy kilometrów w roku i to codzienne oddalanie się od Księżyca.
Każdy dzień po zakończonym ultra jest dla mnie równie ważnym dniem, jak te podczas ultra.
Bo te wszystkie moje dni, miesiące i lata muszą brzmieć jak symetria.
obawiam się, że moje ciało kompletnie nie ma obecnie świadomości kiedy odpoczywa, a kiedy jest zmuszane do wysiłku,
czasem też zastanawiam się, czy nie jestem częścią roweru, a nie odwrotnie.
To wszystko jednak pozwala mi przejechać każde ultra z uśmiechem na twarzy, w normalnym zmęczeniu,
wystarczy że nie popełnię żadnego błędu.
Tak jest też dzisiaj. Pogoda wyśmienita, wiatr aż tak bardzo nie przeszkadza, czasami nawet pomaga.
Czas mija zgodnie z oczekiwaniami, miejsca także, w każdej godzinie jestem dokładnie w tym miejscu, w którym
chciałem być. Rower nie szwankuje ani przez chwilę, jestem także cały czas w tym samym ubraniu.
Jest ciepło, a ja na sobie mam nieustannie założoną jesienną bluzę, nie mam gdzie jej schować. Ubrań jeszcze nie prałem.
I to nie jest problem, dziś już nie lało tak jak przez ostatnie dwa dni, owszem był deszcz, ale dziś tylko symboliczny.
Poza tym ja uwielbiam się gotować. Jest ciepło, od dzisiaj jadę z nowym postanowieniem nie napełniania na starcie dnia dwóch bidonów naraz...bo i tak nie zdążę ich wypić do końca dnia....
w całym dniu nie zjadłem nic wartościowego, dopiero kolacja we Włodawie była na bogato.
w ogóle poczułem się dopiero tutaj jakoś wyjątkowo lepiej, nie dlatego, że pozwoliłem sobie na dłuższy odpoczynek
w wyjątkowo ładnych okolicznościach i scenerii, ale dlatego, że bardzo czekałem na to, co wydarzy się za godzinę, dwie...
co wydarzy się za chwilę, pod koniec dnia, kiedy będzie znowu zupełnie całkowicie ciemno.
Uwielbiam ten moment, ten czas, gdy latarnie kolejno zostają za mną, a przede mną tylko asfalt i gwiazdy. Nie ma tłumu,
nie ma hałasu, nie ma oczekiwań. Akurat wjeżdżam w miejsca, w moje miejsca w których czuję się jak w domu.
I tylko czasem zastanawiam się, czy te uczucia nie popsują się kiedyś, kiedy tu zamieszkam, kiedy nie będę musiał
jeździć tak dużo, tak długo i tak daleko na rowerze, aby nadal szukać między zmęczeniem, a zachwytem tego, czego nie da się nazwać.
dzisiejszy dzień ukończyłem przed godziną 23.
dziś przejechałem 339 km, łącznie mam ich 985 km, a na przewyższenia w ogóle nie zwracam uwagi.
Dorohusk i jego okolice... tu zasnąłem, tu jest moje "chcę tu być".

trzeci dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)
- DST 215.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
MRDP 2 - wspomnienia
Niedziela, 21 września 2025 · dodano: 22.09.2025 | Komentarze 2
115 propel100 wheeler
wspomnienia Maratonu Rowerowego Dookoła Polski 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.
jest dzień 24 sierpnia, niedziela.
Bartoszyce, wyjechałem po godzinie 5 nad ranem.
i od samego początku bardzo miłe zaskoczenie...NIE PADA ;)
a już wczorajszego dnia przygotowałem się cały na całodzienną ulewę.
było nawet ciepło, a na trasie początkowo z samego rana...nikogo. Potem ze znanych mi ultrasów zobaczyłem Wojtka Łuszcz
myjącego się w kałuży i...Krzyśka Wlazło opatulonego we wszystkim co miał, a mimo to trzęsącego się z zimna, a podobno to ja
jestem zmarzluchem. Już wyjaśniam, że oboje nie spali podczas pierwszej nocy. W ogóle chyba nikt kogo udało mi się
dzisiejszego dnia wyprzedzić...nie spał.
Później widziałem jeszcze Daniela Śmieja stojącego na przystanku autobusowym, Irka Szymocha i jeszcze kilku innych ultrasów, ale o tym co wydarzyło się dzisiejszego dnia... potem.
chciałbym poruszyć inny temat.
Przerwę zrobiłem sobie w Węgorzewie po przejechaniu zaledwie 70 km.
co zjadłem ? oczywiście śmieci, ale o tym też nie będę pisał
Za stacją paliw przypadkiem zobaczyłem Kubę Jeznach...był smutny, obok niego stał rower z pękniętą ramą.
nie było mowy o dalszej jeździe dla niego, przynajmniej na tym rowerze. Innego nie chciał.
Przewrócił się podczas jazdy na drodze, nic sobie nie zrobił, ale rower ucierpiał. To już mój drugi DNF, który widzę
osobiście na trasie MRDP, a przejechałem zaledwie 350 km. Pierwszy DNF już był na starcie, bliskiemu koledze Lechowi
Flaczyńskiemu odmówiły posłuszeństwa przerzutki elektryczne...serwisowane dzień wcześniej w dniu startu nie używane
okazały się całkowicie rozładowane, co prawda Leszek przejechał trasę chyba aż do Korsz, ale poddał się.
cała trasa na jednym przełożeniu...przykro mi bo chciałem często się z nim spotykać w wielu miejscach tegorocznej trasy MRDP.
to dobrze, to bardzo dobrze, że są kibice. My jesteśmy, powinniście być i wy także. Ale całkowicie nie zdajecie sobie sprawy,
jak wiele tragedii i smutku jest w nas, w zawodnikach, na całej trasie, każdego dnia. DNF, to nie tylko oznaczenie, że coś się
wydarzyło, zdarzyło się, trudno, będzie lepiej, ble ble ble że kiedyś wrócisz silniejszy i na tym koniec.
Czasem nie musi się wydarzyć aż DNF,
łzy płyną z oczu z wielu innych powodów i ja takie łzy zobaczę za dwa dni. Tak, są łzy bo ktoś szanuje każdego i bardzo to wszystko
chce osiągnąć wyłącznie w wyznaczonym przez organizatora limicie czasowym.
Nie muszą też pojawić się łzy, nagły ból jakiegoś mięśnia, czy już lekko przetarta skóra w jakimkolwiek miejscu wzbudza
w nas nagłe zaniepokojenie, zwłaszcza gdy jest to dopiero drugi dzień jazdy, przynajmniej we mnie tworzy się wtedy w jednej chwili mnóstwo myśli nie pozwalających skupić się w sposób właściwy na tym, co robię.
Nie o wszystkim się dowiecie, tak, ale powinniście brać pod uwagę to, że na tej trasie dzieje się naprawdę wiele, co jest dla nas złe.
Nie można tak zwyczajnie siedząc sobie w fotelu dawać komuś któregoś dnia tylko matematyczne szanse na dojechanie do mety w limicie, będąc przekonanym o tym, że winą tego wyłącznie jest brak jego sił.
Jestem, za chwilę pojadę dalej, a kolega stojący obok mnie nie ma już takiej możliwości. To trudna sytuacja emocjonalnie i sportowo.
Powinno się wtedy zatrzymać choćby na chwilę, zawsze, nawet krótka rozmowa, a nawet późniejsze rozmowy telefoniczne
mogą podnieść kolegę lub koleżankę na duchu. Ja staram się zawsze pokazać swoje wsparcie emocjonalne nawet jeśli nie jestem w stanie pomóc fizycznie. Bo to wspólne omawianie sytuacji, próba pomocy w naprawie sprzętu, czy po prostu to, że jestem zwyczajnie obok, te wszystkie gesty naprawdę budują prawdziwą więź sportową. Inna sytuacja: Ktoś jest lepszy, ale nie jest jeszcze w tym miejscu w którym wy jako kibice się Go spodziewaliście...i wtedy zaczynają się puste słowa, puste wyrazy osób, które nie mają najmniejszego wyobrażenia co tu się dzieje, osób, którzy opierają się wyłącznie na tym, co jest proste i łatwe do określenia, wytłumaczenia, które widać tylko gołym okiem, czyli te najłatwiejsze.
To nie są słowa o wszystkich, oczywiście że nie, ale cóż z tego, jak te przykre określenia mają zdecydowania większą siłę rażenia.
Mija dzień, a ja jadę dalej, dzisiejszego dnia wielokrotnie wjeżdżałem w stertę deszczu w drodze na Podlasie. Dla mnie smutne były nie tylko myśli o tych kolegach, ale i o tym, że dzisiaj nie zobaczę wielu swoich miejsc. Banie Mazurskie widziałem, tutaj zdążyłem się najeść i napić mnóstwa czekolady w ramach przygotowania do obiadu.
Gołdap ominięta została ze względu na przebudowę drogi...wreszcie, nareszcie tu coś budują.
Jadę, a deszcz leje niemiłosiernie, a gdy przestanie padać na kilka minut to nawet wyschnąć nie można bo jest zimno, zwłaszcza mi.
Kręcę samemu z kolejnym żalem co chwila spoglądając na kolejny smutek... pustki w bocianich gniazdach, nie ma już ich, a przecież to właśnie bociany upiększają jeszcze bardziej tutejszy krajobraz, a przecież jeszcze sierpień się nie skończył. W ogóle jest tu pusto, tu na Podlasiu. Jeśli z kimś się spotykam, to wyłącznie podczas postoju w sklepie lub w restauracji, tak jak w przypadku obiadu w Szypliszkach...było nas tu z pięciu nawet....ale potem każdy wjechał w trasę swoim tempem.
Przejeżdżam przez miejsca, których nie da się opisać jednym zdaniem, a jest to dopiero drugi dzień MRDP.
Tu wszystko pachnie lasem, historią i modlitwą. Tak wiele w tych miejscach leży moich wspomnień. Tutejsza cisza mówi więcej niż słowa, a każdy zakręt przypomina mi, kim jestem. Sejny to moje wspomnienia, moje wzruszenia, moje rozmowy z samym sobą. Jeśli kiedyś tu przyjedziemy razem to nie będziesz tylko turystą...będziesz gościem w moim świecie.

Deszcz przestał padać, a ja po raz kolejny w tym roku jestem na drodze, którą chyba lepiej znam od tych pobliskich mojego domu,
przynajmniej tak samo. I to mi oczywiście nie przeszkadza, nie wprowadza też to we mnie żadnej nudy. Wręcz przeciwnie, jest wspaniale bo nic złego mi się nie dzieje, rower jest w pełni sprawny.
Minęło już południe, zbliża się wieczór, a ja już wiem, gdzie będę nocował.
Wystarczy tylko obdzwonić swoje agroturystki...w Krynkach oczywiście.
Do Sokółki jechałem w stercie świateł wielu samochodów, choć mimo wszystko z uwagi na późną porę dnia było ich i tak zdecydowanie mniej niż za dnia. Ale to, co dzieje się po wyjeździe z Sokółki to dla mnie nic innego jak...skok ze spadochronem. Otwierasz drzwi samolotu, wyskakujesz i...lecisz nie wiadomo w co, a najlepiej przerażające jest to, że na nic nie ma się wpływu, na cokolwiek. Z Sokółki na Krynki na drodze nagle staje się nocą tak ciemno, że przeżywając to po raz kolejny już się tego nie boję, ale kiedyś przerażała mnie ta tutejsza ciemność w porównaniu z totalną pustką.
I tylko to, że wiem gdzie jestem i gdzie mam dojechać pomaga mi być tutaj. To tak jakbyś jechał, ale nie wiedząc dokąd. Czasami jest we mnie przekonanie, że nocą w drodze na Krynki nie ma ani ludzi, ani samochodów, ani znaków, ani nawet śladu, że ktoś tu kiedyś w ogóle był :) Brak dosłownie wszystkiego, zwłaszcza świateł, a kiedy tu byłem na początku...brakowało mi nawet kierunku i punktu odniesienia. Co czujesz, gdy podczas jazdy obracasz się za siebie i...nie widzisz drogi, nie widzisz nawet siebie ?...i tylko to, że oddychasz daje ci pewność, że jesteś.
Tutejsza pustka jest samotnością przestrzeni, rozciągniętą, cichą i obojętną.
...teraz czuję się tu wspaniale.
Kiedy będziesz chciała, abym pewnego dnia poczuł się lepiej...zabierz mnie ze sobą i przywieź mnie właśnie tutaj.
Krynki, przyjechałem tu o godzinie 23.
i nie pojadę dalej, bo to jest moje miejsce, te inne moje są jeszcze za daleko, a każdy dzień kończy się przecież o północy.
dzisiejszego dnia przejechałem 361 km, po dwóch dniach mam ich łącznie 646.
Jutro pojadę dalej bo wiem, gdzie ta trasa się kończy.
Jestem tu, mnie samego i moich myśli nie znajdziesz gdzie indziej.
jest we mnie radość, że jestem częścią czegoś tak ogromnego, choć ta radość nie jest pełna...bo brakuje mi czyjejś obecności.
drugi dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)
- DST 125.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
MRDP 1 - wspomnienia
Sobota, 20 września 2025 · dodano: 20.09.2025 | Komentarze 1
100 wheeler25 wigry 3
wspomnienia Maratonu Rowerowego Dookoła Polski 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.
jest dzień 23 sierpnia, sobota.
w Rozewiu jestem już od wczoraj.
W pokoju nocuję wraz ze swoimi ulubionymi ultrasami: Irkiem Szymocha oraz Krzyśkiem Wlazło.
w ogóle od wczoraj jest tu nas już dużo, same znane osobistości :)
żadnych rowerowych emocji poza spotkaniami jeszcze we mnie nie ma.
jestem oczywiście bardzo szczęśliwy, że tutaj jestem, w tym wyznaczonym czasie i miejscu.
Jestem tu po raz czwarty, podobno na najtrudniejszym ultra w Polsce.
3200 km w limicie 10 dni.
Już teraz, w tym miejscu i okresie w którym obecnie się znajduję nie chodzi mi tylko o kilometry.
chodzi o pasję, wytrwałość i tę niepowtarzalną atmosferę, która sprawia, że wracam tu co cztery lata.
Obudziłem się dziś po godzinie 8 nad ranem, potem było śniadanie i ...dalsze rozmowy o rowerach.
przed południem stawiłem się na starcie MRDP.
postanowiłem jechać na rowerze szosowym GIANT TCR Advanced na kołach MAVIC ksyrium.
ubrany byłem w krótki strój Race Around Poland, już od początku miałem nałożone na sobie nogawki
oraz bluzę jesienną, którą przez cały czas będę miał na sobie. Ponadto mam kurtkę przeciwwiatrową...
tylko kurtkę i nogawki będę zdejmował na trasie.
Zabrałem ze sobą również rękawiczki bez palców oraz jesienne, dwa letnie i jeden zimowy komin.
a pod tym wszystkim podkoszulka z długim rękawem...z ubrań nic więcej.
w małej sakwie podsiodłowej mam wyłącznie osobiste rzeczy roweru.

12.00 START...a ja nadal, co najmniej już od pół godziny wspominam sobie jak to było
12 lat temu, kiedy najbardziej mi w życiu na czymś rowerowym zależało. Tamto pierwsze MRDP
w roku 2013 było dla mnie najważniejsze...obiecałem sobie wtedy, że jeśli nie przejadę tamtego ultra w wyznaczonym czasie
to więcej nic nie będzie. Przejechałem...dziś mam 30 ultra, w tym osiem dookoła Polski i łącznie
przejechanych ponad 650 tysięcy kilometrów w kosmosie, a przecież w ogóle nie mam talentu rowerowego.
Dzisiaj jest to już dla mnie kolejne MRDP...choć byłem przekonany o tym, że ukończę te ultra w
wyznaczonym limicie wystartowałem z należytą powagą i głębokim respektem dla dystansu, który
miałem pokonać. Znam ten dystans, znam swoje granice, ale za każdym razem uczę się czegoś nowego.
Czwarty raz rzucam sobie wyzwanie mając świadomość, że nie mogę popełnić tu ani jednego błędu.
W zamian otrzymam coś bezcennego...poczucie, że naprawdę żyję.
To będzie opowieść o sile, zmęczeniu i chwilach, które zostaną we mnie na zawsze.
to będzie podróż w głąb siebie.
wyruszyłem w drogę punktualnie o 12.00.
Mimo wewnętrznej pewności grzecznie patrzyłem na niebo poddając się całkowicie sytuacji.
Od początku co prawda nie padał deszcz, ale sytuacja ta mogła zmienić się w każdej chwili.
...pierwsze 170 km to była dla mnie tylko kwestia czasu. emocje zaczęły się dokładnie
wtedy, gdy dojechałem na swoje podwórko w rejonie rzeki Nogat. Tu właśnie zaczęło się lanie.
w miejscowości Kępki przywitali mnie...Sierra oraz Sławek, lało już tak mocno, że nie dało się
normalnie rozmawiać, przywitaliśmy się, wsiedliśmy na rowery i już po chwili rozjechaliśmy się w zupełnie odmienne strony,
koledzy pojechali na Elbląg, ja w Polskę, choć zdążyli mnie jeszcze zapytać, czy czasem czegoś nie potrzebuję...ha ha ha.
w Nowakowie jakoś przez chwilę mniej padało, ale to, co stało się kilka minut później to
już była totalna ulewa. To już było moje podwórko...jestem tu co dzień, albo każdego dnia.
wtedy pomyślałem sobie, że nie mam prawa się tutaj zatrzymać ani na chwilę...kurde,
jestem przecież 10 km od domu...siłę dali mi wszyscy chowający się na przystankach autobusowych i pod daszkami
domków jednorodzinnych, a w jednym ze sklepów drzwi normalnie nie można było zamknąć bo tyle w nim
było ultrasów...ależ emocje. Każda kropla deszczu to wyzwanie, a każdy kto się przed nią chowa to powód,
by je podjąć. Ich wygoda napędza właśnie moją odwagę. Im więcej ludzi chowało się przed ulewą, tym więcej miałem siły by
jechać dalej. Może to przekora, może pasja, ale w moim przypadku działa. Było mi naprawdę bardzo zimno.
Budowało mnie wtedy również to, że dzisiaj zostały mi jeszcze tylko jakieś cztery godziny takiej jazdy,
bo to już był blisko dwusetny kilometr, dodatkowo na trasie od Tolkmicka z samochodu pozytywne emocje przesyłał
mi elbląski rowerowy kolega Piotrek Dylewski...zatrzymywał się przede mną, po wyjściu z samochodu robił mi zdjęcia, dopingował, a ja wiedziałem, że nie mogę się zatrzymać bo zamarznę...i było mi trochę smutno że nie mogłem się z nim przywitać,
to było na podjeździe do Pogrodzia, musiałem ten teren wykorzystać,
aby rozgrzać ciało. Przywitaliśmy się we Fromborku, gdzie była również Beata...
tutaj już nie padało, albo nie lało...cóż z tego, jak było mi mimo wszystko przenikliwie zimno.
Byłem ubrany bardzo dobrze, nie mogłem zabrać ani jednej rzeczy więcej, miałem ze sobą
dokładnie to, co chciałem mieć, miałem wszystko to, czego potrzebowałem. Nie popełniłem błędu.
Nie lubię zimna, nienawidzę zimy, nie lubię chłodu, a mimo to na rowerze znoszę to wszystko
cierpliwie. Po tak wielu przejechanych kilometrach jestem przekonany co do tego, że
tego nie da się nauczyć, że do zimna nie da się nawet przyzwyczaić...wmówiłem sobie więc, że to zimno
to tylko kwestia czasu i to się sprawdza, nie rezygnuję więc z jazdy.
a potem ?...jadę oczywiście samemu od samego początku,
po godzinie 19- tej byłem w Braniewie i tu zjadłem kolejny posiłek po śniadaniu.
w ogóle mam nadal ze sobą dwa pełne pół litrowe bidony...bo pić jeszcze z nich nie zacząłem.
po Braniewie wjechałem w nicość, którą jest dla mnie Pęciszowo i tereny bliskie granicy rosyjskiej.
totalne pustkowie, potem było Lelkowo, Górowo Iławeckie i...Bartoszyce.
Już cztery lata temu wiedziałem, że dziś będę nocował w Bartoszycach. Zawsze na MRDP
po pierwszym dniu tutaj właśnie śpię, zawsze w tym samym hotelu.
Zalogowałem się tu dokładnie o 23.30.
przejechałem 285 kilometrów.
Przed północą zdążyłem zjeść wszystkie mające ze sobą słodkości,
napój z jednego bidonu wypiłem...drugi pozostał na dzień jutrzejszy.
pod prysznicem wylałem na siebie wrzątek i tak siedząc na jego spodzie z minuty na minutę
robiłem się coraz bardziej na ciele czerwonym będąc przekonany o tym, że
dzisiejszy dzień był wspaniały rowerowo...ten rower, w takich chwilach okazuje się, że ten wybór to nie był
przypadek- to była decyzja, która z czasem stała się częścią mnie.
Beatko, Piotrze, Sławku, Mariuszu...miło było Was spotkać.
przed snem pozostało mi tylko wszystkie ubrania wyżymać w prześcieradle, aby jutro nie były bardzo mokre.
...zasnąłem po północy.
pierwszy dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)
- DST 150.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Piątek, 19 września 2025 · dodano: 19.09.2025 | Komentarze 0
120 wheeler30 wigry 3
- DST 130.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Czwartek, 18 września 2025 · dodano: 18.09.2025 | Komentarze 0
70 wheeler52 góral
8 propel
...i tylko sąsiedzi się zastanawiają, czy mam nowy rower, czy jeżdżę na starym w nowym nastroju.

- DST 127.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Środa, 17 września 2025 · dodano: 17.09.2025 | Komentarze 0
127 góral... Oficjalnie nadal jestem w trybie regeneracji.
Nie mylić z lenistwem.
- DST 150.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Wtorek, 16 września 2025 · dodano: 16.09.2025 | Komentarze 1
daleko za Księżycem.150 km to świetny wynik.
dla mnie to był dzień regeneracji...zapomniałem, że miałem mieć dzisiaj dzień bez roweru.
- DST 125.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Poniedziałek, 15 września 2025 · dodano: 15.09.2025 | Komentarze 0
100 propel25 chicago
...w poszukiwaniu nowych asfaltów.
Były.
- DST 100.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Niedziela, 14 września 2025 · dodano: 15.09.2025 | Komentarze 1
100 propel
niebo było ciche, ale puste.... wspaniały weekend.
- DST 173.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleko za Księżycem
Sobota, 13 września 2025 · dodano: 13.09.2025 | Komentarze 0
103 chicago70 wheeler
Daleko za Księżycem.
Ponad 263 tysięcy kilometrów za Księżycem.
Kopernik może z uśmiechem na mnie patrzeć.








