Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik13 - 7
- 2026, Wrzesień30 - 9
- 2026, Sierpień31 - 13
- 2026, Lipiec31 - 26
- 2026, Czerwiec30 - 9
- 2026, Maj31 - 8
- 2026, Kwiecień30 - 13
- 2026, Marzec31 - 21
- 2026, Luty28 - 17
- 2026, Styczeń31 - 44
- 2025, Grudzień31 - 28
- 2025, Listopad30 - 10
- 2025, Październik31 - 13
- 2025, Wrzesień30 - 20
- 2025, Sierpień31 - 17
- 2025, Lipiec31 - 12
- 2025, Czerwiec30 - 5
- 2025, Maj31 - 0
- 2025, Kwiecień30 - 6
- 2025, Marzec31 - 12
- 2025, Luty28 - 1
- 2025, Styczeń31 - 22
- 2024, Grudzień31 - 17
- 2024, Listopad30 - 10
- 2024, Październik31 - 19
- 2024, Wrzesień30 - 14
- 2024, Sierpień31 - 20
- 2024, Lipiec31 - 10
- 2024, Czerwiec30 - 7
- 2024, Maj31 - 9
- 2024, Kwiecień30 - 14
- 2024, Marzec31 - 16
- 2024, Luty29 - 7
- 2024, Styczeń31 - 7
- 2023, Grudzień31 - 9
- 2023, Listopad30 - 6
- 2023, Październik31 - 7
- 2023, Wrzesień30 - 5
- 2023, Sierpień31 - 12
- 2023, Lipiec31 - 10
- 2023, Czerwiec30 - 1
- 2023, Maj31 - 5
- 2023, Kwiecień30 - 2
- 2023, Marzec31 - 8
- 2023, Luty28 - 21
- 2023, Styczeń31 - 7
- 2022, Grudzień31 - 5
- 2022, Listopad30 - 1
- 2022, Październik31 - 0
- 2022, Wrzesień30 - 6
- 2022, Sierpień31 - 14
- 2022, Lipiec31 - 13
- 2022, Czerwiec30 - 6
- 2022, Maj31 - 4
- 2022, Kwiecień30 - 5
- 2022, Marzec31 - 3
- 2022, Luty28 - 11
- 2022, Styczeń31 - 6
- 2021, Grudzień31 - 5
- 2021, Listopad30 - 7
- 2021, Październik31 - 8
- 2021, Wrzesień30 - 20
- 2021, Sierpień31 - 33
- 2021, Lipiec31 - 6
- 2021, Czerwiec30 - 9
- 2021, Maj31 - 18
- 2021, Kwiecień30 - 17
- 2021, Marzec31 - 21
- 2021, Luty28 - 8
- 2021, Styczeń31 - 26
- 2020, Grudzień31 - 25
- 2020, Listopad30 - 10
- 2020, Październik31 - 15
- 2020, Wrzesień30 - 28
- 2020, Sierpień31 - 62
- 2020, Lipiec31 - 28
- 2020, Czerwiec30 - 16
- 2020, Maj31 - 20
- 2020, Kwiecień30 - 55
- 2020, Marzec31 - 26
- 2020, Luty29 - 14
- 2020, Styczeń31 - 15
- 2019, Grudzień31 - 1
- 2019, Listopad31 - 79
- 2019, Październik31 - 84
- 2019, Wrzesień30 - 90
- 2019, Sierpień31 - 186
- 2019, Lipiec31 - 76
- 2019, Czerwiec30 - 35
- 2019, Maj31 - 86
- 2019, Kwiecień30 - 52
- 2019, Marzec31 - 32
- 2019, Luty28 - 48
- 2019, Styczeń31 - 71
- 2018, Grudzień31 - 178
- 2018, Listopad30 - 183
- 2018, Październik31 - 163
- 2018, Wrzesień30 - 129
- 2018, Sierpień31 - 118
- 2018, Lipiec31 - 107
- 2018, Czerwiec30 - 135
- 2018, Maj31 - 183
- 2018, Kwiecień30 - 184
- 2018, Marzec31 - 184
- 2018, Luty28 - 191
- 2018, Styczeń31 - 73
- 2017, Grudzień31 - 26
- 2017, Listopad30 - 39
- 2017, Październik31 - 29
- 2017, Wrzesień30 - 21
- 2017, Sierpień31 - 19
- 2017, Lipiec31 - 33
- 2017, Czerwiec30 - 75
- 2017, Maj32 - 33
- 2017, Kwiecień28 - 13
- 2017, Marzec31 - 50
- 2017, Luty28 - 30
- 2017, Styczeń31 - 75
- 2016, Grudzień31 - 29
- 2016, Listopad30 - 18
- 2016, Październik31 - 11
- 2016, Wrzesień30 - 9
- 2016, Sierpień31 - 3
- 2016, Lipiec31 - 5
- 2016, Czerwiec30 - 52
- 2016, Maj31 - 27
- 2016, Kwiecień30 - 34
- 2016, Marzec31 - 26
- 2016, Luty29 - 76
- 2016, Styczeń31 - 195
- 2015, Grudzień31 - 83
- 2015, Listopad30 - 91
- 2015, Październik31 - 72
- 2015, Wrzesień30 - 55
- 2015, Sierpień31 - 41
- 2015, Lipiec31 - 69
- 2015, Czerwiec30 - 22
- 2015, Maj31 - 40
- 2015, Kwiecień30 - 65
- 2015, Marzec31 - 39
- 2015, Luty28 - 54
- 2015, Styczeń31 - 62
- 2014, Grudzień31 - 160
- 2014, Listopad30 - 1
- 2014, Październik31 - 0
- 2014, Wrzesień30 - 0
- 2014, Sierpień31 - 0
- 2014, Lipiec31 - 0
- 2014, Czerwiec30 - 0
- 2014, Maj31 - 52
- 2014, Kwiecień30 - 26
- 2014, Marzec31 - 55
- 2014, Luty28 - 95
- 2014, Styczeń31 - 89
- 2013, Grudzień31 - 20
- 2013, Listopad30 - 0
- 2013, Październik31 - 0
- 2013, Wrzesień30 - 0
- 2013, Sierpień31 - 0
- 2013, Lipiec31 - 0
- 2013, Czerwiec30 - 0
- 2013, Maj31 - 0
- 2013, Kwiecień30 - 0
- 2013, Marzec31 - 0
- 2013, Luty28 - 0
- 2013, Styczeń31 - 0
- 2012, Grudzień31 - 1
- 2012, Listopad30 - 0
- 2012, Październik31 - 0
- 2012, Wrzesień30 - 0
- 2012, Sierpień31 - 11
- 2012, Lipiec31 - 37
- 2012, Czerwiec30 - 56
- 2012, Maj31 - 24
- 2012, Kwiecień30 - 51
- 2012, Marzec31 - 120
- 2012, Luty29 - 15
- 2012, Styczeń31 - 34
- 2011, Grudzień31 - 11
- 2011, Listopad30 - 14
- 2011, Październik31 - 2
- 2011, Wrzesień30 - 5
- 2011, Sierpień31 - 31
- 2011, Lipiec31 - 19
- 2011, Czerwiec30 - 36
- 2011, Maj31 - 34
- 2011, Kwiecień30 - 51
- 2011, Marzec31 - 31
- 2011, Luty28 - 34
- 2011, Styczeń31 - 0
- DST 436.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Maraton Północ Południe
Niedziela, 13 września 2026 · dodano: 15.09.2026 | Komentarze 0
436 propelMaraton Północ Południe
Kania - Mogilno - Ostrowo - Skulsk - Lubstów - Koło - Uniejów - Pęczniew - Widawa - Skrzydłów - Kotowice - Włodowice - Ogrodzieniec - Klucze - Olkusz
- DST 364.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
Maraton Północ Południe
Sobota, 12 września 2026 · dodano: 15.09.2026 | Komentarze 0
364 propelMaraton Północ Południe
START: godzina 9:00
Hel- Władysławowo - Krokowa - Luzino - Wierzyca - Stężyca - Kościerzyna - Borsk - Wiele - Czersk - Tuchola - Nakło nad Notecią - Szubin - Kania
- DST 6.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 181 kilometrów do MILIONA
Piątek, 11 września 2026 · dodano: 11.09.2026 | Komentarze 0
6 propelJestem na Helu.

otrzymałem nr startowy 35.


- DST 143.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 187 kilometrów do MILIONA
Czwartek, 10 września 2026 · dodano: 10.09.2026 | Komentarze 2
143 advancedMoje 34. ultra. Powrót do Władysławowa.
Dzisiaj nie było wschodu słońca, a jutrzejszego też nie zobaczę.
Muszę się wyspać, muszę odpocząć.
Jutro pojadę pociągiem na Hel, a w sobotę wystartuję w ultramaratonie Północ-Południe. 1009 kilometrów.
To dziwne ultra. Więcej razy byłem tu na startach niż na samej trasie. Kiedyś ten wyścig miał dla mnie dziwne dystanse – 984 km, 996 km... Powiedziałem sobie wtedy, że wystartuję w nim dopiero, gdy trasa będzie miała minimum tysiąc. I tak przejechałem go tylko trzy razy. Więcej nocy spędziłem z kolegami, jadąc na start. I szczerze? Nie wspominam tego dobrze. Hel od czwartej do ósmej rano jest jak przedpokój, w którym panuje wieczny przeciąg. Wieje z każdej strony, nie ma gdzie wejść, wszystko jest pozamykane. Tragedia.
W tym roku jest inaczej. Moich rodzinnych lokalsów już tu nie ma, od dawna nie startują. Znajomych twarzy jest jakby mniej. Jadę bez emocji, bez entuzjazmu. Jedyna radość to ta krótka chwila, gdy przed startem uścisnę dłoń komuś, kogo jeszcze znam. może ktoś przyjedzie z Elbląga na start...dla mnie.

To będzie moje 34 ultra na dystansie minimum 1000 kilometrów. Skąd ten chłód i brak przedstartowej gorączki ?
Pod warstwą rutyny kryje się coś znacznie trudniejszego.
W zeszłym roku, po przejechaniu zaledwie 40 kilometrów, we Władysławowie otrzymałem wiadomość o śmierci Mamy.
Zszedłem z trasy natychmiast.
W tę sobotę znowu tam będę. Przyjadę, wezmę udział, minę Władysławowo.
Ale ogólnie – zależy mi już na czymś zupełnie innym.
- DST 150.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 330 kilometrów do MILIONA
Środa, 9 września 2026 · dodano: 09.09.2026 | Komentarze 0
136 advanced14 wigry 3
Wschody słońca i kask chowany w klinice
Bardzo lubię te wschody słońca. I nie chodzi wcale o to, że to wszystko odbywa się wcześnie nad ranem, kiedy świat wokół jeszcze smacznie śpi, choć ta cisza i spokój też mają swój urok. Te pierwsze, poranne światła budzą we mnie zupełnie inne, niezwykle silne wspomnienia.
Kiedyś, przed laty, wschód słońca oznaczał dla mnie po prostu gigantyczną ulgę. Moment, w którym po przejechaniu całej nocy w końcu schodziłem z siodełka i wiedziałem, że o tej porze już nic nie muszę robić. Od jakiegoś czasu traktuję jednak te poranki z zupełnie innym, głębokim uczuciem. Bo te światła kojarzą mi się z okresem, kiedy przed lekarzami musiałem... naprawdę ukrywać rower.
Piszę zupełnie poważnie. Przechodziłem wtedy przez piekło z poważnie chorym okiem. Jeździłem niemal codziennie z Elbląga do kliniki w Gdańsku. Jak to wyglądało w praktyce? Albo nie widziałem na to oko wcale, albo widziałem zaledwie w trzydziestu procentach. Niezależnie od tego, w obu przypadkach – nawet przy szczelnie zamkniętej powiece – rozsadzał mnie potworny światłowstręt. Tak potężną siłę ma słońce, gdy organizm odmawia posłuszeństwa.
A jednak, paradoksalnie, to samo słońce grało ze mną w jednej drużynie. Gdy rano ruszałem w drogę do Gdańska, słońce miałem bezpiecznie za plecami – nie raziło mnie, pozwalało jechać. Kiedy po całym dniu badań i stresu wracałem, ono znowu było ze mną, bo powoli zachodziło i delikatnie oświetlało mi drogę powrotną. Przez całą tę katorgę słońce było mi po prostu niezwykle przychylne, zawsze, niemal codziennie.
To był bez dwóch zdań najtrudniejszy, najbardziej wymagający okres w moim życiu. Choć skutki tamtej choroby odczuwam na rowerze do dzisiaj, to wracam do tamtych chwil pamięcią bardzo często. To, co działo się wtedy w mojej głowie, było nie do opisania.
Lekarze w klinice w Gdańsku patrzyli na mnie jak na zwykłego pacjenta z poważnym problemem. Nie mieli pojęcia, że gość, który wchodzi do gabinetu, chwilę wcześniej upychał kask głęboko na dnie torby w sekretariacie, chował rower w bezpiecznym kącie i napinał wszystkie mięśnie, żeby tylko nie pokazać po sobie ani grama zmęczenia. Miałem ze sobą ciuchy na przebranie, drugie buty, nienaganny uśmiech i twarde postanowienie, że się nie poddam. Dlaczego tak kombinowałem? Bo za nic na świecie nie wyobrażałem sobie, że mógłbym rzucić rower ot tak, po prostu. Wiedziałem, że gdybym wtedy odpuścił i wsiadł w pociąg czy autobus, to powrót do zdrowia – i do normalności – byłby dla mnie psychicznie sto razy trudniejszy. Rower nie był problemem, był moim lekarstwem i ucieczką.

PS...wydało się to jednak wszystko, a potem była taka sytuacja:
...leżę już na bloku operacyjnym. Przygotowany do zabiegu, w pełni świadomy, podłączony pod całą tę aparaturę, wokół kręcą się lekarze. Nagle podchodzi anestezjolog z pielęgniarką, podają mi przez wenflon środek anestetyczny i słyszę profesjonalny, spokojny głos: „Panie Robercie podajemy lek, za chwilę straci Pan świadomość i zasypiamy...”.
– Wiesz, to jest ten kolarz, o którym ci mówiłem – zagaduje mój lekarz.
– Serio? A skąd wiesz? – pyta ten drugi, nachylając się nade mną.
– No stary, weź zobacz na jego dłonie. Przecież on ma nawet palce opalone w paski od rękawiczek rowerowych!
W tym ułamku sekundy, z tą resztką świadomości, jaka mi została, po prostu parsknąłem śmiechem. I dokładnie trzy sekundy później, z szerokim uśmiechem na twarzy, całkowicie odpłynąłem.
Dlatego właśnie uwielbiam te dzisiejsze wschody słońca. Bo kiedy poranne promienie rozświetlają drogę przed moim kołem, nie widzę już strachu ani bólu z tamtych lat. Widzę dowód na to, że kolarska pasja wygra z każdą ciemnością – a ślady po rowerowych rękawiczkach to najlepszy tatuaż, jaki można sobie wywalczyć.
- DST 150.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 480 kilometrów do MILIONA
Wtorek, 8 września 2026 · dodano: 08.09.2026 | Komentarze 0
125 advanced25 wigry 3
nie widzę wszystkich wschodów słońca,
ale w przeciwieństwie do Was widzę wszystkie te najpiękniejsze
- DST 134.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 630 kilometrów do MILIONA
Poniedziałek, 7 września 2026 · dodano: 07.09.2026 | Komentarze 0
100 advanced27 wigry 3
7 propel
Wstaję wcześniej niż zwykle, gotowy do drogi.
Wyjeżdżam jak zawsze – punktualnie o 5:00 nad ranem.
Moja rutyna jest niezmienna, ale w moim świecie coś zaczyna pękać. Jestem już znacznie dalej na trasie, kiedy w końcu pojawia się pełne słońce. W przeciwieństwie do mnie, ono zaczęło spać dłużej, odcina się, zupełnie nie chce już ze mną współpracować. Ciężko znosi się tę nagłą ciszę, kiedy jeszcze niedawno wszystko wokół tętniło ciepłem.W moim rowerowym świecie teoretycznie nie zaszły żadne zmiany, ale ta poranna pustka zaczyna ciążyć. Patrzę na telefon przed wyjazdem – ekran jest ciemny, martwy. Żadnej wiadomości, żadnego sygnału, zupełnie jakby ta druga strona zapomniała o moim istnieniu. Szkoda, że to moje słońce nie wie, jak bardzo jest dla mnie ważne. Że ma ogromne znaczenie w tym, co robię i jak się czuję. Przez to, że jest go teraz mniej, że zapadła ta niezrozumiała cisza, muszę pilnować znacznie więcej rzeczy.
...muszę udawać przed samym sobą, że mam siłę przejechać ten dzień tak samo, jak latem. W tej przedświtowej ciemności jest coś zimnego, co zmusza do układania w głowie pytań bez odpowiedzi. Dlaczego tak łatwo przychodzi komuś przestać pisać, przestać dzwonić, po prostu zgasnąć? I wcale nie pociesza mnie myśl, że kiedyś to światło znowu wróci. Najwięcej ciemności niesie ze sobą zima, a od wielu lat wiadomo, jaki mam do niej stosunek. To czas zamrożenia, odległości i braku kontaktu, którego najbardziej się boję. Szkoda mi każdego dnia, w którym widzę tego światła mniej. Każdego poranka, który zaczyna się od sprawdzania, czy coś się zmieniło, i zderzenia z tą samą, chłodną obojętnością. Słońce jest dla mnie ważne, jego obecność daje mi poczucie, że jadę w dobrym kierunku.
Choć w tej samotności na drodze, kiedy gasną ostatnie nadzieje na jakikolwiek znak, ważniejszy staje się Księżyc... On przynajmniej nie udaje, że go nie ma, i wiernie towarzyszy mi w nocy, która chyba znowu na dobre zagościła w moim życiu.
Wyjeżdżam jak zawsze – punktualnie o 5:00 nad ranem.
Moja rutyna jest niezmienna, ale w moim świecie coś zaczyna pękać. Jestem już znacznie dalej na trasie, kiedy w końcu pojawia się pełne słońce. W przeciwieństwie do mnie, ono zaczęło spać dłużej, odcina się, zupełnie nie chce już ze mną współpracować. Ciężko znosi się tę nagłą ciszę, kiedy jeszcze niedawno wszystko wokół tętniło ciepłem.W moim rowerowym świecie teoretycznie nie zaszły żadne zmiany, ale ta poranna pustka zaczyna ciążyć. Patrzę na telefon przed wyjazdem – ekran jest ciemny, martwy. Żadnej wiadomości, żadnego sygnału, zupełnie jakby ta druga strona zapomniała o moim istnieniu. Szkoda, że to moje słońce nie wie, jak bardzo jest dla mnie ważne. Że ma ogromne znaczenie w tym, co robię i jak się czuję. Przez to, że jest go teraz mniej, że zapadła ta niezrozumiała cisza, muszę pilnować znacznie więcej rzeczy.
...muszę udawać przed samym sobą, że mam siłę przejechać ten dzień tak samo, jak latem. W tej przedświtowej ciemności jest coś zimnego, co zmusza do układania w głowie pytań bez odpowiedzi. Dlaczego tak łatwo przychodzi komuś przestać pisać, przestać dzwonić, po prostu zgasnąć? I wcale nie pociesza mnie myśl, że kiedyś to światło znowu wróci. Najwięcej ciemności niesie ze sobą zima, a od wielu lat wiadomo, jaki mam do niej stosunek. To czas zamrożenia, odległości i braku kontaktu, którego najbardziej się boję. Szkoda mi każdego dnia, w którym widzę tego światła mniej. Każdego poranka, który zaczyna się od sprawdzania, czy coś się zmieniło, i zderzenia z tą samą, chłodną obojętnością. Słońce jest dla mnie ważne, jego obecność daje mi poczucie, że jadę w dobrym kierunku.
Choć w tej samotności na drodze, kiedy gasną ostatnie nadzieje na jakikolwiek znak, ważniejszy staje się Księżyc... On przynajmniej nie udaje, że go nie ma, i wiernie towarzyszy mi w nocy, która chyba znowu na dobre zagościła w moim życiu.
- DST 134.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 764 kilometrów do MILIONA
Niedziela, 6 września 2026 · dodano: 06.09.2026 | Komentarze 0
122 advanced12 wigry 3
Prognoza pogody kontra rzeczywistość: 1 do 0 dla Matki Natury.
Zaczęło się klasycznie. Śpię – leje. Budzę się – wciąż leje. Chwila przerwy, trzydzieści minut nadziei i... znowu ściana wody.
przejechane zaledwie 30 km, a ja już tonę w szybkiej decyzji: przekładam wszystko na popołudnie, bo przecież trzeba się szanować, a od południa zapowiadali wyłącznie słońce. I faktycznie, po obiedzie ruszam w pięknych, pełnych promieniach. Kilometry mijają już łącznie 40, 60, 80, aż do stówy. Pełen relaks, czysta sielanka.
I nagle, zupełnie znikąd, pojawia się ONA. Jedna, samotna chmura-partyzantka. Wjeżdżam w nią w pełnym plenerze i przeżywam totalny, czterominutowy armagedon. Zero drzew, zero wiat i jedyne dostępne schronienie, czyli... własny rower. Dlaczego ja?
Jeśli szukacie żywego wykrywacza deszczu, chętnie wynajmę się na imprezy plenerowe.
dwie krótkie przejażdżki i dwa komplety totalnie przemoczone.
Ktoś miał dziś podobne "szczęście"?
przejechane zaledwie 30 km, a ja już tonę w szybkiej decyzji: przekładam wszystko na popołudnie, bo przecież trzeba się szanować, a od południa zapowiadali wyłącznie słońce. I faktycznie, po obiedzie ruszam w pięknych, pełnych promieniach. Kilometry mijają już łącznie 40, 60, 80, aż do stówy. Pełen relaks, czysta sielanka.
I nagle, zupełnie znikąd, pojawia się ONA. Jedna, samotna chmura-partyzantka. Wjeżdżam w nią w pełnym plenerze i przeżywam totalny, czterominutowy armagedon. Zero drzew, zero wiat i jedyne dostępne schronienie, czyli... własny rower. Dlaczego ja?
Jeśli szukacie żywego wykrywacza deszczu, chętnie wynajmę się na imprezy plenerowe.
dwie krótkie przejażdżki i dwa komplety totalnie przemoczone.
Ktoś miał dziś podobne "szczęście"?
- DST 150.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
262 898 kilometrów do MILIONA
Sobota, 5 września 2026 · dodano: 05.09.2026 | Komentarze 2
150 advancedW tym całym rowerowym szaleństwie ostatecznie i tak liczą się tylko dwie rzeczy: kilometry, a zaraz po nich – odpoczynek.
Nowe, lepsze rowery, lżejszy osprzęt i gadżety z najwyższej półki nic nie dadzą. Same z siebie nie mają żadnej wartości. Kolejna maszyna w piwnicy lub w domu to też żaden argument i licytowanie się na ich liczbę nie ma sensu. Możesz mieć sprzęt za miliony, ale bez wykręconych godzin w siodle to tylko drogi mebel.
Gdybym miał tylko taką możliwość, gdyby tylko ktoś chciał... Marzeniem jest moim mieć obok siebie kogoś wyjątkowego. Kogoś, kto po ciężkim treningu weźmie mój rower, wyczyści go i sprawi, że będzie działał jeszcze sprawniej niż dotychczas. Kogoś, kto ma oko do detali – zauważy, co trzeba wymienić z wyprzedzeniem, co naprawić, a co tylko nasmarować, zanim cokolwiek zacznie zgrzytać.
Doceniam to najbardziej wtedy, kiedy pogoda nie rozpieszcza, tak jak dziś, kiedy już jadę kolejny dzień w deszczu.
Kiedy wszystkie kilometry wpadają w ulewnym deszczu, ja potrafię zużyć trzy komplety ubrań jednego dnia, byle tylko utrzymać ciało w jakichkolwiek przyzwoitych warunkach. co potem ? Potem wracam wykończony, marząc jedynie o suchej nitce i regeneracji.
I właśnie wtedy dzieje się magia. Świadomość, że Twój rower jest idealnie czysty, sprawny i gotowy do drogi w każdej chwili – nawet po zaledwie godzinnej przerwie – to coś niesamowitego. Poza samą satysfakcją z przejechanych kilometrów, taka pewność sprzętu to największy rarytas w moim rowerowym świecie.
Bo prawda jest taka, że kiedy w końcu zjeżdżam z treningu, endorfiny robią swoje. Kilometry cieszą mnie wtedy tak bardzo, że natychmiast zapominam o wszystkim, co było złe na drodze: o dziurach w asfalcie, niebezpiecznych wyrwach i samochodach mijających mnie „na gazetę”. W tamtej sekundzie to wszystko przestaje istnieć.
Niestety, razem z tymi minusami z głowy ulatuje też cała reszta. Zapominam o konieczności wyczyszczenia napędu, a tym bardziej o tych wszystkich terminach i przebiegach, po których „coś tam” powinienem sprawdzić, dokręcić czy wymienić. Kiedy kręcę, w głowie mam tylko jeden cel. I tak naprawdę za każdym razem, gdy dopiero wyjeżdżam z domu, obiecuję sobie, że tym razem zadbam o sprzęt od razu po powrocie. Ale potem? Potem czysta radość z jazdy, to że jestem już bliżej swojego celu oraz totalne zmęczenie potrafią skutecznie przyćmić wszystko inne. Obowiązki i obietnice idą w kąt – tak to już po prostu ze mną jest.
- DST 200.00km
- Sprzęt GIANT ANTHEM 3
- Aktywność Jazda na rowerze
263 048 kilometrów do MILIONA
Piątek, 4 września 2026 · dodano: 04.09.2026 | Komentarze 0
200 advanced... wjechałem na elbląską Modrzewinę, takie szybkie 5 km...po czym rower stwierdził, że jedziemy dalej.
o piątej nad ranem próbowałem mu wytłumaczyć, że ja jednak mam życie poza jazdą.








