Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 673150.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



200 000 kilometrów. WHEELER route 21

Czwartek, 19 marca 2026 · dodano: 19.03.2026 | Komentarze 3

100 wheeler
10 nextbike

OPOWIEŚĆ O WHEELERZE, KTÓRY POJECHAŁ DALEJ, NIŻ KTOKOLWIEK MÓGŁBY PRZYPUSZCZAĆ.


Mam dziewięć rowerów. Nie kupiłem i nie dostałem ich przez przypadek. 
Wszystkie urodziły się dla mnie z miłości i trafiły do mnie z przeznaczenia, choć
na początku nic na to nie wskazywało.

Wheeler z punktu widzenia osoby postronnej powinien być dla mnie najważniejszy,
choć od samego początku był dla mnie za duży i nie do końca dopasowany, trochę nieporęczny,
jakby chciał powiedzieć: " Może jednak wybierz inny model ?".
A jednak to on został przeze mnie wybrany.
Do dziś pamiętam miejsce w którym stał w sklepie przy ul. Brzozowej w Elblągu.
Stał jakby nie wierzył, że ktoś go wybierze.
Ja Go wybrałem, choć w rzeczywistości nie potrafiłem sobie wyobrazić tego co możemy
wspólnie stworzyć i czy w ogóle będziemy mieli możliwość do tworzenia czegokolwiek.
I tak zaczęła się historia, której nie da się powtórzyć.
Wheeler okazał się niezwykłym rowerem, moim pierwszym rowerem szosowym.
Poprzez zakup otrzymał ode mnie bilet na podróż, której nie powstydziłby się żaden astronauta.

Wheeler myślał, że będzie zwykłym rowerem - takim do pracy, do sklepu, może czasem na weekend...
a on poleciał ze mną na Księżyc !!
Nie wiedział, że trafił na człowieka, który nie potrafi jeździć "trochę".
Że trafił do kogoś, kto wsiada na rower tak, jak inni otwierają drzwi do świata.
Wheeler pierwszy ruszył ze mną w stronę Księżyca - nie w kosmosie, ale na mapie mojego życia.
To on pierwszy ze wszystkich moich rowerów zobaczył świat o przepięknej godzinie piątej nad ranem,
przepiękny cudowny świat, kiedy niemal każdy z was spał...on już jeździł.
Zobaczył w ten sposób najwięcej wschodów słońca, zobaczył pierwszy wschód słońca...
pierwszą przejechaną w pełni noc...
to w tych chwilach właśnie zrozumiał, że jego życie nie będzie zwyczajne
To on pierwszy poczuł chłodny smak Bieszczadów i pierwszy zobaczył Tatry.
Wheeeler przejechał pierwszą !! edycję Bałtyk Bieszczady Tour w roku 2010.
Wheeler jako pierwszy rower rozpoczął ostatni odcinek lądowania na Księżycu.
Wheeler rozpoczął jako pierwszy treningi do największego ultra w Polsce, do MRDP 
w latach 2009- 2013...w samym tym okresie przejechał swoje pierwsze 100 tysięcy kilometrów...
zobaczył mnóstwo księżycowych ulic i obiektów...od samego początku do dziś jest ze mną na obrazie logo Bikestats.
On był zawsze po prostu pierwszy.

Wypadki ? Były, i to takie, które mogłyby zakończyć karierę niejednego roweru.
Naprawiany jechał dalej, jakby nie wiedział, że można inaczej.
Ma rysy, ślady po upadkach. Jego geometria dawno przestała być geometrią,
a symetria była tylko wspomnieniem katalogu...nie wiedział nawet, że można narzekać z tego powodu.
Nie miał wbudowanego komputera, bardzo długo nie znał nawigacji,
wielokrotnie nie wiedział gdzie jechał, ale jechał. Wielokrotnie skręcał źle, często musiałem
nadrabiać przez niego kilometry, ale nigdy oczywiście nie byłem na niego zły.
Bo to była wspólna nauka. on uczył się kraju, ja uczyłem się siebie.
On poznawał świat, choć wtedy było trudniej, bez technologii, bez wsparcia, bez luksusów...ale było za to prawdziwiej.

Wheeler jest pierwszym moim rowerem, który naprawdę uwierzył, że można jechać dalej.
niemal wszystko, co zrobiłem w swoim kosmicznym świecie rowerowym...zrobiłem z Wheelerem właśnie.

Z czasem pojawiały się u mnie inne rowery...lżejsze, szybsze, bardziej zaawansowane...
Wheeler nie obrażał się, przyjął swoją rolę z godnością.
One przejęły ultra, one dostały najdłuższe dystanse, one miały błyszczeć.
a Wheeler przyjął rolę roweru od najgorszych warunków- deszczu,
błota, wiatru, tych dni, kiedy inni chowali się po domach. On wtedy mówił:
"dawaj Robert, jedziemy. Jeszcze mogę" I jechaliśmy. Zawsze.
Dorastałem razem z nim.

Aż nadszedł dzień, którego nie da się powtórzyć.
Dzień, w którym licznik pokazał 200 000 kilometrów.
Drugi rower w moim życiu, który tego dokonał.
I jakby tego było mało - ostatnie sto kilometrów przejechałem na nim tam, 
gdzie dla mnie się urodził...w Elblągu.
W ten sposób historia zamknęła się w idealnym kręgu.

A w ostatnich kilku tysiącach kilometrów Wheeler nie gonił już świata.
On go wspominał, on go żegnał. Jeździł po najbliższych miejscach naszych serc - tych w promieniu
stu kilometrów od Elbląga, które znał jak własne szprychy.
Znowu zobaczył wszystko, co najważniejsze. Zobaczył każdy zakręt, każdy podjazd,
każdy wiatr Zalewu zanim odpocznie na dobre.

a potem przyszedł moment, którego nie da się opisać bez ścisku w gardle... 
u Henia został rozebrany. Nie jak sprzęt, który się zużył.
Ale jak bohater, który wrócił z misji.
U Henia nie było smutku.
Była radość. Była wdzięczność. Było poczucie, że Wheeler zrobił swoje.
Że zasłużył na emeryturę. Nie na strychu, nie w piwnicy, nie w kącie w garażu.
Ale na ścianie, w moim mieszkaniu, najbliżej mnie.

Bo Wheeler nie jest dla mnie tylko rowerem.
jest świadkiem mojej drogi, mojego rowerowego dorastania.
Świadkiem moich pierwszych błędów, upadków, pierwszych sukcesów.
Świadkiem moich najdłuższych tras i najgorszych kryzysów.
Jest pierwszym, który pokazał mi, że można jechać i jechać dalej, niż się wydaje.
Pokazał mi nawet to, że czasem warto źle skręcić, żeby się znaleźć.

I choć mam kolejne rowery, które czekają na następne kilometry,
choć będą mnie niosły dalej, jak najdalej za Księżyc - żaden z nich nie będzie pierwszy.
Żaden nie będzie tym, który zobaczył świat o piątej nad ranem, kiedy ja dopiero
uczyłem się oddychać na długich dystansach.
Żaden nie będzie tym, który pierwszy wyruszył na Księżyc.

Wheeeler już nie pojedzie ani metra.
Będzie patrzył. Z dumą. Z ciszą. Z historią, której nikt nigdy nie powtórzy.
Bo takie rzeczy zdarzają się tylko raz.
I taki rower zdarza się tylko raz.


WYDARZYŁO SIĘ COŚ, CO SIĘ NIGDY NIE POWTÓRZY.





Komentarze
vento
| 22:59 sobota, 21 marca 2026 | linkuj Nie myślałem że znajdę tu tak fantastyczną opowieść. Podobnie to widzę bo im dłużej rower jest u mnie tym większa jego wartość sentymentalna.
krzysztof5005
| 17:37 piątek, 20 marca 2026 | linkuj Należało go zostawić w całości spoglądając na taki rower ma to sens a tak to co będzie Pan spoglądał na ramę? pamiątek się nie rozbiera a zostawia w całości tak jak posłużyły do końca.
BUS
| 00:32 piątek, 20 marca 2026 | linkuj Człowieku, Ty powinieneś pisać Książki ;)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!