Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 670268.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



289 551 powodów, aby jechać dalej

Sobota, 7 marca 2026 · dodano: 07.03.2026 | Komentarze 0

133 wheeler
27 wigry 3

WYSOCZYZNA BRANIEWSKA

wśród wszystkich tras, zakrętów, pagórków i kilometrów, które przewinęły mi się
pod kołami, jest jedno miejsce, które zawsze wraca do mnie jak refren ulubionej piosenki.
WYSOCZYZNA BRANIEWSKA.

niby blisko- raptem czterdzieści kilometrów od domu - 
a jednak kiedyś wydawała mi się tak odległa, jakby leżała na końcu mapy.
I może właśnie dlatego tak mnie ciągnęła.

Kiedyś nie przyjeżdżałem tu rowerem.
Ba, nawet nie śniło mi się, że mógłbym.
Z rowerem na pace zabierał mnie kolega służbowym samochodem.
Podrzucał mnie tu, zostawiał na dwie trzy godziny, a sam jechał załatwiać swoje spawy..
A ja znikałem w ciszy, w pustce, w tych przygranicznych drogach, gdzie człowiek słyszy
własne myśli głośniej niż gdziekolwiek indziej.
To były moje pierwsze ucieczki, pierwsze zachwyty, pierwsze odkrycia...i pierwsze marzenia,
że może kiedyś...może kiedyś przyjadę tu sam.

Wtedy to było nierealne. nawet mając cały dzień nie wyobrażałem sobie, że
mógłbym tu dojechać, pojeździć i wrócić do domu.
To była liga nie dla mnie.

A dziś ?
Dziś przyjeżdżam tu naokoło.
Dziś delektuję się każdym odcinkiem drogi, każdym wzniesieniem.
Dziś te miejsca są moje - nie dlatego, że są blisko, ale dlatego, 
że w końcu, że wreszcie do nich dorosłem.
Staram się tu być często...ale pół roku zawsze ucieka.
Pierwszy kwartał to zima, zimą nie da się tu jeździć...drugi kwartał to maratony,
a potem człowiek budzi się i nagle myśli..."kiedy ja tu byłem ostatnio ?"
I wtedy jadę. Bo tęsknię. Bo te miejsce pamięta mnie z czasów, kiedy byłem tylko gościem
na prace służbowego auta...

a dziś ? dziś jestem tu gospodarzem własnych kilometrów, cieszę się zawsze
z tego, kiedy tu jestem, choć jest jedna rzecz, która regularnie psuje mi szyki,
coś, co potrafi zniszczyć perfekcyjnie wykręcaną średnią, jakby ktoś
nagle wcisnął pauzę w moim prywatnym ultra.
STRAŻ GRANICZNA.
No bo jak tu utrzymać tempo, kiedy zza zakrętu, albo z dalekiej prostej dogania mnie patrol,
a ja...grzecznie się zatrzymuję i poddaję kontroli.
I stoję tak, uśmiecham się, odpowiadam na pytania, ale na początku rozmowy
zawsze mówię, że...panowie, spada mi średnia....
nie jest źle, przynajmniej ktoś widzi, że naprawdę tu jestem.
( choć widzi mnie tu jeszcze ktoś jeszcze )

I jest w tym wszystkim coś jeszcze. Coś, co do dziś mnie zadziwia.
Moja sytuacja rowerowa zmieniła się tak bardzo, że przez tą wysoczyznę braniewską, przez jej drogi właśnie,
przez te same pagórki, te same puste przestrzenie, które kiedyś były dla mnie końcem świata, dziś wyznaczane są trasy
dwóch największych ultramaratonów w Polsce.
A ja ? Ja ukończyłem je już dziewięć razy.
Kiedy wtedy siedziałem na pace służbowego auta te ultra nie istniały.
Tak jak we mnie nie istniały te myśli, które teraz są we mnie.
ta odwaga. Ta pewność.

...ta świadomość, że nareszcie mogę.



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!