DOM
Od kilku dni jestem w domu. Szpital okazał się wielką totalną porażką. Opieka w skali od 0 do 100...zero.
Przez trzy ostatnie dni nawet nie jadłem ich jedzenia. Było takie wstrętne, że nie mogłem nawet na nie patrzeć.
Wcześniej jadłem bo miałem słabą świadomość.
Zastrzyków przyjąłem mnóstwo.
Więcej w szpitalu mnie nie chcieli. gdy odłączyli mi kroplówki, cewnik i zdjęli mi wszystkie szwy...stwierdzili, że stan mojego zdrowia jest dobry i wypisali mnie do domu. Stan dobry zapisali mi w wypisie.
Oczywiście nadal nie chodzę, nie podnoszę się, nie mogę przekręcić się na bok.
Boli mnie najbardziej miednica, mam też częste bóle brzucha. Noc w rzeczywistości przespałem dotychczas jedną w pełni, w domu.
Od wcześniejszego podnoszenia się bolą mnie w dodatku oba barki.
Najgorsze jest jednak to nieustanne patrzenie się przed siebie. Oczywiście jest rodzina, koledzy, telewizor, muzyka, ale ja przecież nieustannie leżę w jednej pozycji od 19 dni.
Jest mi trudno, jest mi ciężko. To najtrudniejszy dla mnie etap w drodze na Księżyc.










