Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi robert1973 z miasteczka Elbląg. Mam przejechane 680115.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią brak danych. i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy robert1973.bikestats.pl

Archiwum bloga



WARSZAWA to moje MIASTO

Sobota, 16 sierpnia 2025 · dodano: 16.08.2025 | Komentarze 0

chicago 47

Warszawa to moje miasto 


obiekt księżycowy nr 27
Osiedle Kwadra Księżycowa w Warszawie 


Warszawa to moje MIASTO

Piątek, 15 sierpnia 2025 · dodano: 16.08.2025 | Komentarze 0

187 chicago 

ulica księżycowa nr 290.i obiekty księżycowe nr 25 i 26

Lubowidz - Wyszogród - miejsca księżycowe - Warszawa 
ulica księżycowa nr 290 SZADKÓWEK


obiekt księżycowy nr 25 :
ul. Przy Księżycu w Pruszkowie.


obiekt księżycowy nr 26:
ul. Półksiężyca w Warszawie 



WARSZAWA to moje miasto

Czwartek, 14 sierpnia 2025 · dodano: 15.08.2025 | Komentarze 0

158 chicago 

...w drodze do Warszawy.
z Beatą, Sławkiem i Mario.

Elbląg - sterta wynalazków - Lubawa - Lidzbark - Lubowidz.


RAP wspomnienia

Środa, 13 sierpnia 2025 · dodano: 13.08.2025 | Komentarze 1

121 wheeler
25 chicago
4 advanced

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 08 lipca, wtorek.

To już koniec.
Początek dzisiejszego dnia to nic innego dla mnie, jak odnowienie wszystkich czterech myśli z poprzednich edycji...
czyli jak to kiedyś było, jaka była wtedy pogoda, emocje, gdzie, w którym miejscu znajdowałem się i o której godzinie...
o czym wtedy myślałem, wszystko sobie przypomniałem włącznie z agroturystyką podczas jednej z edycji.
O czym myśli się podczas ostatniego dnia Race Around Poland ?
moje 300 ostatnie kilometrów dzisiejszego dnia przed Warszawą to manifest siły, wytrwałości i pasji.
To każdy poranek i każda noc, gdy trzeba było wstać, chwila po wypadku, gdy po podniesieniu rower
od razu musiałem na niego wsiąść. To spotkania, uśmiechy, łzy, cisza i krzyk wewnętrzny.
Aż wreszcie...to ja w najczystszej wersji.
Nie wygrałem tego ultramaratonu, ale kończę to, co dla wielu było niemożliwe.
I to zostanie we mnie na zawsze. Wydarzyło się coś, co powtórzy się jeszcze wiele razy.
Dziękuję sobie, że nie odpuściłem, dziękuję tym, którzy byli na mojej drodze oraz tym, 
którzy mi kibicowali będąc poza nią...dziękuję także trasie, że mnie zmieniła.

Na metę wjechałem dokładnie o godzinie 20:15 z czasem 248 godzin ( poprzedni najlepszy czas to 259 godzin ).

w Obórkach na mecie przywitał mnie jeden z szefów RAP Mateusz Przygodzki...w późniejszej rozmowie,
już w Warszawie, przyznał, że po raz pierwszy na mecie powiedziałem coś innego niż dotychczas ( Mateusz zawsze dotychczas witał mnie na mecie )... powiedziałem: "jak dobrze, że to się już skończyło". Uprzednio zawsze chciałem jechać kolejne kółko, ale dziś
obrażenia szybciej domagały się hotelu niż zwykle.


Ja już nie muszę niczego udowadniać...rowerowo mam dokładnie to wszystko, co kiedyś mieć chciałem, to, o czym marzyłem.
Warto na takim ultra teraz się zatrzymać, spojrzeć w bok, porozmawiać z kimś przypadkowym.
Na przyszłość ? będę słuchał siebie częściej niż innych, będę wybierał drogi trudniejsze bo to one uczą najwięcej,
będę pamiętał o tym, że odpoczynek to nie słabość, a mądrość i że warto mieć cel i inspirację.
a bóle ciała ? wszystko jest tylko kwestią czasu.
Za trzy dni będę na starcie kolejnego ultramaratonu na Grunwaldzie o długości 1000 km, i ja ukończę go w limicie.

chciałbym wspomnieć jeszcze o jednej pięknej chwili...w okolicach Sulejówka tuż przed metą, zawsze, jakby czekał, stoi ten sam Pan.
Nie znam jego imienia, ale znam jego uśmiech, gest, słowa, które dodają mi sił. Stoi, aby mi kibicować. Nie muszę go znać, by 
czuć wdzięczność. To on przypomina mi, że dobro nie potrzebuje zaproszenia. Jego doping to ostatni zastrzyk energii.
Nie wiem kim jest, ale wiem, że dzięki niemu końcówka zawsze smakuje mi lepiej. Nie pyta, nie oczekuje, po prostu jest.
I to wystarczy.

To Koniec.


RAP wspomnienia

Wtorek, 12 sierpnia 2025 · dodano: 13.08.2025 | Komentarze 1

wheeler 206

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 07 lipca, poniedziałek.
malutki będzie opis dzisiejszego dnia...nie, nic się złego nie stało,
dzisiejszy dzień chciałem zapamiętać i pamiętam go doskonale, tak samo jak i wczoraj, tak i dziś.
mało, bo...w przeciwieństwie do dnia wczorajszego to mój tylko dzień, w moich miejscach, tylko ze sobą.
To, co poczułem zaraz po obudzeniu się było wspaniale....świadomość, że jestem już tak blisko Warszawy,
a jednocześnie zbliżam się do bliskich mi sercu miejsc było niczym innym, jak spełnieniem tego
wszystkiego, co już przejechałem.

Przede mną miejsca, które znam jak własne myśli. Nie są spektakularne,
ale dla mnie są wszystkim...Węgorzewo, Banie Mazurskie, Gołdap, Kiepojcie, Wiżajny, Rutka Tartak, Sejny.
Na pierwszych swoich wyjazdach w tych okolicach nad ranem zawsze siedziałem na ławkach przystanków w oczekiwaniu
na słońce...wtedy było jakoś prościej, nie musiałem wcześniej przejechać dwóch tysięcy kilometrów, aby tu być :)
Dla kogoś kto tu nie był to tylko droga, a dla mnie ścieżka wspomnień...
i choć jadę sam, czuję, że nie jestem samotny.
Bo te miejsca mnie znają. I ja je znam.

Pogoda jest wspaniała, czuję się wyśmienicie. 
Palec, dłonie i żebro bolą normalnie, nic szczególnego.
W Gołdapi przywitano mnie sympatycznie bo i ja mam sympatię do hoteliku Gołdap, w którym
znajdował się nasz punk kontaktowy...zawsze tu dzisiejszego dnia na poprzednich edycjach RAP
spałem przyjeżdżając późnym wieczorem,
a dziś jestem wcześnie rano, bo o godzinie 9....wybrałem więc pobliski kultowy bar u Jędrusia, gdzie zjadłem już
mnóstwo śniadań, obiadów i kolacji.
na drodze było sympatycznie, i nie zakłóciło nawet moich uczuć to, że droga w tym roku od Gołdapi aż do Wiżajn jest fatalna
z uwagi na fakt, iż jest odnawiana....szuter w wielu miejscach z ruchem wahadłowym.

Najbardziej wspomnieniami dla mnie pachną Sejny....

a potem ? potem grzecznie jechałem do mety z tym założeniem, że bardzo chciałem pospać sobie dzisiaj
w miejscowości Krynki, która jest dla mnie końcem świata na wschodzie naszego kraju...niedaleko już były Michałowo
i Narewka, które już mnie nie raz gościły, w Krynkach też byłem mnóstwo razy, ale nigdy tu nie zostałem na noc.
A dziś zostałem....


RAP wspomnienia

Poniedziałek, 11 sierpnia 2025 · dodano: 11.08.2025 | Komentarze 2

85 wheeler
20 wigry 3
7 chicago
4 advanced

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 06 lipca, niedziela.

....pobudka o 5 nad ranem. Kębłowo. 
daje sobie pełną godzinę, najpierw na zejście z łóżka piętrowego, potem na wyjście
z przyczepy campingowej ( sponsora !! ), a potem na siedzenie w rozmowie z Andrzejem Seta,
który opiekuje się tym punktem przez dobrych kilka dni....wspaniały kolega z Warszawy, przypadek ?
Jest wspaniale bo wyschłem, bo czuję się dobrze, nie mam żadnych otarć na skórze poza tymi z wypadku,
rower co prawda zmienił już trochę swoje kształty, ale ja jestem nadal w jednym kawałku...ale jeszcze bardziej schudłem.
Do mety pozostało dokładnie 900 km...a ja już jestem na swoim podwórku, czuję się normalnie zmęczony.
Bardzo się cieszę, że tu jestem tak bardzo wcześnie, to całe Trójmiasto zawsze przeraża mnie ze względu na ruch samochodowy,
a dziś...kompletnie nic, pogoda przepiękna, pusto, sucho, porannie i aż przez trzy godziny nawet jakieś podjazdy były.

Godzina 9.00, a więc pora na śniadanko. 
Śniadanko było iście królewskie w miejscowości Straszyn, na trasie Race Around Poland.
Jadę Królewski dystans, więc pora zacząć posiłki takie, jakie spożywają jedynie władcy swoich pasji.
Teraz mam nie tylko to, co znajduje się w sklepach, a ponadto mam tego tyle, że mógłbym rozdawać innym...
nikogo jednak z ultra przy mnie w bliskiej odległości nie było.
Jestem w tych miejscach tak wiele razy, a nie oznacza to, że czuję się tak samo jak wtedy, gdy jechałem tu po raz kolejny choćby miesiąc temu.
Dziś jest coś innego, choć jeszcze nie teraz, ale już za chwilę, zacznę się zmieniać....jeszcze kilkanaście kilometrów, a znowu
przełączę się na muzykę, aby te miejsca móc przeżywać jeszcze głębiej bo...bo dzisiejszy dzień jest wyjątkowy dla mnie.
To jest pierwsza edycja z trasą przez mój rodzinny Elbląg, Elbląg zawsze był obok, niedaleko, dziś będą jego główne ulice.

Mijam Pruszcz Gdański, Cedry Wielkie...no i się zaczyna. To już mniej niż 45 km do domu.
To już jest tak blisko, zawsze w tych miejscach na RAP wyobrażam sobie osoby, które mogłyby spotkać się ze mną trasie,
i te które ja chciałbym zobaczyć na pewno. Tak, jedną z najpiękniejszych chwil tego ultramaratonu była ta, gdy zbliżałem się do
rodzinnych stron. Sama myśl, że zaraz przejadę przez miejsca, które znam od lat, i że spotkam się z przyjaciółmi,
dodawała mi sił bardziej niż cokolwiek. To nie był tylko kolejny etap trasy, to był powrót w miejsca, gdzie jestem najczęściej.
Nikt mnie tu nie widzi każdego dnia o piątej nad ranem, a dziś jest południe, dziś będzie inaczej.
Wzruszam się już w sobie wyjątkowo głęboko tylko dlatego, że nikogo przy mnie nie ma, a we mnie jest muzyka.
Płaczę, łzy z oczu lecą mi kroplami i ja ich nie mogę powstrzymać bo każda myśl we mnie o tym, co się niebawem wydarzy
zmienia się z lepszej na jeszcze bardziej wzruszającą.
No i jeszcze  ten rower...nie wiedziałem kiedyś, że ten cały świat rowerowy, że to wszystko będzie takie wspaniałe.

Nowy Dwór Gdański, 25 km przed Elblągiem pierwszy przywitał mnie Sławek... 
zobaczyłem go nagle, w jednej chwili zatrzymałem się i wpadliśmy sobie w ramiona....to była czysta radość. 
Potem w Solnicy przywitały mnie dwie Panie,  Kamila i Ania :) 
a w Elblągu czekali na mnie równie Wspaniali Heniu z Zenkiem....
a potem jeszcze Piotr....



Wyjeżdżając z Elbląga miałem poczucie, że byłem we właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi.
Dziękuję że byliście tam dla mnie.
Dziękuję, że daliście mi ten moment, który zostanie we mnie na zawsze.
Dziękuję, że daliście mi ten moment, który będę nosił w sercu.

A wiecie dlaczego to było tak piękne ? Dlatego, że to nie był koniec dzisiejszego dnia.
Cały czas jadę drogą, na której jestem niemal codziennie, mógłbym normalnie oczy zamknąć
i zamknąłem, a widziałem i tak wszystko inaczej niż wtedy gdy jestem tu na co dzień.
Ależ było we mnie emocji, jeszcze więcej i więcej.
Kamionek Wielki, Suchacz, Tolkmicko, Pogrodzie...a w głowie wyłącznie Frombork.
Gdyby tylko mógł przywitać mnie tu Mikołaj Kopernik, gdyby mógł to z pewnością by mnie przywitał.
a ja bym wtedy powiedział do niego: "Panie Koperniku, wiem, że to Ziemia krąży wokół Słońca, ale dziś mam wrażenie,
że to cały Frombork krąży wokół mojego roweru ! Dziękuję za inspirację, za odwagę myślenia inaczej ...Pana rewolucja
trwa, nawet na trasie Race Around Poland...
a Kopernik podszedł do mnie, spojrzał na mój rower i powiedział: "Nieźle, ale ja też kiedyś wywróciłem świat do góry nogami"
We Fromborku zostałem przywitany oczywiście po królewsku.
Gdy przejeżdżałem przez Frombork poczułem, że nie tylko pokonuję dystans, ale że także dotykam historii.
Panie Koperniku, Pańska myśl poruszyła wszechświat, ja dziś poruszam tylko nogami, ale z tą samą pasją do odkrywania.
Dziękuję za ten moment, za tę trasę. Dziękuję za to spotkanie... choćby tylko w wyobraźni.


Beatko, dziękuję Ci za spotkanie we Fromborku, za uśmiech, za obecność, za chwilę, która była jak światło
na trasie pełnej zmęczenia. Twoje słowa, spojrzenie, gest i pocałunek- to wszystko dało mi bardzo dużo siły.
Spotkać Cię w tym miejscu, w tym czasie ...to był dar.
Twoja obecność była jak przypomnienie, że nawet w drodze liczy się nie tylko cel, ale i ludzie, 
których spotykamy.
Nie każdy ma szczęście spotkać kogoś, kto jednym spojrzeniem potrafi zatrzymać czas...ja miałem.
Niektóre spotkania zostają w pamięci na długo, te zostanie w moim sercu.
inni mogą tylko zgadywać, jak bardzo to spotkanie było wyjątkowe...


We Fromborku przeżyłem więc luksus emocji...nie każdy ma przywilej takich spotkań, ja miałem.
I nie zamieniłbym tego na nic.

...po rozstaniu się zostałem sam, tylko ja i rower, droga i myśli.
Nie było już rozmów, śmiechu, jedynie samotne spojrzenia na mijające krajobrazy.
Została cisza, która mi wszystko przypominała.
Każdy kilometr znowu byłem bliżej celu,
każdy kilometr musiałem samemu przejechać.
Meta była coraz bliżej, ale to nie ona w rzeczywistości była moim celem ...
ja po prostu chciałem tu być i jestem. Jestem szczęśliwy.

...zasnąłem w Kętrzynie.

ósmy dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)












RAP wspomnienia plus ulica księżycowa nr 289

Niedziela, 10 sierpnia 2025 · dodano: 11.08.2025 | Komentarze 3

110 chicago

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 05 lipca, sobota.
w dniu dzisiejszym przejechałem najwięcej kilometrów od północy do północy na RAP.
Dokładnie 416 km, dobrze pamiętam ten dzień, ale  chciałbym go w ogóle nie pamiętać...bo to najgorszy,
pewnie nie tylko dla mnie, odcinek na Race Around Poland.
Tak wiele zostało tej trasy zmodyfikowanej, a jeszcze istnieje tu sterta rowerowych problemów.
Z Gryfina wyjechałem wcześnie nad ranem, i nic nie zmieni tego, że w Szczecinie też było wcześnie rano, sobotnie, z małą ilością dla mnie samochodów...ciągła jazda przez miasto, i dalej przez Goleniów też, a potem...to już było tylko gorzej....wisienką na torcie była droga dla rowerów z Mielna do Koszalina, asfaltowa, a jak...ze stertą korzeni wyrywającej asfalt od dołu oczywiście....sterta samochodów, sterta osób na drogach dla rowerów, drogi z asfaltami pięknej jakości, a z boku drogi dla rowerów z kostki ze stertą krawężników....a za Łebą totalne pustkowie, bez sklepów, bez hoteli w dodatku lało mi tu już dość ciekawie na głowę.
Od samego rana dzisiaj myślałem tylko o jednym, aby dojechać dzisiejszego dnia do punktu kontaktowego w miejscowości Kębłowo i mieć ten dzień za sobą, dzisiaj :)
TS Hymer Center 2617 km....zalogowałem się tu dokładnie o godzinie 23:48.
I tu chciałbym zakończyć i nie pamiętać tego dnia w ogóle.

...ale powinienem napisać jeszcze coś, że wcześniej był punkt kontrolny w Mielenku, gdzie byłem o godzinie 11:45,
muszę o tym napisać bo było tu wspaniale, ugoszczono mnie jak króla, to był jedyny pozytywny incydent dzisiejszego dnia. 

a przy okazji, w dniu dzisiejszym dojechałem do ulicy księżycowej nr 289 w miejscowości Drewnica.
z Beatą. ulica nie posiada asfaltu na drodze, ani tabliczki, ale działki przy niej już można kupować.



RAP wspomnienia

Sobota, 9 sierpnia 2025 · dodano: 10.08.2025 | Komentarze 1

39 wheeler

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 04 lipca, piątek.

...normalnie bałem się dzisiaj obudzić.
Obudziłem się, i to dosyć wcześnie, o czwartej nad ranem.
boli mnie mniej, ale mnie boli. Jadę dalej.
dziś wyruszam z nikomu nieznanej miejscowości o nazwie Jędrzejowice,
jestem kilka kilometrów za Zgorzelcem.

cieszę się że tu jestem, zawsze w tym miejscu dumny z siebie jestem bo
to już przecież połowa dystansu RAP za mną...i to ta trudniejsza pierwsza połowa.
Kiedyś mówiłem i pisałem, że jeśli ktokolwiek w limicie przejedzie tę właśnie część to
spokojnie do mety dojedzie w wyznaczonym terminie....myliłem się. 
Jest płasko...już do końca żadnych gór nie będzie, Garmin co prawda nie raz jeszcze 
pokaże mi jakieś podjazdy, ale umówmy się...szkoda o nich pisać.

po raz pierwszy na trasie jadę z muzyką...droga jest przyjazna ultrasom, jest tu w miarę pusto,
cicho, inaczej się tu czuję. Ogólnie lubię ten odcinek trasy, no, poza MRDP, bo Daniel nie da się przekonać do tego,
że są tu inne drogi niż te w pełni przez wiele kilometrów wylane kostką brukową.
Nie ma we mnie żadnych emocji...gdybym wtedy wiedział, że mam złamane żebro to
podświadomie bałbym się panicznie jakiegoś upadku, a tak, nie wiem, a zjazdów w ciemnościach już nie będzie,
jest więc dobrze, z żadną traumą nie jadę...poza umyciem ran nie stosuję żadnych środków leczniczych.
Pogoda jest wyśmienita, w sklepach dostaję wszystko to, co smakuje mi najlepiej, rower sprawnie kręci.

Oczywiście zatrzymuję się lub zwalniam we wszystkich swoich miejscach, których jest mnóstwo
w tym regionie naszego kraju...z Krosnem Odrzańskim na czele. Szkoda tylko, że nie mogłem zjeść w tym mieście
swojego obiadu, w swojej restauracji....jestem tu kilka godzin wcześniej.
A więc tak, oczywiście cieszę się, że czasowo jestem sporo w przodzie mając na uwadze poprzednie edycje RAP,
z drugiej zaś strony bardzo mi smutno z tego powodu, że nie będę spał w tych swoich miejscach, sprawdzonych,
czekających na mnie....spokojny rowerowy dzień ultra dla mnie to taki, gdy już mam zapewniony nocleg.
A noclegi wszystkie szukam sobie sam, nie korzystam z pomocy żadnych osób.

2068 km, punkt kontaktowy. Hotel Bastion. Kostrzyn nad Odrą,
wjechałem tu dokładnie o godzinie 13:10. z ultrasów jestem sam, dziś z samego rana na
swoich odcinku jadę samotnie...po dwóch tysiącach kilometrów cisza staje się głośniejsza niż wiatr.
Nie ma rozmów, nie ma śmiechu, rytmiczne uderzanie pedałami i szum opon na asfalcie.
Samotność nigdy nie była dla mnie ciężarem, wręcz przeciwnie, na rowerze wraz z nią czuję się wspaniale...
nie narzuca się, nie ocenia, po prostu jest.
W głowie mam od dziś tylko to, aby tylko dojechać do mety, każdy następny pusty kilometr to pytanie,
każdy natomiast zakręt to odpowiedź...nadal boli, czasem się mi nudzi, czasami się wzruszam.
Samotność musi być ze mną, bo tylko samotność to przestrzeń w której można być naprawdę sobą...
bez masek, bez pośpiechu, tylko ona, ja i droga.
Bo to nie jest ta samotność smutna, przytłaczająca...moja jest inna, jest cicha, obecna, prawdziwa.

Nie muszę udawać, nie muszę się spieszyć...w każdej chwili mogę płakać, śmiać się,
albo milczeć, wszystko jest w porządku. W takich chwilach właśnie odkrywam to, co ma naprawdę dla mnie znaczenie.
I choć także lubię jazdę z przyjaciółmi, ten śmiech na postojach, wspólne przekraczanie granic...to właśnie
te samotne kilometry uczą mnie najwięcej.

a potem ?
potem było Sarbinowo, Mieszkowice, Osinów Dolny, Cedynia, Chojna, Krajnik Dolny, Widuchowa,
no i wreszcie Gryfino, gdzie się zatrzymałem na noc. 
w ciszy późnego wieczorem dodałem nie tylko kilometry,
ale i chwile, które coś we mnie zmieniły.

siódmy dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)







RAP wspomnienia

Piątek, 8 sierpnia 2025 · dodano: 08.08.2025 | Komentarze 1

150 wheeler

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 03 lipca, czwartek.

z Międzylesia wyjechałem około godziny 3 nad ranem.
jestem wypoczęty, najedzony, cierpliwy.
na dworze jest oczywiście ciemno, ale jest pogodnie, choć trochę mimo wszystko zimno.
pierwsze kilometry prowadzą zdecydowanie do góry, więc mimo zimna jest mi już po chwili wystarczająco gorąco.
...ależ tu ciemno jest, nawet w Bieszczadach tak mi ciemno nie było, a to dlatego, że tu jedzie się przez
środek lasu, a w zasadzie przez las, drzewa mało kiedy pokazują niebo, przez wiele czasu nic jego nie chcą pokazać, choćby skrawek.
nawet się nie zastanawiam czy ktoś jedzie blisko mnie, podoba mi się tutaj...do czasu.

po przejechaniu zaledwie 10 km rozpoczęły się zjazdy, duże zjazdy,
wszystko wydarzyło się tutaj właśnie, w malutkiej miejscowości Lesica, w której chyba nikt nawet nie mieszka.
Przewidzieć to jedno, reagować zaś w sposób właściwy to już całkiem odmienna sprawa,
tym bardziej, że dla mnie wydarzyło się to wszystko zdecydowanie za szybko.
z prawej strony podczas szybkiego zjazdu wyskoczył mi na drogę borsuk, od razu rozpocząłem proces hamowania, najpierw zjechałem na środek drogi, za chwilę byłem już po lewej stronie, a borsuk wciąż biegł przy mnie, nie odbiegł ode mnie...wszystko w kilka sekund.
gdy wbiegł mi w światła, czyli przed rower, powiedziałem sobie w myślach...dobra Robert, zakładaj spadochron bo zaraz będziesz leciał...
no i poleciałem...przez kierownicę.
bo w mniej niż sekundę zrozumiałem to, że jeśli w zwierzę uderzę to na pewno uszkodzę koło, a tego obawiałem się najbardziej.

w pierwszej chwili po wstaniu z asfaltu zakręciłem kołami sprawdzając, czy jest ok,
gdy zobaczyłem ich płynność to podziękowałem losowi za możliwość dalszej jazdy mimo wszystko.
wsiadłem i...zacząłem jechać. Po kilkuset przejechanych metrach zacząłem myśleć o sobie,
to znaczy nie chciałem zatrzymywać się i oglądać ciało i ubrania, wiedziałem, że jakieś straty są,
jadąc nic nie widziałem bo panowała wyjątkowa ciemność, w pewnych momencie zauważyłem jednak wygiętą
prawą klamkomanetkę,..na którą upadłem okolicami klatki piersiowej...wszystko mimo to jakoś działało.
gdy zrobiło się widniej zobaczyłem natomiast to:


no cóż, nie ma co płakać.
rany się zagoją, najważniejsze, że nadal mam szansę pokazać swoje serce na tym ultra, że nadal jestem w grze,
ważne, że wciąż tu jestem i zmierzam do mety dzisiejszego dnia. Boli już mnie teraz, coś z boku i obie dłonie z piątym palcem prawej ręki na czele. Dopiero później okazało się, że ból z boku to złamane żebro, a palec został wybity, starta została skóra wszystkich kostek palców obu dłoni.
Ponadto cały się poobijałem, jak to w wyniku upadku, normalne. 
Wiem że boli, że ciało krzyczy żeby jakoś się zatrzymać, a lekarz z AI każe mi jechać nawet na SOR.
Najbardziej denerwowało mnie, że tak jak kiedyś, tak i dziś ktoś lub coś znowu mnie sprawdza.
Kurde, przecież ja i tak pojadę. Po co ktoś mnie sprawdza ?
Mnie nie trzeba sprawdzać, mnie nie trzeba kontrolować, kiedy to wszystko się skończy ? to nie była moja wina.
Tyle kilometrów już przejechałem, w tyle dni wjechałem, tyle mam swoich miejsc w sercu,
mnóstwo obrazów w oczach, a coś lub ktoś nadal tego nie rozumie.
jadę i robię wszystko, aby wytłumaczyć ciału, że dojedziemy.
To nie upadek nas definiuje, ale to, co po nim zrobimy. 
Pewnie, że chciałbym, aby ktoś był w tej chwili przy mnie...a byłem sam.

z rowerem jest tak, że wszystko to, co się dotychczas wydarzyło, wydarzyło się dzięki mojej pracy bo ja do roweru w ogóle nie mam talentu.
Nigdy pewnie nie wygram żadnego ultra, ale robię wszystko, aby przejeżdżać je z uśmiechem, w limicie, by nigdy nie były moją trudnością.
Wiele osób wygrywa ultra, ale nie każdy ma odwagę jechać dalej po upadku. Ja mam. Coś musi czynić mnie wyjątkowym.
nawet teraz pisząc te słowa patrzę na już prawie zagojone rany obu moich dłoni, które nadal przypominają mi o tym zdarzeniu.

w Zieleńcu uśmiecham się mimo wszystko :)


nagroda ? już od początku dnia....przepiękny wschód słońca, który w tym miejscu widziałem po raz pierwszy.
W Zieleńcu oczywiście, na samym jego szczycie. Zdjęcia ? pewnie, że tak, oczami, mnóstwo zdjęć.

a potem trzeba było myśleć wyłącznie o sobie.
wybaczcie brak opisu drogi pomiędzy Zieleńcem, a Grudzą, gdzie był punkt kontrolny określający
połowę dystansu Race Around Poland....150 km przejechałem z jedną myślą, trudną.
Nie delektowałem się urokiem tych miejsc, widziałem je już w tym roku, patrzyłem na nie z powagą, cieszyłem się, że tu jestem
już wczoraj cieszyłem się na samą myśl, że dziś właśnie tu będę, ale teraz, kiedy tu jestem to chcę, aby ten dzień jak najszybciej dziś minął....bardziej tego chciałem.
W Grudzy byłem dokładnie o godzinie 16:40, zawsze przyjeżdżałem tu w granicach północy dzisiejszego dnia.
Teraz to bolało mnie już całe ciało, nie wiem, który ból był najgorszy ? ten podczas zdejmowania rękawiczek z dłoni,
ból nadgarstek podczas trzymania kierownicy, czy ten z boku żeber podczas zsiadania z roweru, czy może całe ciało poobijane ruszające się podczas jazdy...
korzystając z dobroci punktu najadłem się i wykąpałem się w wannie, którą uwielbiam od chwili,
gdy we własnym domu zamontowałem sobie prysznic :)

a po dwóch godzinach wyjechałem na Zgorzelec, za którym zasnąłem.
Dobranoc. To były jeden z tych dni, które zostaną mi w pamięci na zawsze....i to nie ból, lecz podjęta przeze mnie decyzja, by jechać dalej nie pozwoli mi o tym dniu zapomnieć, nigdy.

szósty dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)









RAP wspomnienia

Czwartek, 7 sierpnia 2025 · dodano: 07.08.2025 | Komentarze 1

100 wheeler
20 wigry 3

wspomnienia Race Around Poland 2025,
czyli, co najbardziej zapamiętałem.

jest dzień 02  lipca, środa.

jest godzina...kilkanaście minut po godzinie pierwszej w nocy, jestem w Milówce.
właśnie dzwoni do mnie Jacek i prosi, abym wpuścił go na dziedziniec naszego hotelu :)
wstaję więc grzecznie pełen sił oczywiście, Jego przyjazd jest początkiem mojego dnia.

pierwsze kilometry w totalnej ciemności, pod górkę, w całkowitej ciszy i pustkowiu.
Nic, dosłownie nikogo na drodze. Najpierw Koniaków, a potem już Istebna.
ponad 600.000 km przejechanych przez czternaście lat, a w tych miejscach nocą jestem po raz pierwszy,
niesamowite. Kiedyś raz byłem tu wieczorem, zawsze jednak tylko podczas dnia....dziś przeżywam te miejscowości
w ciemnościach pierwszy raz...nie ma tu dosłownie nikogo.
jest pogodnie, ale też jest mi zimno, normalnie zimno, chłód odczuwam oczywiście jedynie na zjazdach.
w Istebnej na ostatnim wzniesieniu przed zjazdami do Wisły zatrzymuję się, schodzę z roweru i siadam
przy stolikach jakiegoś baru, nie dlatego aby odpocząć...właśnie sms- uje do mnie kurier, zachciało mu się ze mną pisać,
o takiej porze dnia :) po trzeciej nad ranem, albo w nocy :)

a teraz zbliża się godzina czwarta nad ranem.
Jest bezpiecznie, ale tak trochę szkoda, że będę musiał teraz kilka ładnych kilometrów zjeżdżać do Wisły, na samą myśli robi mi się jeszcze zimniej, wiem jednak, że to będzie po raz ostatni, że już takich nocy jak tu i w drodze do Zakopanego na tym RAP- ie z pewnością nie będzie. wszystko fajnie, ale trzeba jednak zjechać.
Udało mi się oczywiście dojechać do Wisły, gdzie zatrzymałem się na pierwszym lepszym Orlenie.
na śniadanie było za wcześnie, ale herbata jak najbardziej na tak, pijąc ją nawet się nie rozebrałem, nie zdjąłem kominów z twarzy...
tak było mi zimno. 

a potem? a potem było już po piątej, a wraz z tą godziną urodził się nowy kolejny piękny dzień....
szkoda tylko, że jakoś nie lubię tej drogi, która wyłania się teraz przede mną...Cieszyn, Racibórz, wszystko teraz
będzie proste, tak płaskie i proste, że po prostu jedyną fajną rzeczą teraz dla mnie jest tylko to, że jestem tu tak wcześnie, jak nigdy dotąd,
ale...przed samochodami i tak nie uciekłem, były wszędzie, przy mnie, za mną, obok mnie, przede mną, nade mną, dosłownie wszędzie....tragedia.
Ruch zmniejszył się dopiero za Raciborzem na Krowiarkach...tu zaczęły powstawać kolejne moje miejsca, tylko te miejsca gdzie zawsze się zatrzymuję, w których leżę, jem....wszystko to samo, od wielu lat, jest ich mnóstwo.
Nadal jadę sam, od samej Milówki, aż do teraz, aż do końca dzisiejszego dnia na trasie nie zobaczę nikogo z mojego ultra.

Tak, to dla mnie jest bardzo ważne, te miejsca właśnie, miejsca oddalone od mojego
codziennego życia teraz stają się bliższe od tego, co widzę każdego dnia przed domem.
Bo tu nie chodzi o kilometry, lecz o dystans emocjonalny. Każdy mój powrót w te miejsca to moje
spotkanie z początkami mojego świata rowerowego, chwilami, które nadal we mnie żyją.
Nie muszę ich widzieć codziennie, by były dla mnie ważne.

po południu jestem już w Głuchołazach...słuchajcie, w tym roku na rowerze jestem już tutaj po raz trzeci,
a to miejscowość odległa od elbląga o jakieś....550 km, a ja zawsze przyjeżdżam tu z domu rowerem.
Każdy powrót w te miejsce to moje spotkanie z tym, kim byłem, co kocham, spotkanie z tym, co wciąż we mnie żyje,
bo ja tutaj przez wiele lat zostawiałem mnóstwo wspaniałych pozytywnych emocji.
To miejsce, miejscowość Głuchołazy, ma w sobie jakąś magię, nieustannie potrafi inspirować i przypominać
każdy dzień spędzony tutaj w przeszłości. Zawsze się tu zatrzymuję, na chwilę, na kilkanaście minut, na godzinę, na noc.
Czasem wystarczy mi jedno spojrzenie, czasem muszę tu zasnąć, aby poczuć, że znowu jestem u siebie.

Głuchołazy zostały ostatnio dotknięte powodzią, Trudno mi opisać, jak bardzo mnie to poruszyło bo to miejsce nie jest dla mnie
tylko punktem na mapie, to miejsce to kawałek mojego serca. Kilka ulic, każdy widok niosą za mną wspomnienia, spokój i radość.
Widząc zdjęcia zalanych ulic, domów, terenów, które znam tak dobrze, a które teraz widziałem dziś jeszcze nie uporządkowane...
wywołują we mnie ogromny smutek.
Myślami jestem z mieszkańcami, którzy muszą na co dzień mierzyć się z rzeczywistością.
W restauracji właścicielce powiedziałem, że widząc takie Głuchołazy...płakać mi się chce bo nie mogę im pomóc, a pani mnie po tych słowach przytuliła...
Wyjechałem stąd z nadzieją, że to miejsce, tak pełne uroku i ducha, podniesie się z tej tragedii, że znów będzie tętnić życiem.
Wyjechałem z wdzięcznością za wszystkie chwile, które mogłem tu przeżyć.

Na kolejnym punkcie kontrolnym w Złotym Stoku zalogowałem się dziesięć sekund przed godziną 16.
Skorzystałem ze wszystkich dobroci, po czym wjechałem w przepiękne tereny Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego...
Lądek Zdrój, Stronie Śląskie, Sienna, Idzików, Wilkanów i Międzylesie....na szczycie którego zasnąłem szczęśliwy.
musiałem tu zasnąć. 
Przejechałem już blisko 1600 km, jadę sam w pięknym stroju Race Around Poland i mam pełną świadomość tego, że jestem obserwowany,
że ktoś mi kibicuje i pilnuje każdego miejsca w którym jestem. Dzisiejszy dzień kończę w Międzylesiu.
Dobranoc... jutro tez będę jechał :)


piąty dzień ultramaratonu za mną.
jest wspaniale, bo ja naprawdę tu jestem :)