Księżyc jest moją inspiracją, widzę Go co raz bardziej większego, jest ode mnie w odległości zaledwie 122.656 km. 1356 dni
Od kilku dni jestem w domu. Szpital okazał się wielką totalną porażką. Opieka w skali od 0 do 100...zero. Przez trzy ostatnie dni nawet nie jadłem ich jedzenia. Było takie wstrętne, że nie mogłem nawet na nie patrzeć. Wcześniej jadłem bo miałem słabą świadomość. Zastrzyków przyjąłem mnóstwo. Więcej w szpitalu mnie nie chcieli. gdy odłączyli mi kroplówki, cewnik i zdjęli mi wszystkie szwy...stwierdzili, że stan mojego zdrowia jest dobry i wypisali mnie do domu. Stan dobry zapisali mi w wypisie. Oczywiście nadal nie chodzę, nie podnoszę się, nie mogę przekręcić się na bok. Boli mnie najbardziej miednica, mam też częste bóle brzucha. Noc w rzeczywistości przespałem dotychczas jedną w pełni, w domu. Od wcześniejszego podnoszenia się bolą mnie w dodatku oba barki. Najgorsze jest jednak to nieustanne patrzenie się przed siebie. Oczywiście jest rodzina, koledzy, telewizor, muzyka, ale ja przecież nieustannie leżę w jednej pozycji od 19 dni. Jest mi trudno, jest mi ciężko. To najtrudniejszy dla mnie etap w drodze na Księżyc.